PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE
.
Nasz wywiad: jarmark jest jak Gwiazdka
Nasz wywiad: jarmark jest jak Gwiazdka
Rozmowa z Joanną Czauderną-Szreter, dyrektor ds. programowych w Międzynarodowych Targach Gdańskich, która w ostatnich latach jest jedną z osób najbardziej zaangażowanych w przygotowanie kolejnych odsłon Jarmarku św. Dominika.

Mirosław Baran: Czy tegoroczny, 755. Jarmark św. Dominika różni się czymś istotnym od innych edycji tej imprezy w ostatnich latach?

Joanna Czauderna-Szreter: – Pytana o Jarmark św. Dominika lubię nieco żartobliwie porównywać go do świąt Bożego Narodzenia, czyli czegoś, na co czeka się cały rok, żeby powróciło. Tak jak w przypadku świąt najważniejsza jest powtarzalność rytuałów, sytuacji i zdarzeń, tak i zaletą jarmarku jest ciągłość tradycji. Więc jeśli pada pytanie o zmiany rewolucyjne, odpowiadam: nie, rewolucji nie przewidujemy, natomiast z każdym rokiem naszą ofertę, nie tylko handlową, ale przede wszystkim programową konsekwentnie poszerzamy o nowe elementy. Tak też jest i tym razem. Mnóstwo fantastycznych koncertów i masa atrakcji w przestrzeni miasta.

Jak duży sztab ludzi pracował nad przygotowaniem tegorocznej odsłony jarmarku?

– Praca nad jarmarkiem trwa cały rok, ale oczywiście im bliżej imprezy, tym większa jest liczba osób zaangażowanych w jej przygotowanie. W tym najbardziej gorącym okresie jest to ponad 100-osobowy zespół. Jedni odpowiadają za część handlową – tu szefową jest pani Dagmara Łakomiak-Ziemiaszewska, inni za promocję, program kulturalny i niezwykle istotną część techniczną.

Na ile jarmark wciąż stanowi atrakcję turystyczną Gdańska? Czy istnieją jakieś dane na ten temat?

– W raporcie z badań turystyki gdańskiej w III kwartale 2014 roku, wśród dostrzeganych przez turystów atutów Gdańska nasz jarmark zajmuje wysoką pozycję. A  konkurencję ma niemałą: gdańską starówkę, plaże, atmosferę miasta… Towarzyszące jarmarkowi wydarzenia kulturalno-rozrywkowe cieszą się największym zainteresowaniem osób odwiedzających Gdańsk! Zamiar uczestnictwa w nich wskazało dokładnie 40 procent ankietowanych. Skoro wydarzenie doceniają turyści z Polski i ze świata, to może czas, żeby i gdańszczanie potrafili się nim w pełni cieszyć?

Skąd pomysł na czerwone, „klaunowskie”, nosy podczas ceremonii otwarcia? Czy jarmark jako widowisko zmierza w stronę karnawału?

– Jarmark istotnie ma prawo być postrzegany jako rodzaj gdańskiego karnawału. Tempo życia w mieście nabiera w tym czasie zupełnie innego wymiaru. A czerwone nosy?  W tym roku pojawiły się po raz pierwszy, ale być może staną się tradycją ceremonii otwarcia, bo pomysł zdecydowanie chwycił.

Czego szuka Pani prywatnie na jarmarku?

– Jeśli chodzi o imprezy, to polecam wieczorne koncerty na Targu Węglowym i te w Altanie Melomana przy Fontannie Czterech Kwartałów. Sama jestem na wszystkich, nie tylko dlatego, że wymagają tego obowiązki służbowe, ale też dlatego, że muzyczna scena jarmarku to czołówka krajowych wykonawców. Warto zajrzeć na Targ Węglowy także  za dnia, bo tu  pod hasłem „Pomorskie życia pełne!”, pod egidą Urzędu Marszałkowskiego, prezentowane są największe atrakcje turystyczne, kulturalne, a nawet przyrodnicze regionu. Co do zakupów, to oczywiście polecam „zapuszczenie żurawia" w rejony, gdzie znaleźć można starocie. Wśród zapalonych melomanów wraca ostatnio moda na słuchanie płyt winylowych, tu oferta jest dość bogata. Warte odwiedzenia są też stoiska z litewskim lnem, bo o polski – niestety – coraz trudniej. Radzę się pospieszyć, bo te rzeczy idą na jarmarku jak ciepłe bułeczki.