Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 27 w Gdańsku oglądają z bliska pasiak obozowy
Piotr Wittman/ www.gdansk.pl
Obozowe losy Barbary
Drelich obozowy wraz z czapką należał do Barbary Cholewy lub Holewy. Pisownia jej nazwiska jest różnie zapisywana w niemieckiej dokumentacji.
Wiadomo bezspornie, że urodziła się 23 listopada 1923 r. w Ożarowie. Dziś jest to niewielkie, 5-tysięczne miasto w województwie świętokrzyskim. W trakcie okupacji niemieckiej mieszkała w Warszawie, przy Albertstrasse 12. Była to krótka, ale bardzo elegancka i prestiżowa uliczka w Śródmieściu. Dziś ulica nazywa się Niecała.
Litera "P" na trójkącie oznacza narodowość więźnia
Piotr Wittman/ www.gdansk.pl
Zawód Barbary niemieccy urzędnicy zapisali jako inżynier. Została aresztowana 23 sierpnia 1944 r. Na ulicach miasta trwało wówczas od trzech tygodni powstanie warszawskie. Barbara nie walczyła w nim. Została zatrzymana przez hitlerowców w ramach “czyszczenia” miasta z ludności polskiej.
„Dziękujemy, Komandorze”. Gdańsk pożegnał Romana Rakowskiego
Najpierw przewieziono ją do położonego ok. 80 kilometrów od Berlina obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. W latach 1938–1945 istniał tu jedyny niemiecki obóz koncentracyjny na terenie III Rzeszy przeznaczony początkowo tylko dla kobiet. Bohaterka naszego artykułu dostała numer obozowy 53383.
Wewnątrz czapki widać inicjały
Piotr Wittman/ www.gdansk.pl
Po niecałym miesiącu, 16 września 1944 r., wraz z grupą ok. 300 kobiet została przetransportowana do Taucha, w pobliżu Lipska, będącego filią obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Tu po kilku tygodniach nadano Polce numer 31642, który potem zrewidowano i przekreślono. 4 października 1944 r. nosiła już kolejny numer: 36355.
Nie można wykluczyć, że mieszkanka Warszawy została ewakuowana z tego obozu do KL Mauthausen-Gusen (na terenie dzisiejszej Austrii) wraz z grupą innych więźniarek i doświadczyła koszmaru “marszu śmierci”. Obóz w Mauthausen został wyzwolony przez wojska amerykańskie 5 maja 1945 r.
Jak odkryto pasiak?
Obozowe ubranie zostało odnalezione przypadkowo w Szkole Podstawowej nr 27 im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Gdańsku w kartonie dobrych kilka lat temu. I nie za bardzo było wiadomo, co z tym specyficznym znaleziskiem zrobić.
Pasiak obozowy ze szkoły jest w bardzo dobrym stanie
Piotr Wittman/ www.gdansk.pl
- Trudno mi było wtedy powstrzymać drżenie, gęsią skórę i łzy w oczach, bo ja nigdy czegoś takiego w ręku nie trzymałem - wspomina Adam Perzyński, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 27, pełniący to stanowisko od 14 lat.
I jak podkreśla, nawet “najstarsi górale” w szkole nie pamiętają, skąd się wziął ten obozowy pasiak.
Dokumenty obozowe Polki
źródło: Arolson Archives
Sprawdzone zostały dokumenty dotyczące zatrudnienia nauczycieli w szkole w powojennych latach. Przeszukano też kroniki szkolne. I nie znaleziono żadnego śladu, aby w szkole przy ul. Srebrniki 10 uczył ktoś z takim nazwiskiem. Równie dobrze może być tak, że obozowy pasiak nie zostawiła wcale nauczycielka. Na karton z odzieżą natrafiono bowiem w pokoju, z którego zwykły korzystać kiedyś woźne. Może więc obozowy pasiak należał do kogoś z personelu administracyjnego szkoły? Pytań w tej sprawie, na które nie ma odpowiedzi, jest wiele.
Co dalej z historyczną pamiątką?
- Moim marzeniem jest przede wszystkim odkrycie i przywrócenie historii właścicielki tego pasiaka. Jeżeli żyje jej rodzina i miałaby życzenie przejąć tę pamiątkę, uznałbym, że mają do tego absolutne prawo. Z drugiej strony, od razu wyraziłbym też prośbę o możliwość pozostawienia pasiaka w szkole, w formie wypożyczenia, żeby mogli go na co dzień oglądać uczniowie. Pokazywanie naszej historii, tak “na żywo” bardziej przemawia bowiem do wyobraźni młodych ludzi - mówi Adam Perzyński.
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 27 Adam Perzyński w historycznej salce szkolnej, w której być może będzie eksponowany na stałe pasiak obozowy
Piotr Wittman/ www.gdansk.pl
W ustalanie losów Barbary zaangażował się kilka lat temu uczeń SP 27 Ignacy Borkowski, któremu pomógł dr. hab. Marcin Owsiński, przez wiele lat kierujący Działem Naukowym Muzeum Stutthof w Sztutowie, a od stycznia 2026 r. pełniący obowiązki dyrektora tej placówki. W szukanie śladów po mieszkance Warszawy zaangażował się też nauczyciel historii Maciej Danowski. Wszystkie dane o jej życiu, ciągle szczątkowe, to efekt ich szperania w zasobach internetu. Znaleźli też informację, że bohaterka naszego artykułu zmarła 27 lipca 2005 r., w wieku 82 lat, w Warszawie.
Nauczyciel historii w SP 27 Maciej Danowski tłumaczy uczniom gehennę więźniów obozów koncentracyjnych
Piotr Wittman/ www.gdansk.pl
- Mam nadzieję, że kiedyś pasiak trafi jednak do muzealnej przestrzeni. Chętnie przyjęlibyśmy od gdańskiej szkoły ten eksponat i moglibyśmy zrobić z tego duże wydarzenie. Ta historia znowu by odżyła i ludzie by się dowiedzieli, że takie pamiątki można przekazywać pod opiekę muzealników - tłumaczy Marcin Owsiński.
ZOBACZ WIDEO:
Wyjaśnił, że choć z oczywistych względów Muzeum Stutthof zajmuje się głównie historią niemieckiego nazistowskiego obozu KL Stutthof, to w zakresie statutowym ma też obowiązek dokumentowania losów Polaków w obozach zagłady poza granicami Polski oraz kolekcjonowanie przedmiotów po nich.
Mjr Władysław Dąbrowski z Gdańska odznaczony na Monte Cassino
Z prośbą o informacje dotyczące biografii mieszkanki Warszawy portal gdansk.pl zwrócił się w formie mailowej do Stowarzyszenia Rodzina Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück, mającego siedzibę w Krakowie. Czekamy na odpowiedź ze strony organizacji.