Czytać wszystko, byle razem
W kolektywnym czytaniu nie ma znaczenia, czy to klasyka literatury pięknej, “czytadło”, komiks, pozycja popularnonaukowa czy poradnik. Nie ma znaczenia, czy to nowość z wydawniczej “gorącej” listy, czy zdjęta z półki lekko przykurzona lektura czekająca na swój moment. Nie ma znaczenia czy to długa powieść czy opowiadanie idealne do pochłonięcia za jednym podejściem.
Znaczenie mają tylko chęci. Chęć do czytania i chęć do bycia razem. To dwa filary cyklu zainicjowanego przez animatorów kultury: Sylwię Brunę i Marka Rogalę. Sylwia jest antropolożką kultury i badaczką, Marek zaczynał od polecania tego, co się dzieje w trójmiejskiej kulturze (tworząc kwadratowe polecajki na Instagrama), dziś prowadzi galerię sztuki. Oboje prowadzą szereg innych inicjatyw, często związanych z terenami stoczniowymi.
Gdańskie Targi Książki: ponad 54 tysiące osób, więcej niż przed rokiem
Razem w 2024 roku zaczęli tworzyć społeczność Kolektywne Czytanko. Przyświeca jej motto, które trafia nie tylko do wrażliwych na literaturę. “To nie jest czas na czytanie w samotności”. Tylko i aż tyle. Bo, jak podkreślają organizatorzy, ten cykl nie jest niczym więcej niż jest. A jednak, wystarczy wziąć udział chociaż raz, żeby poczuć, że ma się do czynienia z czymś wyjątkowym. Spotkania czytelnicze to niby nie nowość, ale w takim wydaniu można śmiało stwierdzić, że to projekt wyjątkowy w skali kraju.
ZOBACZ NASZ FILM Z KOLEKTYWNEGO CZYTANKA W NOWYM PORCIE:
Zanurzyć się w czytaniu
I tak, to tylko kolektywne czytanie. Ale można traktować jako odtrutkę na rozpędzoną coraz bardziej rzeczywistość, na przebodźcowanie, na brak czasu, na znieczulicę, na ucieczkę przed często sztuczną rzeczywistością mediów społecznościowych, w końcu jako antidotum na samotność. W trakcie wspólnego czytania można poznać nowych znajomych, choć, co warto podkreślić, można z nikim nie rozmawiać, jeśli nie ma się na to ochoty. Chodzi o to, żeby być razem. Tylko tyle i aż tyle.
Jeśli chodzi o styl czytania, panuje pełna dowolność, ale jest kilka niezmiennych zasad. Czytanka trwają zazwyczaj dwie godziny i są podzielone na dwie części po 40 minut. W trakcie przewidziana jest przerwa, podczas której można napić się kawy i herbaty lub podzielić czytelniczymi wrażeniami. Można też, po prostu, rozprostować się i zmienić miejsce (czasami spotkania odbywają się w rozproszonych lokalizacjach). Najistotniejsze jest, by podczas sesji czytania zachować absolutną ciszę i nie przeszkadzać współczytającym.
Czytać wszędzie
Udział w tak zaskakująco minimalistycznym wydarzeniu to niemała przyjemność. To ani klub książki, ani spotkanie literackie, a jednocześnie wszystko naraz i nieco więcej. To żywa czytelnicza społeczność i mimo że spontaniczna, to bardzo wierna. Do czytania wracają stali bywalcy, ale może dołączyć każdy. Zazwyczaj przez zapisy i za symboliczną opłatą.
Dźwięk w kadrze. Poznajcie TAPES - najlepiej w sobotę w Grid ArtHub
Czytanko odbywa się zazwyczaj raz w miesiącu i zazwyczaj w środku tygodnia, w środy (informacje o miejscu i dacie przeważnie są podawane w mediach społecznościowych). Najczęściej też gdzieś w postoczniowych przestrzeniach, choć zdarza się (i to osobna atrakcja), że anektuje inne, nieoczywiste przestrzenie. Na przykład: wnętrza Muzeum Emigracji w Gdyni, a w Gdańsku Centrum św. Jana, czy ostatnio willi przy Jaśkowej Dolinie 71.
Ostatnie - było szczególnie frapujące pod względem przestrzeni. Odbyło się w dawnym budynku magazynów Baltony przy ul. Oliwskiej, gdzie dziś funkcjonują m.in. studia fotograficzne RAW, biuro September Art Agency oraz pracownia projektanta Łukasza Pączkowskiego, tworzącego pod pseudonimem Zulu Kuki. Jako, że sam jest regularnym uczestnikiem Kolektywnego Czytanka, tym razem był gospodarzem. Zaprosił do swojego środowiska naturalnego i trzeba przyznać, że możliwość przyjrzenia się jego pracom z bliska było dodatkową, niemałą gratką.
Do tego bohaterem spotkania był rzecz jasna sam budynek. Surowość wnętrz, designerski wystrój i wyzierające niemal zewsząd pozostałości po minionych czasach stworzyły niezwykły pejzaż. Z jednej strony mocno osadzony w charakterze Nowego Portu, z drugiej przenoszący zupełnie gdzie indziej, mocno działający na wyobraźnię. Tutaj można było się poczuć nie tylko czytelnikiem, ale nawet… bohaterem książki.
Zachować pamięć o ludziach i miejscu. Fotograficzny portret Oruni
Właśnie takie, niestandardowe spotkania czytelnicze ze szczyptą urbexu to niewątpliwy wabik. Dla tych, którzy nie mają z kim porozmawiać o książkach, tych, którym doskwiera samotność, tych, którzy potrzebują chwili oddechu w zabieganym tygodniu, w końcu tych, którzy mają ochotę spróbować czegoś nowego. Wystarczy tylko odrobina ochoty na lekturę.