• Start
  • Wiadomości
  • "Alkestis 2.0" w Klubie Żak. Interesujący debiut trójmiejskiej autorki

"Alkestis 2.0" na scenie Klubu Żak. Interesujący debiut trójmiejskiej autorki

Autorką “Alkestis 2.0”, półfinalisty zeszłorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, jest Agata Olszewska, trójmiejska dziennikarka i dramaturżka, związana z portalem gdansk.pl i Radiem Gdańsk. To jej pisarski debiut. Sztuka utrzymana w brutalistycznym i postmodernistycznym stylu jest lustrem, które autorka stawia przed polską rodziną. Reżyserem prapremierowego wystawienia był Tomasz Kaczorowski.  
( Publikacja: 26.05.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
kobieta trzyma kartki papieru w rękach, gestykuluje. Ma blond włosy wiązane w kok z warkoczyków
PC Drama w Klubie Żak, sztuka "Alkestis 2.0". W postać głównej bohaterki wcieliła się Hanka Łubieńska
fot. Dominik Paszliński/gdansk.pl

Prapremiera "Alkestis 2.0" dramatu Agaty Olszewskiej na scenie Klubu Żak odbyła się 23 maja 2022 r. Był to ostatni spektakl przed wakacyjną przerwą tego cyklu. 

Punktem wyjścia dla autorki przy konstruowaniu dramatu stał się grecki mit o Alkestis - żonie króla Admeta, która poświęciła życie, aby on mógł stać się nieśmiertelny. Trudno tego Admeta polubić. Alkestis, dobra, bezinteresowna i kochająca, nie wahała się złożyć ofiary z siebie na ołtarzu miłości. Jej mąż wyczuwszy dla siebie korzyść - Apollo obiecał mu nieśmiertelność w zamian za inne życie - okazał się egoistą, człowiekiem próżnym, pozbawionym uczuć. Bez wahania zaczął przekonywać bliskich - poddanych, a nawet rodziców, by za niego umarli. Zgodziła się tylko Alkestis, zrobiła to z miłości, nie mogąc znieść smutku męża, czym tak wzruszyła bogów, że pozwolili jej z Hadesu powrócić.

Grecy tę szlachetną postawę żony szalenie cenili i stawiali za wzór do naśladowania, szczególnie dla innych kobiet. Eurypides uczynił nawet młodą żonę bohaterką swojego dramatu, a Platon wspominał o niej z podziwem w swej “Uczcie” . 

A jak współcześnie oceniamy taki gest? Autorka nie podejmuje tego typu rozważań. Głównymi bohaterami sztuki są wciąż mąż i żona o imionach Admet i Alkestis, lecz dramaturżka dokonuje konwersji - jej Alkestis nie darowuje swojego życia w ofierze kochankowi z miłości, tylko zabija się z powodu jej braku.

Drastyczny czyn pogłębia rozpad związku, a tworzony przez parę pełen okrucieństwa i przemocy świat obserwujemy też oczami ich dzieci: Eumelos i Perimele. To ich dialogi, wymiana wspomnień i komentarze, popychają akcję do przodu. Eumelos mówi: “Od powrotu matki z Hadesu rodzice nasi kłócili się o wszystko”. Do tego matka, która wróci z niebytu (próba samobójcza, depresja) znów nie będzie dla nich wsparciem. Swoją nieobecność zamieni w nadmierną kontrolę. W rodzinie są też dziadkowie - postaci równie odpychające - i konwenanse, bo utrzymywanie pozorów i naskórkowa religijność to ważne elementy polskiego rodzinnego piekła, którego ofiarami stają się dzieci - stawia tezę autorka.

 

Co popycha dorosłych do takich zachowań? Tego się niestety z tego tekstu nie dowiadujemy. Do pewnego stopnia autorka szuka usprawiedliwienia dla postawy ojca - uciekającego od problemów w alkohol i przygodny seks - w przeznaczeniu. Olszewska włącza figurę boga, nawiązując w ten sposób do greckiego mitu i sugeruje, że mężczyzna nie miał wyboru - był marionetką w ręku Najwyższego. To On (bądź oni, by przywołać mitologiczny trop) ma kaprysy i wyznacza ludziom zadania, jednocześnie ingerując w ich realizację, w człowieczy los, więc to bóg zadecydował o wrodzonej słabości mężczyzn.

Motywy matki są już mniej czytelne. Wybory cierpiącej z powodu prozy życia, wyznaczonych społecznych ról i miażdżącej siły patriarchatu postaci, nie do końca są przekonywujące. Mówiąc o słabszej pozycji kobiet, autorka nie zdobywa się na ich obronę. Miesza wątki #Metoo ze stereotypowymi i deprecjonującymi opiniami na temat kobiecych relacji, np. w układzie: córka, matka, teściowa, które zawiera w zdaniu: “Kiedy mężczyźni idą na wojnę, suki się gryzą”.

Zdecydowanie interesującym komponentem tego dramatu jest język. Autorka bardzo sprawnie żongluje cytatami, sięga do przeróżnych źródeł, bawi się konwencją teatru antycznego, używa ironii. Sztuka napisana w nurcie nowego brutalizmu i w postmodernistycznym stylu miesza wysokie z niskim, antyk z “Pudelkiem”, cytaty z Szekspira z obscenicznymi wyrażeniami. Tylko co z puentą? Mnóstwo tu wulgaryzmów, w mojej opinii, część z nich jest zbędna, trudno mówić o rozwoju akcji, raczej przyglądamy się kolejnym ciosom - obelgom i oskarżeniom, które małżonkowie rzucają sobie w twarz. Nomen omen, bo właśnie tak - in-yer-face theatre - brytyjscy krytycy określili twórczość np. Marka Ravenhilla czy Sarah Kane, prekursorów nurtu brutalistycznego debiutującego w latach 90. Ale ich zamiarem nie było jedynie szokować. Poruszali ważne z punktu widzenia społecznego tematy: zauważali skutki globalizacji - samotność, alienację, cierpienie wynikające z braku społecznej i po prostu ludzkiej akceptacji, dla - na przykład - odmiennej tożsamości seksualnej, mówili o rosnącej przemocy, wszechobecnej pornografii czy bezwzględnych działaniach mediów. W Shopping and Fucking Ravenhilla widzieliśmy ludzi zatracających się w konsumpcjonizmie, itd. Szok miał wywołać wstrząs, a ten przynieść oczyszczenie.

O rzeczach trudnych z przymrużeniem oka. Recenzja „Marii Magdy” w reżyserii Doroty Androsz na PC Dramie

W “Alkestis 2.0” tego nie ma. Autorka stawia tezę o przemocowym charakterze związku, widzimy jak wzajemne pretensje i niespełnione ambicje niszczą parę, ale też każde z nich z osobna, rośnie wzajemna nienawiść, ale co ją podsyca? Dlaczego się po prostu nie rozstaną? Do czego to zmierza? To działanie ilustracyjne, któremu brak głębszego, uniwersalnego przesłania. Bo teza: “tak już bywa, takie jest przeznaczenie” - to trochę za mało.

Tylko w przypadku dzieci, autorka posuwa się do diagnozy, a widz może zdobyć się gest współczucia, zrozumienia, czy chwilowej sympatii, bo porzucone emocjonalnie i fizycznie dzieci, by przetrwać muszą zahibernować swoje uczucia. Uciekają w nieczułość, stają się bezwzględne. Zaniedbanie i przemoc rodzą przemoc, koło się zamyka i jest w tym jakaś psychologiczna prawda.

Dla części widzów ten rodzaj ekshibicjonizmu będzie odpychający, dla innych obnażający, bo łamie polską zasadę: "brudy pierzemy w domu", a tu hops - słyszymy je sceny. Ale przy takim natężeniu emocji może być trudno zadać pytanie, skąd tyle wzajemnej nienawiści pomiędzy bohaterami i jaką rolę pełnią wulgaryzmy - są narzędziem wzajemnego upokarzania się bohaterów czy chwilowej bezradności autora? Małżonkowie pogrążają się w przemocy, a my razem z nimi. Dostajemy tak dużo ciosów, że z teatru wychodzimy rozstrojeni, ogłuszeni. Dopiero odrobina dystansu pozwala wrócić do pytania: dlaczego i po co?

Za próbę zdystansowania się od tego co boli, uznaję też ironiczny ton.

Za wartość tej sztuki uznaję jej prowokacyjny ton, który wywołuje dyskusję. Sięganie do najmroczniejszych zakamarków naszej duszy wymaga odwagi i bezkompromisowości, i choć brak tu puenty, brawura w języku i skojarzeniach daje dobre prognostyki na przyszłość. Czekam z prawdziwym zainteresowaniem na kolejną sztukę tej autorki.

Główne role interpretowali Hanka Łubieńska, Sara Lech i Mateusz Brodowski
Główne role interpretowali Hanka Łubieńska, Sara Lech i Mateusz Brodowski
fot. Dominik Paszliński/gdansk.pl

Osobną rzeczą pozostaje inscenizacja. PC Drama to czytanie performatywne - forma, która wciąż ewoluuje i wzbudza dyskusje wśród ludzi związanych z teatrem. Co do tego, że najważniejszy jest tu tekst, nie ma wątpliwości, ale na ile czytanie - idąc za samą nazwą - ma skupiać się tylko na słowie, a na ile reżyser i aktorzy mogą interpretować dzieło i czy widz powinien otrzymać chociaż fragmentaryczną scenografię, choćby jeden rekwizyt wspomagający wyobraźnię? - tu zgody już nie ma. 

Reżyser “Alkestis 2.0” - Tomasz Kaczorowski - chyba tego dylematu też jeszcze nie rozstrzygnął. Podczas spotkania po spektaklu, przekonywał że - jego zdaniem - podgrywanie tekstu w czytaniach jest błędem. Jednocześnie zaproponował aktorom, aby po odczytaniu swojej kwestii odrzucali kartkę maszynopisu za siebie. Efekt? Pod koniec spektaklu scena była nimi usiana, powstał ładny obrazek - czerń sceny pocięta bielą wielu stron tekstu - ale nerwowe, powtarzalne gesty trojga aktorów były wyjątkowo irytujące i wybijały słuchaczy ze skupienia. Reżyser zaproponował też pewne elementy ruchu scenicznego. W pierwszej scenie ustawił aktorów tyłem do widowni, co spowodowało, że ich kwestie były trudne do zrozumienia. Aktorom (Hanka Łubieńska, Sara Lech i Mateusz Brodowski) udało się ostatecznie obronić swoje postaci, choć początkowo jakby stremowani, z minuty na minutę czytali tekst z większym zaangażowaniem i słuchało się tego coraz lepiej.          

Realizacja “Alkestis 2.0” zakończyła kolejny sezon PC Dramy. Format powróci na scenę Klubu Żak dopiero we wrześniu. W jakiej formule, o tym zadecydują organizatorzy.

Kontrowersyjna sztuka hiszpańska w klubie Żak - „Grooming” Paco Bezerry