Mocna gdańska gospodarka potrzebuje rąk do pracy, nawet 50 tys. osób

Takiej sytuacji na gdańskim rynku pracy jeszcze nie było. Przedsiębiorcy pilnie potrzebują zatrudnić dziesiątki tysięcy osób. Skąd brać nowych pracowników, skoro brakuje Polaków? Oczywiście z zagranicy. Już teraz w Gdańsku zatrudnionych jest 26 tysięcy obywateli Ukrainy - przyjedzie ich więcej, ale wiadomo, że i tak za mało. Szansą będą Białorusini.

Mocna gdańska gospodarka potrzebuje rąk do pracy, nawet 50 tys. osób
A
A
data publikacji: 06 marca 2018 r.

Sytuację na matropolitalnym rynku pracy przedstawiono podczas konferencji prasowej, która odbyła się w poniedziałek, 5 marca, w gdańskim Centrum Rozwoju Talentów (biurowiec Olivia Six)
Sytuację na matropolitalnym rynku pracy przedstawiono podczas konferencji prasowej, która odbyła się w poniedziałek, 5 marca, w gdańskim Centrum Rozwoju Talentów (biurowiec Olivia Six)
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Wysoka koniunktura gospodarcza w metropolii gdańskiej - podobnie jak w całej Polsce - ma ścisły związek z bardzo dobrymi wynikami gospodarki światowej, a przede wszystkim niemieckiej. Niemcy są dla nas jak lokomotywa, do której doczepiony został polski wagon: ich przedsiębiorstwa chętnie współpracują z naszymi firmami.

- Jeśli porównać stopę bezrobocia w europejskich obszarach metropolitalnych, to okazuje się, że Gdański Obszar Metropolitalny należy do najlepszych - mówi Michał Glaser, dyrektor biura Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot. - Bezrobocie na poziomie poniżej pięciu procent. Najlepszy pod tym względem jest Londyński Obszar Metropolitalny, z zaledwie 3-procentowym bezrobociem. Nieco większe ma metropolia hamburska. Gdańsk pod względem stopy bezrobocia jest na poziomie metropolii warszawskiej czy budapesztańskiej. Nie wszyscy w Europie mogą się pochwalić tak dobrą sytuacją. Porto jako metropolia, czy Barcelona, mają stopę bezrobocia na poziomie blisko 16, a nawet 18 procent.


Tomasz Limon, dyrektor biura stowarzyszenia Pracodawcy Pomorza: - Rąk do pracy brakuje w całej Polsce, dlatego konkurujemy z innymi miastami, regionami
Tomasz Limon, dyrektor biura stowarzyszenia Pracodawcy Pomorza: - Rąk do pracy brakuje w całej Polsce, dlatego konkurujemy z innymi miastami, regionami
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Sytuacja jest więc taka, że skoro mieszkańcy Pomorza nie chcą pracy, to biorą ją obcokrajowcy, głównie przybysze ze wschodniej Europy. Skoro w Gdańsku przedsiębiorcy pilnie szukają tysięcy pracowników, to dlaczego w ogóle jest mowa o jakimś bezrobociu? Odpowiedź jest prosta: nie wszyscy mieszkańcy chcą lub mogą pracować. Istnieją programy aktywizacji zawodowej, ale nikt nikogo do roboty nie zmusi.

- 95 procent z nich to obywatele Ukrainy - mówi Roland Budnik, dyrektor Gdańskiego Urzędu Pracy.

Są też Białorusini (4,5 tys.), Mołdawianie (1,5 tys.) i Rosjanie (kilkaset osób).


Szukać pracowników za granicą

- Co tu dużo mówić: rąk do pracy brakuje w całej Polsce, dlatego konkurujemy z innymi miastami, regionami - mówi Tomasz Limon, dyrektor biura stowarzyszenia Pracodawcy Pomorza, skupiającego blisko tysiąc przedsiębiorców, którzy zatrudniają obecnie około 70 tys. pracowników. - Na szczęście Trójmiasto jest konkurencyjne pod względem płac, a prócz tego jest miejscem, gdzie przyjemnie jest mieszkać.

W Gdańsku oferta zatrudnienia jest szeroka. Chodzi o osoby potrzebne do wykonywania prostych prac, ale też o te średnio i wysoko wykwalifikowane.

- Mamy w Gdańsku ukraińskie opiekunki do dzieci, gosposie, sprzedawczynie w sklepach, budowlańców, stoczniowców, a także informatyków i programistów - wylicza dyr. Roland Budnik. - Chodzi teraz o to, by nie tylko sprowadzić z Ukrainy więcej pracowników, ale by maksymalnie ułatwić im formalności dotyczące zatrudnienia. Urzędnicy wojewody pomorskiego nie nadążają z wydawaniem pozwoleń na pracę, to jeden z najbardziej palących problemów, Gdańsk oddelegował więc urzędników do pomocy, by szło to szybciej.


Roland Budnik, dyrektor Gdańskiego Urzędu Pracy
Roland Budnik, dyrektor Gdańskiego Urzędu Pracy
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

GUP pracuje też nad wprowadzeniem metody certyfikowania umiejętności zawodowych przybyszów z zagranicy.

- Zasada będzie mniej więcej taka: ktoś przychodzi, mówi, że jest spawaczem albo murarzem - tłumaczy dyr. Budnik. - My to sprawdzamy i jeśli wszystko się zgadza, to dajemy coś w rodzaju poręczenia za taką osobę i kontaktujemy ją z potencjalnym pracodawcą. Nie chodzi o prowadzenie żadnych długotrwałych kursów czy szkoleń, tylko proste stwierdzenie kto co potrafi robić. Ty to, a ty coś innego. Proszę bardzo, tutaj jest kontakt do firmy, która może cię zatrudnić.

Potrzeby firm całej metropolii gdańskiej są tak duże, że stowarzyszenie Przedsiębiorcy Pomorza we współpracy z Miastem Gdańskiem i stroną ukraińską otwiera we Lwowie swoje biuro. Dzięki temu rekrutacja pracowników będzie prowadzona na miejscu, ludzie nie będą musieli jechać do Polski “w ciemno”.

- Mamy świadomość, że choć Ukraina daje nam najwięcej pracowników, to i tak potrzeby gdańskiej gospodarki są większe - mówi dyr. Budnik. - Dlatego interesująca jest dla nas Białoruś, powoli przymierzamy się do otwarcia biura w Grodnie. Gdańsk w chwili obecnej jest w stanie przyjąć 50 tysięcy pracowników. Szacujemy, że w kolejnych latach potrzeby będą jeszcze większe.


Bez nich nie będzie rozwoju

Aleksandra Dulkiewicz, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki gospodarczej, nie ma wątpliwości: - Nasze miasto szybko się rozwija, potencjał naszych firm rośnie jak na przysłowiowych drożdżach. Bez tysięcy nowych pracowników ten rozwój będzie zahamowany. Dlatego szukamy wszędzie i robimy, co się da. Do pracy potrzebni są i Polacy, i obcokrajowcy.

18 kwietnia w Gdańsku odbędą się już po raz czwarty Metropolitalne Targi Pracy.

- To ważna rzecz, żeby myśleć o miastach i gminach naszego regionu jako o systemie naczyń połączonych - podkreśla wiceprezydent Dulkiewicz. Swoje potrzeby ma Gdańsk, ale także Gdynia i Sopot. Razem te miasta znaczą więcej niż każde z osobna, wspólnie mamy większy potencjał.


Od lewej: wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki Katarzyna Gruszecka-Spychała i Aleksandra Dulkiewicz, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki gospodarczej
Od lewej: wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki Katarzyna Gruszecka-Spychała i Aleksandra Dulkiewicz, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki gospodarczej
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni, mówi, że sprowadzenie pracowników z zagranicy to jeszcze nie wszystko. Trzeba dbać o to, by chcieli w Trójmieście mieszkać jak najdłużej.

- Jakiś czas temu jechałam w Rzymie taksówką - mówi wiceprezydent Gruszecka-Spychała. - Okazało się, że kierowca, Vladimir, jest Ukraińcem. Pracował wcześniej w Polsce, ale wyjechał do Włoch, gdzie ma więcej słońca, lepsze zarobki, a i biurokracja jest mniejsza. Nie jesteśmy bez szans, bowiem bliskość kulturowa, także językowa, między Polakami i Ukraińcami to jest spory atut. Ważne jest więc, by czuli się u nas dobrze. Nad tym trzeba jeszcze popracować.

SYTUACJA NA METROPOLITALNYM RYNKU PRACY - ZOBACZ PREZENTACJĘ: 



Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora