PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Ksiądz Krzysztof Niedałtowski w gdańskim kościele św. Jana: “Próbujmy tę noc przetrwać bez strachu”

Ksiądz Krzysztof Niedałtowski w gdańskim kościele św. Jana: “Próbujmy tę noc przetrwać bez strachu”
Niedziela, 29 listopada, to pierwszy dzień tegorocznego adwentu, który poprzedza święta Bożego Narodzenia. Z powodu przedłużającej się pandemii nasz portal jak zwykle transmitował mszę św. niedzielną, którą w kościele św. Jana odprawił ks. Krzysztof Niedałtowski, duszpasterz środowisk twórczych w Gdańsku. 
Wnętrze kościoła świętego Mikołaja w Gdańsku, widok na ołtarz. Za ołtarzem stoją trzy osoby. Pośrodku - ks. Krzysztof Niedałtowski w szacie liturgicznej koloru ciemnofioletowego, z dużym okręgiem koloru złotego na piersi. Na prawo i lewo od księdza stoją dwaj mężczyźni - ministranci w długich, białych szatach, tak zwanych albach
Ks. Krzysztof Niedałtowski z ministrantami podczas niedzielnej mszy świętej w kościele św. Jana w Gdańsku, niedziela, 29 listopada
www.gdansk.pl

 

Administrator archidiecezji gdańskiej bp Jacek Jezierski w związku z epidemią udzielił już dyspensy od obowiązku uczestniczenia w niedzielnej mszy św. wszystkim wiernym archidiecezji gdańskiej oraz przebywającym na jej terenie. Biskup równocześnie zachęca do modlitwy w domu i korzystania z transmisji mszy św. Liczba osób, które mogą - zgodnie z decyzją rządu - brać udział w uroczystościach religijnych uzależniona jest od powierzchni kościoła. Na jedną osobę musi przypadać co najmniej 15 metrów kwadratowych. W praktyce oznacza to jednoczesną obecność w świątyni od kilkunastu do kilkudziesięciu wiernych. 

W przypadku kościoła św. Jana, w mszy św. bezpośrednio mogli uczestniczyć tylko członkowie: grupy medytacyjnej, scholi, służby liturgicznej oraz rodzin, które prosiły o intencje.

Podstawą do niedzielnego kazania było czytanie Ewangelii wg. św. Marka. Ks. Niedałtowski odniósł jego treść do naszej współczesności. “Może ta noc pandemii, jest naszą taką wspólną nocą, która też jest czymś, co nas psychicznie przygniata, co doprowadza wielu ludzi do depresji. Co sprawia, że opadają nam skrzydła, gdzieś motywacje się wyczerpują. I to też jest coś, co byśmy już teraz chcieli nazwać datą końca tego koszmaru. Określić dniem jakiegoś przebudzenia, jutrzenki, nowego życia. Pewnie jest to właśnie o tej nocy, nie w jakimś domu konkretnym, tylko w domu naszego sumienia, w domu naszej psychiki, w domu naszej duszy”.  

Poniżej przedstawiamy zapis fragmentów kazania ks. Krzysztofa Niedałtowskiego. Całość jest do wysłuchania na YouTube.

  • "Noce bywają też symbolicznie w naszym życiu czymś trudnym. Pomyślmy w tym kontekście o nocy najpierw - powiedzmy sobie - samotności. Noc samotności… Nikt na mnie nie czeka, nikt się o mnie nie troszczy, z nikim nie mam takiej relacji, która pozwoliłaby mi do niego przyjść bez zapowiedzi i zapukać do jego drzwi. Nikt do mnie nie dzwoni, a może jeśli, to tylko z obowiązku, z jakiejś powinności, ale nie tak całkiem szczerze. I ta noc jest długa, ta noc jest ciemna, ta noc jest izolująca. I zobaczcie, jak wtedy chcemy, żeby ona się skończyła. Jak wypatrujemy końca tej nocy, jak marzymy, by ktoś się wreszcie pojawił, żeby przełamał tę barierę: izolacji, samotności, beznadziei". 

 

  • "Albo inna noc. Noc kogoś, kto żyje podwójnym życiem. Kto utknął na jakiejś mieliźnie grzechu, zdrady… Czegoś, co właściwie skusiło go jakąś atrakcyjnością, ale potem właśnie okazało się takim zamulonym portem. I jemu jest z tym źle, i on się z tym męczy. I to jest ciemna noc, jakże wtedy ważne jest zebranie sił. Takie wychylenie się do przodu i zatęsknienie za sobą czystym. Za kimś, kto wróci i powie Bogu: “Koniec z tym”. Powie sobie samemu: “Koniec z tym. Niech się stanie światło. Niech będzie jednoznacznie, niech będzie czysto”. 

 

  • "Pewnie jest noc choroby, kiedy jesteśmy powaleni, osłabieni, w gorączce. Kiedy mamy dreszcze, kiedy nie możemy zasnąć, choćbyśmy bardzo chcieli. Długa noc takiej męczarni na łożu, w którym czujemy się bardzo przybici i osłabieni. Jakże wtedy tęsknimy, jak byśmy byli wtedy gotowi zapłacić za to, żeby to się już skończyło. Oddać prawie wszystko, żeby przezwyciężyć tę noc. Szczególnie kiedy to jest noc niepewności: czy to nowotwór, czy to covid… Trudno to wszystko porównywać ze sobą, ale na pewno porównywalne są emocje, napięcia, przerażenia, które człowieka dopadają wtedy". 

 

  • "Takich nocy byłoby więcej pewnie. Może ta noc pandemii, jest naszą taką wspólną nocą, która też jest czymś, co nas psychicznie przygniata, co doprowadza wielu ludzi do depresji. Co sprawia, że opadają nam skrzydła, gdzieś motywacje się wyczerpują. I to też jest coś, co byśmy już teraz chcieli nazwać datą końca tego koszmaru. Określić dniem jakiegoś przebudzenia, jutrzenki, nowego życia. Pewnie jest to właśnie o tej nocy, nie w jakimś domu konkretnym, tylko w domu naszego sumienia, w domu naszej psychiki, w domu naszej duszy. W domu środowiska, które kształtujemy. Coś, co nas powinno i - właśnie - zazwyczaj mobilizuje. Zazwyczaj wychyla tęsknotą do przodu. Więc o takiej tęsknocie, o takiej mobilizacji, o takim czuwaniu mówi nam Jezus na koniec swojego życia, zostawiając nam testament, a do nas, przedłużając to na zawsze, szczególnie w czasie adwentu".   

 

  • "Ojcowie Pustyni, ojcowie pierwszych wieków, wielcy mistrzowie duchowości, używali tego obrazu portiera, czy też odźwiernego, jako takiego symbolu naszej czujności na to, co wpuszczamy do naszego umysłu. Co przyjmujemy do naszego serca. Gdzieś na bramie naszej osobowości ktoś powinien stać, my powinniśmy czuwać, aby nie wszystko wpuścić. Bo przecież to nie od nas zależy jaka myśl przyjdzie do głowy, jaki lęk pojawi się na horyzoncie, jaka zła nowina zaniepokoi nas i sparaliżuje… Jaka plotka sprawi, że zabrudzimy sobie naszą wyobraźnię. I dlatego stanąć w tym ważnym miejscu, w tej portierni, odźwierny, ktoś kto ma klucz, ktoś, kto ma władzę nad tym, co wpuszcza to… Ojcowie Pustyni mówili: nie wpuszczajcie tego do środka, co złe. To od was zależy, co do siebie wpuścicie, kogo zaprosicie, jaką myśl przyjmiecie. To niesamowicie ładne, proste porównanie do jakiejś takiej śluzy, w której powinniśmy mieć świadomość, że nie wszystko powinno znaleźć drogę do naszej wyobraźni, do naszego umysłu. Ile my mamy niepotrzebnych informacji, które wielkim strumieniem wlewają się do naszych głów - przez telewizję, przez radio, przez internet, przez gazety… To jest jakiś straszliwy potok, który jeśli nie zostanie w jakikolwiek sposób uregulowany, to będziemy w ciemnej nocy złych wiadomości, bo to przeważnie są te szybkie wiadomości złe, sensacyjne. A jakże ważne byłoby, żebyśmy zaprosili wręcz, wychylając się trochę na zewnątrz: chodźcie do mnie dobre myśli, otwórzmy mądrą książkę, sięgnijmy po Biblię, zaprośmy do nas ciszę medytacji, skupienia, modlitwy. To wszystko jest w naszych rękach. Czuwaj, nie bądź tutaj ignorantem, nie zostawiaj tego własnemu biegowi, ty jesteś za to odpowiedzialny. Czuwaj (...)".  
oprac. RDwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl