30 maja, w samo południe, odbyło się uroczyste rozpoczęcie Święta Wolności i Praw Obywatelskich w Gdańsku. Obecnych przywitały Monika Chabior - wiceprezydentka Miasta Gdańska, Magdalena Mistat - p.o. dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności i wiceprezeska zarządu Fundacji Gdańskiej Milena Mieczkowska.
- Spotykamy się w miejscu, które symbolizuje siłę wspólnoty i energię zmiany – wśród ludzi, którzy tworzą przyszłość i pokazują, jak budować Polskę opartą na empatii, zrozumieniu i odpowiedzialności za siebie nawzajem. Strefa Społeczna jest wyjątkową przestrzenią spotkania – miejscem dialogu, wymiany doświadczeń i współpracy organizacji, które na co dzień działają na rzecz praw człowieka, równości i dobra wspólnego - mówiła podczas otwarcia Monika Chabior, zastępczyni prezydent Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania. - Demokracja nie jest tylko procedurą. Opiera się na dialogu, wartościach i włączaniu wszystkich głosów. Dziś szczególnie potrzebujemy wspólnoty, bo nie ma bezpieczeństwa ani odporności bez współpracy i jedności.
Do dziedzictwa Solidarności odwoływała się Magdalena Mistat, p.o. dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności.
- To dla nas ogromna radość, że możemy spotkać się w mniej formalnej atmosferze i rozmawiać o tym, co nas łączy - mówiła Magdalena Mistat. – To także przypomnienie historii, która wydarzyła się właśnie tutaj. To historia oparta na dialogu, rozmowie i sile argumentów, a nie sile nacisku. Dziś, rozmawiając o współczesnych wyzwaniach, warto pamiętać o tej tradycji i zastanowić się, co wspólnie możemy zrobić, by Polska była miejscem jeszcze lepszym do życia, bardziej otwartym, solidarnym i wspólnotowym.
Na znaczenie różnorodności i odwagi w rozmowie zwróciła uwagę Milena Mieczkowska, wiceprezeska Fundacji Gdańskiej.
- W Gdańsku rozpoczynamy weekend rozmów o Polsce, o tym, co nas łączy, ale też o tym, co nas różni. Chcemy tworzyć przestrzeń, w której można się pięknie różnić i jednocześnie szukać wspólnego języka - podkreśliła.
Doda, Polko, Kwaśniewska. Od dzisiaj Święto Wolności i Praw Obywatelskich
Żyć według własnych zasad
Chwilę później rozpoczęła się pierwsza debata. O “Granicach wolności” ze znaną artystką, Dorotą Rabczewską Dodą rozmawiała red. Magdalena Rigamonti.
W 1989 roku Doda miała zaledwie 5 lat. Niewiele pamięta więc z tamtego, przełomowego czasu, poza zabawą z babcią i rodzicami.
Zapytana o to, jak korzysta z demokracji i czym dla niej jest wolność, artystka stwierdziła, że niezależnie od tego, czy panuje system demokratyczny czy panowałby jakiś inny, ona…ma swój własny “doda system”.
- Dostosowanie się do otoczenia niekoniecznie leży w mojej naturze. Zawsze staram się iść według własnych zasad, zgodnie z moim kręgosłupem moralnym. Tam, gdzie są ludzkie oczekiwania, tam na pewno nie jestem ja. Tak żyję od początku. Zresztą tak wychowali mnie rodzice - w pełnym poszanowaniu moich odczuć, podświadomych potrzeb - stwierdziła Dorota Rabczewska.
PROGRAM ŚWIĘTA WOLNOŚCI I PRAW OBYWATELSKICH
Dlaczego Doda bywa bezwzględna?
Informacja o tym, że Doda ma być jedną z gościń gdańskiego Święta Wolności i Praw Obywatelskich wywołała lawinę komentarzy w sieci - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Artystka należy bowiem do kontrowersyjnych. Magdalena Rigamonti zapytała ją więc o to, a także o jej bezwzględność.
- Ty sama mówisz, i zresztą mówią też o tobie inni, że potrafisz być potworem, bezwzględną koleżanką, bezwzględną współpracowniczką, bezwzględną gwiazdą. Prywatnie też potrafisz być bezwzględna… - stwierdziła red. Rigamonti.
- Rzadko kiedy jestem osobą, która chodzi na kompromisy, ponieważ jestem niezwykle wymagająca w stosunku do siebie, ale też w stosunku do innych. Długo potrafię przymykać oko, ale w pewnym momencie kończy się “limit”, i po prostu nie chcę więcej otaczać się ludźmi, którzy są abnegatami, leniami, osobami, które nie dążą do doskonałości swojej własnej, bo wtedy zabierają mi te wszystkie cechy - wyjaśniała Doda.
Redaktorka przypomniała, że artystka jest osobą skazaną prawomocnym wyrokiem.
- Mam ciemne strony, jak każdy z was, ale działam społecznie i charytatywnie - ripostowała, podkreślając, że została skazana w prywatnej sprawie dotyczącej konfliktu z jednym z jej byłych partnerów.
Dodała przy tym, że poza wyrokiem, angażuje się w sprawy społeczne i charytatywne. Przypomniała, że dzięki jej apelom udało się m.in. zebrać dawców szpiku, zaangażowała się też w sprawę bezdomnych zwierząt w schroniskach. Panie rozmawiały też o jej pracy w tajnym zespole powołanym przez Prezydenta RP poświęconej właśnie bezdomnym zwierzętom, o jej współpracy ze zmarłym tragicznie posłem Łukaszem Litewką, o jej wpływie na polityków, a także o patriotyzmie. W opinii Dody, na przestrzeni lat bardzo zmieniło się podejście rodaków do tej kwestii - kiedyś “wstydzono się polskości”, dzisiaj jest to coraz częściej powód do dumy.
Na koniec Dorota Rabczewska przekonywała do tego, by nie wstydzić się poprosić o pomoc w razie choroby psychicznej, w tym depresji czy stanów lękowych - warto skorzystać z terapii i leczenia.
Cała rozmowa z Dodą w materiale poniżej
Czy jesteśmy gotowi na wojnę?
Debacie z udziałem generała Romana Polko, pod hasłem “Chcesz pokoju, szykuj się do wojny”, przysłuchiwali się nie tylko zwykli mieszkańcy, ale - jak się z czasem okazało - także byli żołnierze. Panowie przyznali się do służby, kiedy, już po debacie, mogli zadać pytania generałowi.
Gen. Polko zapytany na wstępie przez prowadzących rozmowę o to, czy wolność Polski jest zagrożona, na ile jesteśmy bezpieczni, stwierdził, że tak długo jak zachowujemy czujność i myślimy o własnym bezpieczeństwie.
- Największym zagrożeniem jest to, kiedy pozornie wszystko jest zrealizowane, a w praktyce każdy mówi: "I tak nic z tego nie będzie” - stwierdził gen. Polko.
Czy jesteśmy przygotowani na ewentualną wojnę?
- Armia daje sobie radę, ale to nie znaczy, że mamy cały czas mówić “tak jest!”, bo mam wrażenie, że zbyt wielu generałów kiwa głową, co by się przymilić politykom. Dowódcy wojskowi odpowiadają za stan armii i muszą mieć odwagę czasem nie zgadzać się z politykami, bo to ich zadanie, ich odpowiedzialność i ich edukacja predysponuje do tego, żeby to oni budowali armię - podkreślił gen Roman Polko.
O czym jeszcze rozmawiano?
W trakcie rozmowy generał przypomniał, dlaczego postanowił odejść ze służby. Na pytanie o to, czy są generałowie, którzy mają odwagę przeciwstawić się politykom, stwierdził, że tak, ale kiedy do tego dochodzi... zazwyczaj tracą swoją posadę.
Rozmawiano też o tym, że współczesna wojna nie oznacza najazdu czołgów na dany kraj, ale coraz częściej rozgrywa się ona w cyberprzestrzeni, prowadzone są ataki na infrastrukturę krytyczną, dochodzi do podpaleń, to także wojna dezinformacyjna.
W opinii gen. Polko Rosję można dziś pokonać jakością i nowoczesnymi technologiami, a nie liczebnością. Dziś rewolucję stanowi sztuczna inteligencja, już nie drony. Rozmawiano też o tym, jak na ewentualną wojnę szykuje się Finlandia, i o tym, że nie uczymy się rozwiązań, które sprawdziły się na Ukrainie. Dyskutowano też o tym, czy Władimir Putin jest bardziej przewidywalny niż Donald Trump, czy możemy liczyć na sojuszników w NATO i jaką rolę pełnią Chiny w sprawie ewentualnej wojny w Europie.
Posłuchaj całej rozmowy z gen. Romanem Polko
Duży błąd Zełenskiego i przejażdżka papamobile
Jolanta Kwaśniewska zachwycała podczas sobotniej debaty klasą, elegancją i… ciekawostkami z czasów, kiedy była Pierwszą Damą. Gdańsk, jak przyznała, to jej miejsce na ziemi. To w tym mieście się urodziła i spędziła młodość. Z czasów, kiedy jej mąż był prezydentem Polski wspominała m.in. przejażdżkę papamobile z Janem Pawłem II, a także inne spotkania z papieżem i pielgrzymki do miejsc ważnych dla katolików. Mówiła też o tym, co czuła, kiedy słuchała o "komuchu" Kwaśniewskim.
Lwia część sobotniej rozmowy dotyczyła relacji polsko-ukraińskich. Ostatnią decyzję prezydenta Ukrainy dotyczącą nadania jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia "Bohaterów UPA" Jolanta Kwaśniewska oceniła jako “duży błąd polityczny prezydenta Zełenskiego”. Opowiadała przy okazji o złych wspomnieniach krewnych związanych z grupą UPA. Jednocześnie podkreślała, że Ukrainę nadal należy wspierać w wojnie z Rosją.
- Tak długo jak wojna jest za naszą granicą, tak długo możemy czuć się bezpiecznie. Najważniejsze jest to, by tę wojnę zatrzymać jak najdalej od naszej granicy - zaznaczała.
Sobotnia rozmowa dotyczyła też działalności fundacji założonej, i nadal prowadzonej, przez byłą Pierwszą Damę, jej zaangażowania w kwestie zdrowotne, zwłaszcza dzieci chorych onkologicznie. Rozmawiano o demokracji, patriotyzmie i politycznym dzieleniu Polaków, o braku zgody na “szczucie” wobec obcokrajowców.
Pojawił się także wątek obecnej Pierwszej Damy Marty Nawrockiej. Jolanta Kwaśniewska przyznała, że w wielu kwestiach na pewno się różnią, ale myślą podobnie w kwestii dotyczącej osób niepełnosprawnych.
Zobacz całą rozmowę z Jolantą Kwaśniewską:
Praca w stoczni i studia
Prowadząca spotkanie pod hasłem “Dyplomacja. Co wolno Pierwszej Damie w polityce?” red. Magdalena Rigamonti zaczęła jednak rozmowę od tego, że w 2005 roku, kiedy to kończyła się druga kadencja prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, narodził się pomysł, by kandydowała na Prezydenta RP jego żona. Nie zgodziła się.
- Byłam głęboko przekonana, że czuję się osobą spełnioną. Najważniejsza dla mnie w życiu jest sprawczość. Nie dobrze czułabym się w tej polityce przez duże P - są tam różne ograniczenia, a ja ogromnie lubię, kiedy mam możliwość kształtowania projektów, które mi grają w duszy i znajduję współpracowników, osoby, które chcą podążać w tym samym kierunku - tłumaczyła Jolanta Kwaśniewska.
Pierwsza Dama jest Gdańszczanką. Tutaj się urodziła, uczyła i... zarabiała pierwsze pieniądze.
- Studiując na Wydziale Prawa i Administracji, z moimi kolegami pracowaliśmy w firmie Technoserwis - sprzątaliśmy w Stoczni Remontowej najczęściej najbardziej brudne trawlery- przetwórnie, ale tam udawało się zarobić najlepsze pieniądze. Moje pierwsze jeansy kupiłam po dwóch wypłatach. Poszłam na ul. Bohaterów Monte Cassino w Sopocie i w komisie, za moje własne zarobione pieniądze, kupiłam takie spodnie, o których marzyłam - wspominała Pierwsza Dama.