Wolność malowania paznokci
Inga Skowrońska z Zespołu Szkół Kreowania Wizerunku w Gdańsku mówi, że odkąd pamięta, miała w szkole kłopoty przez wygląd.
- Zaczęło się już w podstawówce, bo malowałam paznokcie i farbowałam włosy - wspomina. - Zdarzało się, że słyszałam od niektórych nauczycieli nieprzychylne komentarze. Kazali mi zmywać paznokcie i grozili wpisaniem uwagi. Nie robiłam tego, trzymałam się swoich decyzji.
Skowrońska mówi, że na szczęście w szkole średniej ta sytuacja się zmieniła: - Akurat w szkole kreowania wizerunku podejście jest luźniejsze. Mamy opcję, żeby pokazywać swoją kreatywność jeśli chodzi o ubrania, paznokcie czy włosy. Jednak wiem, że w niektórych szkołach nie można przyjść na przykład w bluzce na szerszych ramiączkach. Czy moje gołe ręce są czymś negatywnym? Czy pomalowane paznokcie wpływają na jakość mojej nauki?
VIII kadencja Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska
Inga, które zasiada także w Młodzieżowej Radzie Miasta Gdańska, jest za tym, żeby w szkołach móc się ubierać i malować swobodnie, jednak w granicach dopuszczalności. - To dla młodych ludzi ważne, żeby móc pokazywać siebie - tłumaczy mi. - Musimy pokazywać swoje wnętrze na zewnątrz. Niektórzy z nas nie lubią się wyróżniać i wolą się wtopić w resztę. Ale są też tacy, którzy tego potrzebują. Chcą pokazać przez wygląd, że nie są tacy, jak wszyscy. Nie chcą być ograniczani przez szkołę.
W czasie poniedziałkowej debaty w ECS głos młodych był jasny: - Może zamiast sprawdzać długość naszych spódnic zaczniecie po prostu z nami rozmawiać? - sugerowali.
Młodzi ludzie chcą się wypowiadać w tej sprawie poprzez samorządy szkolne czy w dialogu z radami rodziców. - To musi być z nami dyskutowane, a samorząd uczniowski powinien mieć wpływ na regulacje i statut szkoły - mówi Inga Skowrońska. - Warto z nami rozmawiać, a nie narzucać nam regulacje z góry.
Dorośli: czasy się zmieniły
Co na to dorośli? Prof. Beata Łaciak, socjolożka z UW, przyznała, że nowe szkolne reguły powinny być ustalane w kooperacji z młodzieżą: - Polska szkoła zmienia się powoli. Uczniowie wciąż czują, że mało od nich zależy. Dostają gotowe reguły, ale nikt im ich nie wyjaśnia i nie precyzuje dlaczego są jakie są. Za mało jest dialogu.
Dla wielu nauczycieli sprawa jest jasna - ta młodzieżowa “rewia mody” to forma demonstracji i prowokacji. A przecież w okresie dorastania wygląd i ubiór jest dla uczniów kluczowy. Strój daje możliwość wyrażenia siebie, o czym przypomniała prof. Małgorzata Lipowska z Wydziału Psychologii UG.
Lipowska przypomniała jednak, że mundurki szkolne mogą ukrywać różnice między bogatymi a mniej zamożnymi rodzinami, co dla wielu uczniów może być ważne. - Mundurki unifikują, bo nie pozwalają na duże logo Christian Diora - mówiła.
Gdańska Rzeczniczka Praw Uczniowskich
Rzeczniczka praw uczniowskich w Gdańsku Katarzyna Gęba powiedziała, że świat się zmienił, a wraz z nim normy: - To już nie jest czas fartuszków i jednolitych granatowych swetrów. Dziś to często algorytm definiuje nasze wybory i podrzuca nam w social mediach formaty, co jest OK a co nie. Jak dziś zdefiniować czym jest odpowiedni wygląd? Przyjąć zasady z lat 90. czy 80.? Przez dekady regulacje były przygotowane dla uczniów, ale bez uczniów. To powinno się zmienić.
Gęba opowiedziała się za dialogiem i szukaniem złotego środka: - Z jednej strony uczniowie muszą mieć prawo do poszukiwania siebie i swojej tożsamości. Z drugiej strony szkoła musi przygotować człowieka do życia w dorosłym świecie, w którym panują normy i konwenanse. Do sądu nie idziemy przecież w piżamie, a na rozmowę kwalifikacyjną nie ubieramy się jak na plażę - przypomniała.
Partnerami wydarzenia byli: Europejskie Centrum Solidarności oraz Zespół Szkół Kreowania Wizerunku w Gdańsku. Współtwórcami wydarzenia byli również uczniowie CKZiU nr 1 w Gdańsku, a także młodzieżowe rady: Miasta Gdańska, Inkubatora STARTER oraz Forum Młodych ECS, które aktywnie uczestniczyły w panelach.