Oliwa. Najlepsze miejsce do życia
Urodził się w Grudziądzu, miejsce zamieszkania zmieniał ponad dwadzieścia razy, ale to Gdańsk stał się jego docelowym punktem na życiowej mapie. Po drodze, oprócz polskich miast, żył w Algierii, w Kuwejcie i w Stanach Zjednoczonych, jednak najważniejsza okazała się Oliwa.
Roman Krzyżanowski przeprowadził się do niej w lipcu 1945 roku. Przyjechał tu z rodziną w wagonie bydlęcym, chwilę po ukończeniu czwartej klasy gimnazjum mechanicznego.
Jego oliwska podróż miała kilka etapów: najpierw mieszkał przy ulicy Obrońców Westerplatte, później przy Derdowskiego, aż w końcu osiadł przy Stefana Miraua.
Dzisiaj, świętując swoje setne urodziny, bez wahania przyznaje, że to właśnie tutaj, w Oliwie, odnalazł swoje miejsce na ziemi.
– Tu się mieszka świetnie. Całe życie chciałem mieszkać w takim miejscu – mówi z uśmiechem.
Człowiek spełniony. 100 urodziny Eugeniusza Słodkowskiego
„Mam nadzieję, że nie zanudzam”
Stulatek jest żywą kroniką historii. Widział ludzką tragedię podczas wojny, ukończył politechnikę, pracował w branży mechanicznej w kilku krajach, służył w wojsku i był harcerzem orlim.
Jego pamięć jest zdumiewająca i mogłaby zawstydzić niejednego młodego człowieka – z niezwykłą precyzją przywołuje wydarzenia, daty, miejsca i minione chwile. Kiedy trafia na uważnego słuchacza, chętnie opowiada o dawnych latach.
– Mam nadzieję, że nie zanudzam – wtrąca w trakcie opowieści.
O przeszłości potrafi opowiadać godzinami, ale jego słowa ożywają w pełni, gdy wyciąga na stół swoje najcenniejsze pamiątki.
Wielkie archiwum wspomnień
Jego największą miłością jest fotografia, którą kolekcjonuje od dekad. W przepastnych albumach przechowuje ponad tysiąc zatrzymanych w kadrze wspomnień. Tę pasję zaszczepili w nim rodzice, a w szczególności mama.
Zdaniem jubilata, fotografie są skarbnicą wiedzy, która pokazuje, jak żyły poprzednie pokolenia. Niosą ze sobą niepowtarzalną wartość.
– Bo jak nie będzie zdjęć, to co nam zostanie? Komu i co wtedy pokażemy? Bez nich ta cała historia po prostu zniknie – stwierdza jubilat.
Dzisiaj to wyjątkowe dziedzictwo żyje w kolejnym pokoleniu – córka Romana Krzyżanowskiego, witając gości przybyłych na setne urodziny ojca, sama dumnie trzymała w dłoniach aparat fotograficzny.
Jubilata, w jego mieszkaniu pełnym fotografii, obrazów i pamiątek, odwiedził Piotr Grzelak, zastępca prezydenta ds. zrównoważonego rozwoju i gospodarki, który wręczył stulatkowi list gratulacyjny i zestaw upominków.
W trakcie rozmowy przy kawie, herbacie i ciastach nie mogło zabraknąć oglądania albumów – a jest ich około pięćdziesięciu.
– Proszę uważnie oglądać – zaznacza jubilat, przewracając kolejną kartkę.
A w albumie znajdowały się prawdziwe skarby. Zdjęcia rodziny wykonane długo przed przyjściem na świat jubilata, historie z młodości, podróże, ale również fotografie dokumentujące trudną rzeczywistość.
W zbiorach Romana Krzyżanowskiego znaleźć można między innymi fotografię wysadzonego przez Niemców w 1945 roku wiaduktu dawnej Kolei Kokoszkowskiej. Jest też zdjęcie z lotniska we Wrzeszczu i samolotu Focke-Wulf Fw 190, w którym siedzi sam jubilat.
Helena Kurpet ma sto lat i wciąż zachwyca energią. Jaki jest jej sekret?
Nauka i sport remedium na długowieczność
Jaki jest sekret długiego życia? W przypadku Romana Krzyżanowskiego to między innymi sport. Kajaki i chodzenie po górach to ulubione aktywności jubilata.
Jak przyznał, przepłynął kajakiem prawie 5 tys. km. Dwa razy pokonał Dunaj na trasie z Bratysławy do Budapesztu, a w czasach dawnej Jugosławii spłynął także górską rzeką Driną.
– Uprawiajcie wszystkie możliwe dyscypliny sportu. Chodźcie w góry bezwzględnie, nawet w Tatry polskie – zachęca.
Drugim ważnym aspektem, o którym wspomniał 100-latek, jest nauka i ćwiczenie języków. Jubilat ma na swoim koncie podróże do 50 państw.
– Ja wcześnie wiedziałem, że należy uczyć się języków – zaznacza.
Wszystko zaczęło się od dziadka jubilata, który miał w swoich zbiorach „Samouczek polsko-angielski”. Podręcznik trafił później do wnuka, a ten rozpoczął naukę języka obcego jeszcze w czasie okupacji.
Jak zaznaczył, to dzięki językom mógł pracować za granicą, między innymi w Algierii.
– Człowiek znający języki jest wart tyle, co dwóch ludzi. Takie przysłowie zawsze mi towarzyszyło – podsumowuje.
Rodzina i spokój życiową siłą. Anna Pawlak świętuje 100 lat