• Start
  • Wiadomości
  • Ukraina trwa w heroicznym oporze. Gdańszczanin pojechał do Kijowa, żeby pokazać to na zdjęciach

Ukraina trwa w heroicznym oporze. Gdańszczanin pojechał do Kijowa, żeby pokazać to na zdjęciach

“Kijów akcja właśnie trwa telewizja trafiona 3 pociskami, odłamki do 200 m. Było to ok 17.00 tutejszego czasu. Zginęły 4 osoby idące obok ulicą. Nie piszę co z wieżą bo walną jeszcze raz. Dotarły inne z mediów a to ja wracam na kwaterę. Zgodę na pokazywanie twarzy mam, piszę bo zaraz będę za to obrywał od Was” - napisał Robert Kwiatek we wtorek 1 marca na swoim profilu Fb. Przyjaciele proszą: “Robert wracaj, tam jest naprawdę niebezpiecznie”.
( Publikacja: 02.03.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Pod wieżą telewizyjną, zaraz po rosyjskim ataku rakietowym, w którym zginęły cztery przypadkowe osoby, idące ulicą
Pod wieżą telewizyjną, zaraz po rosyjskim ataku rakietowym, w którym zginęły cztery przypadkowe osoby, idące ulicą. Wtorek, 1 marca
Robert Kwiatek

 

 

Robert Kwiatek już cztery dni oglądał to wszystko w telewizji i po prostu nie wytrzymał. Sięgnął po swój sprzęt fotograficzny, zaczął analizować pod kątem tego, co przyda się na Ukrainie. Doświadczenie pomaga w takich chwilach - w latach dziewięćdziesiątych też nie wytrzymał, spakował się i pojechał robić zdjęcia do Jugosławii, która dopiero co rozpadła się na mniejsze państwa narodowe. Trwały tam niezwykle okrutne bratobójcze walki. Wylądował w Bośni i Hercegowinie, w przepięknym zabytkowym Mostarze, który był masakrowany w kolejnych starciach. Najpierw Bośniacy i Chorwaci przeciwko Serbom. Potem Chorwaci przeciwko Bośniakom. W gruzach legła większość zabytków, w tym przepiękny 400-letni kamienny most nad rzeką Neretwą, niemal wszystkie najstarsze i najpiękniejsze meczety muzułmańskiej ludności.

Wokół śmierć, zniszczenie.

 

 

Teraz wojna bardzo blisko, przy samej granicy z Polską. Rosjanie przeciwko Ukraińcom, choć wszyscy wiemy, że przez pokolenia żyli zgodnie,tak jak na Bałkanach często połączeni więzami rodzinnymi. Jednak władcy na Kremlu nie spodobało się, że Ukraińcy łakną prawdziwej wolności i niepodległości. Sami chcą decydować o swoich sprawach. W czwartek rano, 24 lutego, Putin wysłał tam wojska. Zaczęły się walki, szybko doszło do eskalacji i ostrzału osiedli mieszkalnych, szybko zaczęli ginąć cywile. 

Tak więc Robert Kwiatek znowu nie wytrzymał, wziął swój sprzęt fotograficzny, plecak i wsiadł do pociągu. W nocy z 27 na 28 lutego był już w podróży z Lwowa do Kijowa. Zdjęcia ludzi zdesperowanych ludzi uciekających przed wojną. Ale Robert jak za młodych lat - być tam, gdzie niebezpiecznie. Stolica Ukrainy powitała go w poniedziałek słonecznym porankiem i zaskakującą ciszą.

 

Fotograficzny autoportret z podróży pociągiem, gdzieś między Lwowem i Kijowem
Fotograficzny autoportret z podróży pociągiem, gdzieś między Lwowem i Kijowem
Robert Kwiatek

 

Bo walną jeszcze raz

 

Gdy we wtorek w godzinach popołudniowych Rosjanie przeprowadzili rakietowy atak na wieżę telewizyjną w Kijowie, Robert zaraz tam był. Fotografował strażaków gaszących pożar sąsiedniego budynku. W biegu nagrał filmik, mówiąc, że syreny ostrzegające przed atakiem z powietrza zaczęły wyć w zasadzie, gdy było już po wszystkim. 

Napisał na gorąco: “Kijów akcja właśnie trwa telewizja trafiona 3 pociskami, odłamki do 200 m. Było to ok 17.00 tutejszego czasu. Zginęły 4 osoby idące obok ulicą. Nie piszę co z wieżą bo walną jeszcze raz. Dotarły inne z mediów a to ja wracam na kwaterę. Zgodę na pokazywanie twarzy mam, piszę bo zaraz będę za to obrywał od Was”.

 

Akcja gaśnicza straży pożarnej w budynku kijowskiej telewizji, tuż po ataku rakietowym Rosjan na wieżę telewizyjną. Wtorek, 1 marca
Akcja gaśnicza straży pożarnej w budynku kijowskiej telewizji, tuż po ataku rakietowym Rosjan na wieżę telewizyjną. Wtorek, 1 marca
Robert Kwiatek

 

Na Facebooku jest też, dzień po dniu, wymiana zdań ze znajomymi. Są wśród nich fotoreporterzy, są przyjaciele z lat 80., kiedy to nastoletni Robert był w Federacji Młodzieży Walczącej, przeciwstawiał się komunie. 

Najpierw w podróży do Kijowa. 

“Robert już 17 godz. nie ma wieści od ciebie co się dzieje? Daj znać!!!”

W końcu przychodzi odpowiedź: “Jazda pociągiem 10 godzin 2 kolejne na dworcu 5 w Kijowie i już się melduje. Wszystko ok i relacja jest”.

“Dzięki Robert trzymaj się!!!”.

 

 

Swoje posty pisze wystukując pelcem słowa przy pomocy klawiatury telefonu komórkowego. Są i dłuższe relacje. Ta z 28 lutego, godzina 12.56:

“Kijów, dojechałem. Nie tego się spodziewałem ale proszę przed przeczytaniem weźcie poprawkę, że jestem dopiero 5 godzin i na tereny wojenne nie dotarłem. Mówiono mi że nie ma jak dojechać do Kijowa, że już okrążony. Wsiadłem w pociąg we Lwowie, wygodna kuszetka i nawet bez płacenia dotarłem, czyli droga otwarta zarówno z Kijowa jak i do tego miasta. Zdjęcia pokazują co widziałem, owszem nie mam ujęć z wojskiem i rogatkami ale to jest zabronione. Były 2 alarmy, nie słyszałem żadnych odgłosów walk. Widziałem jak dowozili żołnierze zatrzymanych cywilów może dywersanci, może podejrzani. Patrole zatrzymywały mnie z 10 razy, paszport i legitymacja prasowa jak do tej pory wystarczyły. Co zauważalne to faktycznie pustki na ulicach, wszystko poza podstawowymi sklepami zamknięte, kolejki są ale bez dramatu, w sklepach produktów mniej jednak nadal są. Nie wiem jak to podsumować? Możliwe że jutro ujrzę inne oblicze wojny i Kijowa. Dziękuję wszystkim za dobre słowa, modlitwę”.

 

Na dworcach kolejowych zbierają się tysiące ludzi. Z każdym dniem jest ich coraz więcej. Uciekają przed wojną do Polski
Na dworcach kolejowych zbierają się tysiące ludzi. Z każdym dniem jest ich coraz więcej. Uciekają przed wojną do Polski
Robert Kwiatek

 

Będzie co ma być

Następnego dnia Robert Kwiatek wystukuje palcem na telefonie:

“Kijów 1 marca, poranek zimowy, wczoraj słońce, dziś śnieg, oby ta zima nie zapowiadała rosyjskich mrozów i okupacji. Noc spokojna, jedna rakieta gdzieś daleko uderzyła, podobno Iskander, ale odgłos słyszałem, pojedyncze serie. Karabinów, raczej uganianie się za dywersją. Alarmy na tyle często, że już nie liczę ale też mało zwracam uwagę. Niewiele mogę więcej, tu psychoza dywersji panuje a ja pod ten szablon pasuję, zwłaszcza że poszła informacja o podszywaniu się Rosjan pod polskie media. Na zdjęciu z ukrycia bo oficjalnie nie można, ukraińscy żołnierze w drodze zatrzymali się by dostać coś do zjedzenia, wypicia w jednym z niewielu otwartych sklepików”.

Znajomy: “Oj Ty szalony! Ale złe Cię nie weźmie, już tyle razy miało okazję…”.

Robert: “Mieliśmy i my swoje przygody i dobrze się skończyło tak ma być i teraz. Będzie co ma być”.

 

Zdjęcia żołnierzy lepiej robić z ukrycia. W Kijowie poszukiwani są rosyjscy dywersanci, po mieście rozeszła się plotka, że tacy chętnie podszywają się pod polskich dziennikarzy
Zdjęcia żołnierzy lepiej robić z ukrycia. W Kijowie poszukiwani są rosyjscy dywersanci, po mieście rozeszła się plotka, że tacy chętnie podszywają się pod polskich dziennikarzy
Robert Kwiatek

 

Inny znajomy: “To może być długie oblężenie. Najgorszy będzie głód”

Odpowiedź Roberta: “Gdyby Rosjanie chcieli to nie 3 rakiety dziennie a 30 i po tygodniu nie ma miasta i nie ma po co zdobywać”.

Pisze Mariusz: “Robert rozważ ewakuację do Lwowa. Kolumna kacapów o długości 60 km jedzie na Kijów. Nie możesz liczyć to, że ta swołocz potraktuje Cię w sposób cywilizowany”.

Odpowiedź: “Jutro z rana kolega jedzie mają samochód. Tu nie ma dobrej decyzji bo trasy też mało bezpieczne. Wola Boża, z tym się liczyłem”.