Sąd chroni pacjenta
W ocenie sądu, ochrona zdrowia to konstytucyjnie gwarantowane prawo wszystkich obywateli. Jedną z kluczowych kwestii pozostaje zapewnienie bezpieczeństwa pacjentkom i pacjentom – szczególnie w specyficznych warunkach szpitalnych.
Sąd uznał, że sposób, w jaki fundacja Kai Godek przedstawia kwestię przerywania ciąży, nie jest w pełni uprawnionym działaniem. Takie pikiety mogą prowadzić do stygmatyzacji decyzji pacjentek, mimo że zabiegi są przeprowadzane legalnie, zgodnie z obowiązującymi w Polsce procedurami medycznymi.
Tego typu pikiety utrudniają także pracę personelowi medycznemu, który musi mieć zapewnione warunki do sprawnego prowadzenia diagnostyki oraz spokój niezbędny w procesie leczenia. Manifestacje organizowane bezpośrednio pod szpitalem – zwłaszcza w niedziele, gdy natężenie odwiedzin jest największe – naruszają również prawa osób postronnych. Wszyscy przechodnie, niezależnie od własnej woli, zostali narażeni na kontakt z drastycznymi treściami.
Orzeczenie sądu nie jest, póki co, prawomocne. Może zostać zaskarżone przez organizatora pikiet - wówczas sprawę będzie rozważał sąd II instancji.
Szpital w oblężeniu
Pikiety przed szpitalem na Zaspie odbywają się regularnie od grudnia, w każdą trzecią niedzielę miesiąca. Wygląda to zazwyczaj podobnie: grupa kilkudziesięciu aktywistów antyaborcyjnych ustawia się przy samym wejściu do budynku, w sposób uniemożliwiający ominięcie zgromadzenia.
Manifestanci domagają się bezwarunkowego zakazu aborcji, nawet w przypadkach, gdy zagrożone jest życie matki. Nie obchodzi ich, że jeśli zabiegi aborcyjne są prowadzone - to w wyjątkowych sytuacjach, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem.
Uczestnicy posługują się transparentami z drastycznymi wizerunkami płodów oraz hasłami, oskarżającymi lekarzy o morderstwa, a także przyrównującymi ich do zbrodniarzy z SS. Wykorzystują megafony nie tylko do prowadzenia modlitwy różańcowej, ale także do kierowania głośnych zarzutów pod adresem personelu medycznego.
Centralną postacią tych wydarzeń jest Kaja Godek. Aktywistka przyjeżdża z Warszawy, pod szpital przychodzi w asyście „ochrony” – młodych mężczyzn, ubranych w stylu militarnym, często z zasłoniętymi twarzami, co nadaje grupie charakter paramilitarnej bojówki. Wszystko to dzieje się w obecności policji, która ma obowiązek dbać o bezpieczeństwo legalnego zgromadzenia.
Niezależnie od poglądów czy poczucia dyskomfortu, każdy pacjent i gość szpitala musi niemal przeciskać się między „rozmodlonymi” uczestnikami, by dostać się do środka.
Głosy sprzeciwu i poparcia
Presja wywierana przez grupy antyaborcyjne sprawia, że większość osób boi się reagować inaczej niż anonimowo. Wyjątkiem są rzadkie głosy sprzeciwu pojawiające się w mediach społecznościowych:
- Klaudia Grzejszczyk-Gronda: „A pomyślcie, jak krzywdzicie innych ludzi – to jest szpital! Jak czuje się matka, która właśnie straciła dziecko? Szpital to nie miejsce na tego typu zgromadzenia, ale miejsce, gdzie ludzie muszą mierzyć się z tragediami i godzić z własnym sumieniem, by móc żyć dalej”.
- Klaudia Okrój: „Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ktoś chce decydować za kobietę, która często podejmuje najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Najwięcej do powiedzenia mają panowie, którzy w większości zostawiliby matkę samą z niepełnosprawnym dzieckiem”.
Z drugiej strony, na profilach Kai Godek nie brakuje wpisów o zupełnie innym charakterze, odwołujących się do demonologii i radykalnych haseł:
- Jacek Wójcik: „Za ludźmi, którzy dokonują i popierają aborcję, stoją konkretne demony, takie jak Moloch i Adrammelech. Tak się dzieje, kiedy ludzie odchodzą od Boga – z automatu przejmuje ich szatan”.
Zdarzyło się 18 stycznia
Pikieta z 18 stycznia 2026 roku miała inny przebieg niż grudniowa. Obok środowisk antyaborcyjnych, pojawiła się kontrmanifestacja działaczy KOD oraz lewicy, z radną Jolantą Banach. Aktywiści ci wyrażali sprzeciw wobec kursu na zaostrzania prawa i podkreślali konieczność trzymania się zachodnich standardów cywilizacyjnych.
Obecność kontrmanifestacji zadziałała na „obrońców życia” prowokująco. Około godziny 13:30 część uczestników różańca ruszyła w stronę grupy lewicowej. W obawie przed eskalacją, przedstawiciel Miasta ogłosił rozwiązanie zgromadzenia ze względów bezpieczeństwa, co natychmiast wyegzekwowała policja. Uczestnicy pikiety uznali to za bezprawne ograniczenie swobód i właśnie dlatego sprawa skierowana została do sądu.
Pierwszy raz w Polsce
Tymczasem okazało się, że Sąd Okręgowy w Gdańsku 2 marca oddalił skargę organizatorki wydarzenia. Potwierdził, że całokształt okoliczności – w tym nagrania wideo oraz skarga personelu szpitala nt. zakłócania spokoju pacjentów – w pełni uzasadniał rozwiązanie manifestacji.
Sędzia podkreślił, że prezentowane treści (m.in. zdjęcia rozerwanych płodów, hasła) stanowią wykroczenie - w tym przypadku nieobyczajny wybryk, zwłaszcza w miejscu takim jak szpital. Grozi za to ograniczenie wolności, grzywna do 1500 zł, nagana.
Dodatkowo sąd wskazał, że ruch uczestników w stronę kontrmanifestacji realnie groził eskalacją przemocy.
Takiego postanowienie sądu w Polsce jeszcze nie było. Jeśli się uprawomocni, może być punktem odniesienia dla gmin w całym kraju - będą mogły chronić szpitale przed natarczywością uczestników takich zgromadzeń. Choć organy samorządu terytorialnego nie mogą prewencyjnie zakazać pikiety, to mają prawo rozwiązać ją już po jej rozpoczęciu, jeśli swoim przebiegiem narusza prawa osób trzecich lub bezpieczeństwo publiczne.
FILMIK Z PIKIETY ZORGANIZOWANEJ W LUTYM:
Co dalej?
Na niedzielę, 15 marca, pod Szpitalem na Zaspie szykowany jest kolejny “publiczny różaniec o zatrzymanie aborcji”. Takich wydarzeń w kraju na ten dzień przygotowano więcej - w sumie pięć. Co ciekawe, tylko w dwóch miastach są to szpitale. W pozostałych - miejsca, które nie dezorganizują życia chorych, ich rodzin, personelu medycznego.
- Gdańsk godz. 12:00 pod szpitalem na Zaspie, al. Jana Pawła II [przed wejściem głównym]
- Wrocław godz.12:00 g Rynek [przy pręgierzu],
- Oleśnica godz. 14:30, ul. Armii Krajowej 1 [pod szpitalem]
- Gryfów Śląski godz. 13:00, Rynek
- Rydułtowy koło Wodzisławia Śląskiego, godz.11:30, Rynek
Kaja Godek promuje przekaz o rzekomym „nękaniu” środowisk antyaborcyjnych w Gdańsku. Rozwiązanie pikiety w styczniu to jedno. Z mediów społecznościowych szefowej Fundacji Życie i Rodzina można też dowiedzieć się, że policja asystuje spotkaniom pod szpitalem, wyposażona w miotacze gazu i “broń soniczną” - rzekomo przeciwko modlącym się. Można również przeczytać, że "sąd w Gdańsku nie zakazał zgromadzeń prolife pod szpitalami" - choć ani słowa o tym, że takie manifestacje nie mogą się odbywać kosztem praw innych osób, związanych z funkcjonowaniem szpitala. Jest natomiast zapowiedź, że postanowienie sądu będzie zaskarżone. Zdaniem organizatorów pikiet pod szpitalem, "dyskomfort sprawców aborcji nie jest powodem, by ograniczać konstytucyjne wolności".
Gdańska radna PiS, Barbara Imianowska, w interpelacji do Prezydent Miasta zarzuciła magistratowi stosowanie „dualizmu standardów” i faworyzowanie środowisk lewicowych - poprzez udzielenie zgody na organizację po sąsiedzku i w tych samych terminach kontrmanifestacji przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego. Odpowiedź UMG, że wszystko jest w zgodzie z prawem, nikogo z “prolajferów” nie zadowoliła.
Środowiska antyaborcyjne zbierają już podpisy pod petycją „NIE dla strefy buforowej na Zaspie”, co zapowiada dalszą eskalację konfliktu przy wejściu do szpitala.