Zielone na biało-zielonym stadionie
Był na stadionie w Gdańsku przynajmniej jeden zachwycony człowiek - to komentator irlandzkiego radia. Na początku, niby ekspert ogrodnictwa, poświęcił dużo czasu na analizę stanu murawy w Gdańsku. Plastycznie opisywał brązowe placki tam, gdzie brakowało trawy, zastanawiając się, dlaczego ta murawa wygląda aż tak źle na tak ładnym stadionie. Rzeczywiście wyglądała źle - ale dla obu zespołów.
Z biegiem czasu siedzący obok mnie irlandzki komentator skupił się na grze piłkarek z Irlandii. I niestety było na czym. The Girls in Green (Dziewczyny w Zielonych Koszulkach) kontrolowały mecz od początku - były świetnie ustawione, grały piłką, a jeśli na chwilę trafiała ona do Polek, Irlandki natychmiast ją odbierały. Miały mecz ustawiony pod siebie. Wyglądały jak dobry zespół z Premier League grający z drużyną z niższej ligi. Irlandki rzeczywiście grają na co dzień w kobiecej lidze angielskiej (1 i 2 liga) - to Arsenal, Liverpool, Brighton czy Newcastle. Ich trenerka, Angielka Carla Ward, prowadziła wcześniej Aston Villę.
Już w 11 minucie Irlandki podeszły pod nasze pole karne i zbyt łatwo łatwo ograły nasze obrończynie. Marissa Sheva podała do świetnej Emily Murphy, która strzeliła z 16 metra tuż obok prawego słupka Kingi Szemik. Polska bramkarka nie poradziła sobie z tym strzałem i piłkarki z zielonymi koniczynkami na koszulkach wyszły na zasłużone prowadzenie.
Co gorsza w kolejnych minutach piłkarki z Irlandii wcisnęły Polki w nasze pole karne. Biało-Czerwone zbyt często w panice wybijały piłki na aut czy do góry. Pachniało kolejnym golem dla gości. I rzeczywiście - po rzucie rożnym piłka została źle wybita, a Katie McCabe huknęła potężnie zza pola karnego. Kinga Szemik w ogóle się nie ruszyła.
Dwubramkowe prowadzenie wprawiło siedzącego obok mnie irlandzkiego radiowca w ekstazę, jakby był po czterech szklankach guinessa. Krzyczał do mikrofonu, że Irlandki dotąd przegrały dwa mecze w grupie z lepszymi Francuzkami i Holenderkami, ale mecz z Polską to zupełnie inna para kaloszy. Tam Irlandki czekały na przeciwniczki, tu same zaatakowały, jakby grały u siebie. Rzeczywiście na biało-zielonym "Bursztynku" mogły się czuć jak w Dublinie. Na ich tle Polki wyglądały zaskakująco słabo. Grały niedokładnie, nerwowo, były spóźnione i mało ruchliwe. Na stadionie, na którym dotąd tylko wygrywały (6 razy) bądź remisowały (2 razy), ale nigdy nie przegrały, nagle wyglądały na całkowicie zagubione. Zagrały chyba najgorsze pół godziny odkąd grają w Gdańsku.
Dopiero po 30 minutach się obudziły i zaczęły przypominać spójną drużynę. W 42 minucie w pole karne dośrodkowała Paulina Tomasiak, a piłkę do irlandzkiej bramki skierowała głową Tanja Pawollek.
Pajor strzela, co z tego?
Druga połowa to walka z obu stron. Irlandki chciały strzelić trzeciego gola i zakończyć mecz, Polki - wyrównać. Natalia Padilla-Bidas przypomniała sobie, że jest na co dzień świetnie wyszkoloną technicznie piłkarką wychowaną w Hiszpanii. Zaczęła dryblować i przyspieszać grę.
Co z tego, skoro w 58. minucie niemrawe Polki znów zaspały, pozwalając Irlandkom na łatwe podejście pod nasze pole karne. Marissa Shiva, po podaniu Emily Murphy (znów ona!), uderzyła mocno w prawy górny róg i Kinga Szemik znów była bezradna.
Ewa Pajor w ogóle nie dostawała dobrych podań i nie miała wielu szans na zdobycie gola. Dopiero w 78. minucie dostała perfekcyjną piłkę od Eweliny Kamczyk i przelobowała piłkę wysoko nad głową bramkarki Irlandii Courtney Brosnan, która zbyt daleko wyszła z bramki. Cudowne uderzenie, które dało nam kontakt z Irlandią na 2:3.
W 80. minucie, po faulu Oliwii Woś w polu karnym, do rzutu karnego podeszła Katie McCabe i w spektakularny sposób przeniosła piłkę nad poprzeczką! Fatalnie wykonana jedenastka! To dało Biało-Czerwonym nadzieję. Polki miały 10-15 minut na wyrównanie, ale The Girls in Green bardzo mądrze się broniły i dotrwały do końca z wynikiem 3:2.
Kolejny mecz Polki zagrają w Dublinie z Irlandią w sobotę, 18 kwietnia, o godz. 15. Będzie tam naprawdę ciężko.
Nina Patalon: w Dublinie będzie lepiej
Po meczu trener Polek Nina Patalon tłumaczyła: - Pierwsze 30 minut było nie takie, jak byśmy chcieli. Nie mogliśmy złapać rytmu, nie byliśmy zdyscyplinowani w obronie. Nie udało się skrócić, doskoczyć i straciliśmy dwie bramki. To były błędy w organizacji. Irlandia potrafi grać w destrukcji, przerywać akcje i przeszkadzać - one świetnie organizują się w obronie. Czasem trzeba było przyspieszyć grę, a my to przegapiliśmy. To było pierwsze spotkanie w dwumeczu. Mam nadzieję, że wszyscy są wkurzeni i że pojedziemy do Dublina z innym nastawieniem na mecz rewanżowy. Musimy zagrać pewniej i bardziej zdecydowanie. Najważniejsze jest to, co przed nami. Wiem, że w Dublinie będzie lepiej.
Po tej porażce Polska zajmuje ostatnie, czwarte miejsce w grupie z 1 punktem. Prowadzi Holandia (7 punktów), przed Francją (6 punktów) i Irlandią (3 punkty).