Portal Miasta Gdańska
PL | EN | DE

Teatr Wybrzeże: “Ceremonie żałobne w czas radosnego święta” - premiera na 70. urodziny

W sztuce napisanej na 70. urodziny Teatru Wybrzeże Radosław Paczocha, autor dramatu, opowiada o legendach, mitach i osobowościach gdańskiego teatru. Przygląda się też historii miasta i Polski przez pryzmat teatru, obserwuje jak na nią reagował. Zastanawia się też nad ulotnością teatru.

Teatr Wybrzeże: “Ceremonie żałobne w czas radosnego święta” - premiera na 70. urodziny
A
A
data publikacji: 06 kwietnia 2017 r.

Radosław Paczocha: - Nie chodzi o wznoszenie pomnika, który zaciemnia obraz, bądź go ujednolica. To przyjrzenie się życiu teatru na styku ze światem społecznym, przyglądanie się światu poprzez teatr.
Radosław Paczocha: - Nie chodzi o wznoszenie pomnika, który zaciemnia obraz, bądź go ujednolica. To przyjrzenie się życiu teatru na styku ze światem społecznym, przyglądanie się światu poprzez teatr.
Jerzy Pinkas/gdansk.pl

Anna Umięcka: - Już sam tytuł sztuki “Urodziny czyli ceremonie żałobne w czas radosnego święta” zapowiada spektakl słodko - gorzki, jak sam smak urodzin. Z jednej strony czujemy radość i słodycz świętowania - są goście, życzenia, kwiaty, a z drugiej - gorycz przemijania: to już kolejny rok?

Radosław Paczocha*: - Dobrze to pani rozczytała. Chciałbym, by ten wieczór miał w sobie podwójny smak, bo nie mamy zamiaru robić akademii i wyłącznie czcić. Chcemy się ze sobą trochę porozliczać. Chodzi o to, by było dotkliwe czy dotykająco - mówię o ludziach teatru, ale mam nadzieję, że również o widzach. Teatr jest dziedziną niezwykle ulotną. Uświadamiając sobie jego trwanie widzimy jak wiele teatrów w ciągu tych 70 lat umarło, jak wielu artystów odeszło. Zaczynamy ich wspominać i zamiast urodzin robią się nam „dziady”. W tym sensie to ceremonie żałobne, ale okoliczność jest absolutnie świąteczna.


Szekspir mówił, że “teatr podsuwa zwierciadło naturze”. A co jest za zwierciadłem? Czy znalazł pan, pisząc tę sztukę, odpowiedź?

- W tak postawionym pytaniu ukryty jest zamiar. Nie chodzi o wznoszenie pomnika, który zaciemnia obraz, bądź go ujednolica. To przyjrzenie się życiu teatru na styku ze światem społecznym, przyglądanie się światu poprzez teatr. Nierzadko artysta opowiadając o sobie opowiada również o rozterkach innych ludzi. Ale jeśli mówimy o latach 50., to nie mówimy tylko o artystach, ale również o tamtych czasach. Chodzi o to, że za zwierciadłem teatralnym stoją prawdziwi ludzie i oni również są poddawani próbie charakterystycznej dla danych czasów.


Urodziny czyli ceremonie żałobne w czas radosnego święta to spektakl, który uświetnia jubileuszowy sezon Teatru Wybrzeże
Urodziny czyli ceremonie żałobne w czas radosnego święta to spektakl, który uświetnia jubileuszowy sezon Teatru Wybrzeże
Jerzy Pinkas/gdansk.pl

Patrząc na imponującą listę aktorów, reżyserów i innych artystów, którzy tworzyli tę scenę przez 70 lat, możemy poczuć się onieśmieleni: Maklakiewicz, Jędrusik, Cybulski, Kobiela, Wajda, Swinarski, Hebanowski, Nowak... Jak opowiedzieć historię takiego teatru w kilkunastu scenach? Czy któreś z tych nazwisk stało się panu bardziej bliskie?

- Zastanawiałem się raczej nad samym teatrem. Te nazwiska, jako postaci, oczywiście pojawiają się w sztuce, lecz nie po to, żeby zafunkcjonować na zasadzie “teatr to ja”, chociaż bardzo wielu artystów teatru tak siebie postrzega. Mimo to Kobiela czy Cybulski nie byli teatrem. My, którzy tworzymy ten spektakl, też nim nie jesteśmy. Wiele pokoleń tworzyło Wybrzeże. Także opowiadamy o legendach, mitach, czy takich osobowościach jak Cybulski bądź Jędrusik, ale przyglądamy się im w sposób krytyczny, bo właśnie w nich był ten egotyzm, który charakteryzuje wielkich artystów.

Krystian Lupa często mówi, że artysta żyje w człowieku tyle ile pies. To by oznaczało, że w ciągu 70-letniego życia (a tyle ma Teatr Wybrzeże i tyle trwa średni wiek człowieka) dobra forma artystyczna trwa mniej więcej 15 lat. Zaś Andrzej Wirth, teatrolog mieszkający w Niemczech i obserwujący tamtejszą scenę teatralną, zauważył że języki awangardy wyczerpują się po około siedmiu latach. Był teatr literacki, polityczny, jest postdramatyczny itd. Jeśliby iść za diagnozą Wirtha, to w ciągu 70 lat zmieniło się już 10 języków teatralnych, a gdyby iść za metaforą psa - artysty w człowieku, to około pięciu pokoleń. Oczywiście trochę żartuję, ale chcę przez to powiedzieć, że faworyzując którykolwiek z tych okresów czy języków, zmonopolizowałbym prawdę o teatrze, a gdybym przyjął założenie, że oddaję wszystkim tym postaciom głos, to powstałby apel poległych. Przyjąłem więc inną strategię - przypatruję się historii Gdańska i Polski poprzez teatr, i temu jak na nią reagował. A to się zmieniało: najpierw władza żądała od teatru sztuk socrealistycznych, potem mówiła: “nie wystawiajcie “Szewców”. Mamy rok ‘68, bardzo gorące lata 70, i 80., w Gdańsku szczególnie.

Kiedy zdjęto przedstawienie, które się świetnie zapowiadało, ale nikt go nie zobaczył, co się wtedy działo w ludziach teatru? Kiedy wystawiano sztuki socrealistyczne, to jak się z tym czuli? To daje szansę na poważniejszą rozmowę o teatrze. Ten styk rzeczywistości politycznej, historycznej i społecznej, na przestrzeni 70 lat, mówienie o wolności słowa, przypatrywanie się perspektywie historycznej, ale co też ciekawe - współczesnej, bo przypatrując się temu jak było kiedyś, myślimy jak jest teraz.


Premiera spektaklu pt. Urodziny czyli ceremonie żałobne... odbędzie się w piątek, 7 kwietnia 2017 roku
Premiera spektaklu pt. Urodziny czyli ceremonie żałobne... odbędzie się w piątek, 7 kwietnia 2017 roku
Jerzy Pinkas/gdansk.pl

Teraz, obawiam się, jest znów trudniej. Czy w czasach tzw. postprawdy, a tak nasza współczesność nazywana jest coraz częściej, teatr potrzebuje nowego języka? I na czym miałby on polegać?

- Języków teatralnych jest taka mnogość, że nie ogłaszałbym jak trybun, że mówimy całkiem nowym. Może nie wszystko już było, ale bardzo wiele już było. Podoba mi się, gdy we współczesnym teatrze gra muzyka na żywo. Ale już w “Smaku miodu” Konrad Swinarski wymyślił, że na scenie (w Sopocie) stanie orkiestra jazzowa. Treść sztuki wydała mu się nieco błaha, pomyślał więc że musi kontrować to, co się dzieje na scenie poprzez grających na żywo muzyków. Pomyślelibyśmy - jakie to nowoczesne! A zdarzyło się to w latach 60-tych!

Z reżyserem, Adamem Orzechowskim, staramy się opowiadać nowoczesnym językiem, ale pewnie drzwi teatralnych nie wyważamy.


No właśnie - to czwarty spektakl, który realizujecie w Teatrze Wybrzeże wspólnie. Od tego sezonu jest pan też dramaturgiem teatru. Co powoduje, że chcecie pracować razem? Co was napędza - symbioza czy może twórczy konflikt?

- Lubię pracować z Adamem Orzechowskim, bo on dobrze pracuje na tekście. Potrafi wskazać słabe miejsca i możliwości jego rozwoju. To ważne, bo osoba pisząca bardzo potrzebuje dystansu czasowego. A czasami, szczególnie gdy pisze się na zamówienie, nie ma czasu, żeby włączyć “krytyczne oko”. Dlatego tak istotny jest partner po drugiej stronie. Jeśli nie mamy do partnera zaufania, nie czujemy “krytycznego oka”, tylko zagrożenie. Z Adamem wypracowaliśmy i zaufanie, i zrozumienie. Nie potrzebuję czekać trzy, cztery miesiące, żeby zobaczyć co się udało, a co nie, jeśli coś nie działa, po prostu rezygnuję z danej sceny. Zrozumienie jest najważniejsze, ale nie oznacza to, że sobie zawsze przytakujemy. Potrafimy podważać swoje pomysły, żadna ze stron się nie obraża, tylko szukamy rozwiązania. Uważam, że to wykładnia wolności we wzajemnej współpracy.


Analizując na potrzeby tej sztuki historię TW, jaki obraz się Panu wyłonił? Teatru Wybrzeże czy teatru w ogóle?

- Wydaje mi się, że jest to obraz tego teatru, ale poprzez specyfikę danego miejsca mówimy o specyficzności teatru w ogóle. Historie związane z budową teatru na Targu Węglowym są oczywiście stąd, ale już cenzura obowiązywała wszędzie, a konflikt młodych artystów ze starymi nie dotyczy tylko tego teatru. Mam taki zamiar, żeby poprzez Wybrzeże pokazać podszewkę życia teatralnego. Ale nie jak w słynnej farsie “Czego nie widać”, tylko nieco poważniej. To próba sportretowania tego miejsca wraz z jego dramatycznymi momentami. Bo teatr nie tylko udaje dramatyczność, czasami teatr jest stawiany w rzeczywiście dramatycznych sytuacjach.


Marcin Miodek w spektaklu pt. Urodziny czyli ceremonie żałobne...
Marcin Miodek w spektaklu pt. Urodziny czyli ceremonie żałobne...
Jerzy Pinkas/gdansk.pl

Czy odniósł pan wrażenie, że Teatr Wybrzeże był bardziej upolityczniony niż inne teatry ze względu na to, że leży w Gdańsku?

- Na pewno jego położenie prowokuje do takiego pytania. Poza tym Maciej Nowak właśnie tu jako jeden z pierwszych mocno wyeksplikował polityczność teatru i zaangażowanie społeczne. Ale musimy przy tym pamiętać, że dawniej teatr nie miał takiej swobody jak teraz. Jeszcze w latach 70. i 80. nie zawsze mógł od razu reagować. Te lata były piekielnie trudne i pewna forma reakcji nie była tak oczywista, jak nam się może wydawać dzisiaj.

A może dyrektury Marka Okopińskiego czy Stanisława Hebanowskiego to było odrabianie literatury modernistycznej, która w Polsce nie funkcjonowała przed ’56 i było to całkowicie uzasadnione?

Mówimy, że dziś wracają pewne niepokoje, ale jednocześnie teatry są miejskie, finansowane z różnych źródeł, władza jest rozbita na kilka partii i mecenasów sztuki. Dlatego kiedyś odwaga ludzi sztuki znaczyła więcej, co nie znaczy, że pewne pokusy nie wracają. Przyglądanie się historii teatru z różnych perspektyw, daje nam możliwość prześledzenia dotykających nas, nierzadko bolesnych mechanizmów i, mam nadzieję, reagowania na nie w porę.

*Radosław Paczocha (ur. 1977) - dramatopisarz, scenarzysta i dramaturg. Jest absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej w Warszawie. Autor sztuk: ZAPACH CZEKOLADY, PRZYJACIEL, BAR BABYLON, BENIAMIN, REWOLUCJA ZWIERZĄT, UWODZICIEL, WIZYTA, FAZA DELTA, BRONIEWSKI, BYĆ JAK KAZIMIERZ DEYNA. Jego sztuki tłumaczone były na języki: angielski, niemiecki, czeski, gruziński oraz rosyjski. URODZINY… to jego czwarta realizacja w Teatrze Wybrzeże, w którym pracuje jako dramaturg od sezonu 2016/2017.
 

Na spektakl zaprasza też Adam Orzechowski, dyrektor Teatru Wybrzeże i reżyser spektaklu.
 

Autor: Radosław Paczocha


“Urodziny czyli ceremonie żałobne w czas radosnego święta”, Teatr Wybrzeże, ul. św. Ducha 2, Gdańsk.


Planowana premiera: 7 kwietnia 2017 roku na Dużej Scenie. Kolejne spektakle: 8, 9, 11, 12, 17, 18 kwietnia oraz 12, 13, 14 maja.

  • Reżyseria: Adam Orzechowski
  • Scenografia i reżyseria świateł: Magdalena Gajewska
  • Muzyka: Marcin Mirowski
  • Asystent reżysera: Michał Jaros
  • Inspicjent: Jerzy Kosiła
  • W spektaklu występują: Dorota Androsz, Agata Bykowska, Katarzyna Dałek, Marta Herman, Katarzyna Z. Michalska, Maria Mielnikow-Krawczyk, Marzena Nieczuja Urbańska, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Jerzy Gorzko, Michał Jaros, Mirosław Krawczyk, Piotr Łukawski, Krzysztof Matuszewski. Marcin Miodek, Jakub Mróz, Robert Ninkiewicz, Jakub Nosiadek, Zbigniew Olszewski, Grzegorz Otrębski, Cezary Rybiński, Marek Tynda, Piotr Witkowski.



ZOBACZ NASZ FILM Z PRÓBY SPEKTAKLU 


ZOBACZ ZDJĘCIA Z PRÓBY

-
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora
-
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora