Wciąż jest szansa na awans
Zacznijmy od dobrej wiadomości. Paradoks polega na tym, że FIFA podtrzymuje szanse na awans na MŚ do końca. Jeśli nawet nie pójdzie ci w eliminacjach, wciąż są baraże. W męskiej piłce przekonała się o tym Szwecja, która dokumentnie zawaliła eliminacje, by potem w barażach wygrać z Ukrainą 3:1 i z Polską 3:2. Szwecja jedzie więc w czerwcu na mistrzostwa świata Mex-USA-Can, mimo, że wcześniej była beznadziejna. To samo może spotkać Polki!
Polska, która w swojej grupie jest na ostatnim miejscu, z jednym punktem po remisie z Holandią, wciąż ma szansę na wyjazd na mundial do Brazylii w przyszłym roku. Co prawda nasza reprezentacja nie będzie rozstawiona w barażach, ale wciąż będzie w grze. I może nie będzie już wtedy taka słaba jak teraz?
Gol Pajor nie pomógł. Polska - Irlandia 2:3
Nie kocham cię jak Irlandię
Polki, które we wtorek przegrały w Gdańsku z Irlandią 2:3, pojechały do Dublina z obietnicą poprawy gry. Ta obietnica sprawdziła się w pierwszej połowie, gdy podopieczne Niny Patalon walczyły dzielnie, zadziornie, z wiarą i energią. Później zaczęło schodzić z nich powietrze, a ich gra była coraz bardziej anemiczna. Pojawiły się pytania o przygotowanie fizyczne i motoryczne.
Obu drużynom pomagała w szybkiej grze idealna murawa na Aviva Stadium w Dublinie. Ponad 18 tysięcy widzów (!), w tym ogromna rzesza Polaków (mieszka ich w Dublinie i okolicach około 100 tysięcy), oglądało ekscytujący, ciekawy mecz. Niestety powody do zadowolenia mieli przed wszystkim Irlandczycy. Na pewno okoliczne puby w Dublinie sprzedały litry piwa dla zadowolonych kibiców w zielonych koszulkach.
Aviva to irlandzki stadion narodowy piłki nożnej oraz rugby. Na murawie są nawet widoczne linie oznaczające kolejne strefy i jardy, pozostawione z meczu rugby. To był rodzaj przypomnienia, że Polkom potrzeba będzie energii rodem z rugby, by wygrać tu z Éire.
Długo był to wyrównany, ciężki mecz. Niestety w 42. minucie Kyra Carusa puściła piłkę po ziemi z boku naszego pola karnego. Piłka leciała wzdłuż naszej bramki, minęła nasze obrończynie i bramkarkę Kingę Szemik, która lekko ją musnęła, i spadła pod nogi Marissy Shevy. Ta, upadając, wbiła ją do pustej polskiej bramki. Był to ewidentny błąd w kryciu popełniony przez Polki, zwłaszcza Zieniewicz.
W drugiej połowie Biało-Czerwone próbowały przebić się przez zielony mur piłkarek Irlandii. Ale The Girls in Green były zdycypliowane, poukładane i konsekwentne. Polki nie potrafiły zagrozić bramce Courtney Brosnan. Znów wrócił koszmar z Gdańska: Polska w drugiej połowie była zbyt wolna, podania niecelne, były kłopoty z przyjęciem piłki, a gra kombinacyjna zupełnie nam nie wychodziła. Z każdą minutą wkradała się apatia, nerwowość i brak pomysłu na rozegranie piłki.
Polkom należał się w 67. minucie ewidentny rzut karny za faul na Weronice Zawistowskiej (wyraźne kopnięcie przez Aoife Mannion!), ale w tych eliminacjach nie ma sędziów siedzących na VARze.
Polki, które przyzwyczaiły nas już do świetnej, szybkiej i technicznej gry, przechodzą kryzys. Przegrały trzy ostatnie mecze: z Francją 1:4 w Dijon oraz z Irlandią 2:3 w Gdańsku i 0:1 w Dublinie. Nasze piłkarki nie są sobą. Nie przypomina siebie nawet Ewa Pajor, która z 9 metra, mając przed sobą całą bramkę, strzeliła zbyt słabo i prosto w bramkarkę Irlandii, jak nie ona.
Trener Nina Patalon powiedziała po meczu: - Poprawiliśmy dużo od meczu w Gdańsku. Mieliśmy problem, żeby przebić się przez obronę Irlandii. Przeciwnik bronił bardzo pragmatycznie. Wierzę do samego końca w nasz awans na mundial. Zależy na kogo trafimy w barażach.
Kolejny mecz domowy Polki grają 5 czerwca w Gdańsku z Francją.