Joe Worsley: z Kalifornii, przez Hawaje, do Gdańska
Rozgrywający Energi Trefla Gdańsk Joseph “Joe” Worsley zaczynał grać w siatkówkę w rodzinnej Kalifornii. Później grał w drużynie uniwersyteckiej na Hawajach. Nic dziwnego, że nie lubi zimna, a jednak kocha grać w Gdańsku, gdzie bywa - 11 stopni. Joe opowiada nam o swoim życiu, karierze i meksykańskim jedzeniu.
Nie wiadomo, czy pod siatką nerwowo chodzi czy może tańczy, w każdym razie jest w ciągłym ruchu. Może to ADHD, a może raczej jego styl bycia?
Joe Worsley to rozgrywający Energi Trefla Gdańsk. To kluczowa funkcja na parkiecie. Joe stoi pod siatką i podaje piłki do atakujących - wystawia im je tak, żeby mogli zadawać piorunujące ciosy i obijać przeciwników po drugiej stronie siatki.
Jeśli drużyna Trefla nosi miano Gdańskich Lwów, to Joe może nie jest tym Lwem, który rozszarpuje przeciwnika, bo zdobywa jedynie 1-2 punkty na mecz, ale to on wyznacza kierunek, w którym podąża stado.
California Dreamin’
Joe pochodzi z Kalifornii i pewnie dlatego nie lubi zimna. Dorastał na przedmieściach San Francisco, w rejonie zwanym East Bay. Raj na ziemi: z jednej strony Ocean Spokojny i piękne plaże, z drugiej góry. Do tego piękne jeziora i znane na całym świecie nadmorskie kurorty.
Dlaczego wybrał siatkówkę, w kraju, w którym gra się raczej w football amerykański, bejsbola czy koszykówkę?
Joe Worsley: - Akurat w Kalifornii siatkówka jest jednym z popularniejszych sportów. To było więc naturalne. W siatkówkę grała cała moja rodzina, przyjaciele. Grałem w każdy rodzaj tego sportu: na trawie, plażową i halową. Wielu czołowych graczy reprezentacji USA pochodzi z mojego stanu. Dorastając w pobliżu oceanu, grali jako młodzi ludzie w siatkówkę plażową, co jest częścią kalifornijskiej kultury.
Po ukończeniu szkoły średniej Worsley wybrał Uniwersytet Hawajski. Dlaczego akurat ten? - Bo lubię słońce - śmieje się Worsley.
Ale zaraz dodaje: - Na Hawajach uniwersytecka drużyna siatkarska jest ważniejsza od wszystkich innych. Mecze siatkarskiej ligi akademickiej NCAA przyciągają nawet 10 tysięcy kibiców. Trybuny są wypełnione. Poza tym inne uczelnie chciały, abym grał na pozycji libero ze względu na mój niski wzrost, a ja nie znoszę być libero. A trener z Hawajów chciał, abym grał u niego właśnie jako rozgrywający.
Jak znosi zimno w Gdańsku? - Kiedy przenosiłem się do Europy, nie miałem ze sobą żadnych zimowych ubrań, bo mieszkałem całe życie w słonecznych stanach. Ale już je kupiłem - śmieje się.
Worsley kocha grę na pozycji rozgrywającego. - Cenię sobie mentalny i fizyczny aspekt grania na tej pozycji, relacje z atakującymi oraz rolę w drużynie, która pasuje do mojej osobowości - wyjaśnia.
“No nice words”
W Europie Worsley grał w Niemczech (VfB Friedrichshafen i SVG Lüneburg ), we Francji (Chaumont VB 52), a obecnie w Gdańsku.
Jak ocenia polską ligę? - PlusLiga jest jedną z najlepszych lig na świecie, co jest powszechną wiedzą w USA, więc wielu czołowych graczy amerykańskich przyjeżdża tu grać - mówi siatkarz. - Profesjonalne kluby, fantastyczni kibice, wspaniała atmosfera na meczach, zwłaszcza w Ergo Arenie.
Worsley cieszy się, że gra akurat w Gdańsku. - Wcześniej grałem w Chaumont, miasteczku we Francji liczącym 15-20 tysięcy mieszkańców, więc naprawdę potrafię docenić duże miasto i świetnie zorganizowany klub z zaangażowanymi kibicami i piękną halą - mówi. - A moi koledzy z drużyny to great group of guys.
- Mówisz po polsku? - pytam.
- No nice words. Nie znam żadnych miłych słów, głównie słowa nie do zacytowania - śmieje się siatkarz. - Znam za to terminologię siatkarską oraz “dzień dobry” i “dziękuję”. Czyli podstawy.
Czego mu w Polsce brakuje?
- Najbardziej tęsknię oczywiście za rodziną i przyjaciółmi - mówi Worsley. - Rozstanie z bliskimi na dziewięć miesięcy każdego roku jest dla mnie najtrudniejsze. Poza tym brakuje mi tu niektórych potraw, zwłaszcza kuchni meksykańskiej.
Captain America
Trener Energi Trefla Mariusz Sordyl cieszy się, że Worsley dołączył do jego zespołu: - Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak się rozwija w naszej lidze. To jest jego piąty sezon w trzecim kraju w Europie, więc to jego europejskie ogranie miało znaczenie dla naszego wyboru. Kibice mogli go poznać z dobrej strony. Jest dobry taktycznie, ale zostawia sobie też margines finezji, co jest dobre, ponieważ takiej improwizacji rozgrywającemu czasami potrzeba. Oczywiście to nie jest zawodnik, który na siatce zrobi nam ogromną różnicę w bloku, natomiast to jak gra w defensywie na pewno nam pomaga. Jego rozegranie bardzo nam pasuje i jest fundamentalnym elementem naszej gry.
Koledzy z zespołu go chwalą. Kapitan Trefla Moustapha M’Baye: - Amerykańscy zawodnicy słyną z luźnego podejścia do życia. I Joe po części taki właśnie jest. Ale też jest osobą skupioną na treningach, mocno sfokusowaną na pracy. Na pewno ma świetne poczucie humoru i można z nim pożartować, co sobie bardzo cenię. Świetnie się tutaj u nas odnajduje i i wpasował się ze swoim amerykańskim mentalem. To taki nasz Captain America.
Sebastian Łupak