• Start
  • Wiadomości
  • Stefan W. grozi piekłem tym, którzy nie wypuszczą go na wolność

Proces mordercy prezydenta Gdańska. Stefan W. grozi piekłem tym, którzy nie wypuszczą go na wolność

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbyła się we wtorek, 29 listopada, 21. rozprawa w procesie mordercy prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Zeznawało pięciu świadków - dwóch byłych więźniów, którzy siedzieli w jednej celi ze Stefanem W., dwóch policjantów oraz funkcjonariusz służby więziennej. Oskarżony złożył wniosek o natychmiastowe uchylenie mu aresztu “bo inaczej wasze rodziny i dzieci będą wiecznie cierpieć w piekle”. Pismo podpisał swoim imieniem i nazwiskiem oraz słowami: pan Szatan. Według zeznań współwięźnia, Stefan W. chciał popełnić zamach terrorystyczny wzorując się na Breiviku, ale ostatecznie postanowił zabić polityka, po którym "nikt nie będzie płakał i żałował".
( 29.11.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Na pierwszym planie prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska, za nią pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych (Magdaleny Adamowicz i Piotra Adamowicza) adwokat Jerzy Glanc
Na pierwszym planie prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska, za nią pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych (Magdaleny Adamowicz i Piotra Adamowicza) adwokat Jerzy Glanc
fot. Grzegorz Mehring/ gdansk.pl

Jaka była reakcja oskarżonego na wideo z zamachu?

Sąd nie uwzględnił wniosku zabójcy prezydenta Gdańska o wypuszczenie na wolność.

Przed przesłuchaniem świadków odtworzono na telewizorze kilka filmików rejestrujących ze sceny i spoza niej zamach na życie Pawła Adamowicza dokonany 13 stycznia 2019 r. podczas finałowego koncertu WOŚP. Podczas prezentacji tych nagrań siedzący w szklanej klatce Stefan W. co jakiś czas lekko się uśmiechał.

Matka Stefana W. ostrzega policję ws. zachowania syna 

Pierwszym świadkiem podczas wtorkowej rozprawy był 52-letni policjant Jacek P. z komisariatu we Wrzeszczu, do którego zgłosiła się matka Stefana W., kiedy jej syn kończył w grudniu 2018 r. karę 5,5 roku więzienia za napady na placówki SKOK.

Proces Stefana W. "Stan prezydenta w chwili przyjazdu do szpitala był krytyczny"

- Była bardzo zaniepokojona stanem psychicznym Stefana W. Kobieta przekazała mi, że syn uważa, że dostał za wysoki wyrok, bo to była atrapa broni, a po wyjściu z więzienia weźmie prawdziwą broń i jeszcze raz to zrobi. Zastrzegła, że syn nie może dowiedzieć się o naszej rozmowie. Odgrażał się, że jak ona pójdzie na policję, to on zerwie kontakty z rodziną. Postanowiłem poważnie do tego podejść i przekazałem tę sprawę mojemu przełożonemu - mówił świadek, który przyznał, że znał się wcześniej z matką oskarżonego.

Co policja zrobiła ze zgłoszeniem matki oskarżonego?

Następnie, komendant komisariatu wysłał oficjalne pismo do kierownictwa więzienia w Gdańsku-Przeróbce.

Jak mówił Jacek P., odpowiedź, która nadeszła z zakładu karnego nie zawierała nic niepokojącego.

- Komendant uznał, że to wszystko, co mogliśmy zrobić w tej sytuacji. Zaproponowałem jeszcze, aby sporządzić okólnik – dokument z typowania - i wysłać go do wszystkich jednostek policji w całej Polsce. Pismo zawierało kolorowe zdjęcie oskarżonego i mogło służyć funkcjonariuszom do typowania sprawcy przestępstwa. Potem dostałem wiadomość od pani Jolanty, że Stefan W. wrócił do domu i że wszystko jest w porządku. To mnie uspokoiło - mówił Jacek P.

Sądowy eksces Stefana W. Zabójca prezydenta Pawła Adamowicza krzyczał "Allah Akbar!"

Podczas zeznań policjanta wyszło też na jaw, że wysłany przez niego okólnik zawierający dane osobowe Stefana W. nie trafił ostatecznie do Komendy Miejskiej w Gdańsku, która miała rozesłać dokument do wszystkich jednostek policji w kraju.

Sąd zapytał oskarżonego, czy ma jakieś pytania do Jacka P.

- Ja wiem dosłownie wszystko, dosłownie wszystko, jestem Panem Bogiem - odparł morderca Pawła Adamowicza.

Czy Stefan W, chciał pójść śladami terrorysty z Norwegii?

Jako świadek zeznawał też 32-letni Paweł T., funkcjonariusz służby więziennej, który pracował w zakładzie karnym na Przeróbce, gdy w pierwszych dniach grudnia 2018 r. Stefan W. kończył karę więzienia.

- Nie pamiętam jego wyjścia na wolność. Stefan W. był wtedy nierozpoznawalny. Nie słyszałem, aby krzyczał, że będzie wkrótce sławny - powiedział mężczyzna.

Paweł T. spotkał natomiast Stefana W. już po dokonaniu przez niego zamachu na życie prezydenta Gdańska.

- Podczas spaceru w areszcie śledczym zapytałem go, czy planował zamordować prezydenta. Stefan W. odpowiedział bardzo naturalnym tonem głosu, że nie miał zamiaru zabijać Pawła Adamowicza, ale chciał dokonać tak jak Anders Breivik (W 2011 r. Norweg w dwóch zamachach zabił 77 osób - przyp. red.) zamachu terrorystycznego. Ale po przemyśleniu uznał, że mógłby wtedy zginąć ktoś z jego rodziny, a polityk to taka osoba, po której nikt nie będzie płakał i żałował. Podczas tej rozmowy był żywy i kontaktowy. Było widać uśmiech na jego twarzy. Zachowywał się swobodnie. Nie dostrzegłem u niego choroby psychicznej - mówił Paweł T.

Opowieści Stefana W. o tajemnicach PiS i Tusku

Przed sądem w roli świadków stanęło też we wtorek dwóch osadzonych, którzy przebywali ze Stefanem W. w jednej celi.

51-letni Wiesław K. zna oskarżonego z dwumiesięcznego pobytu w więzieniu w Malborku.

- Jestem troszeczkę zaskoczony, bo niby mówił, że będzie sławny, ale ogólnie to był bardzo spokojny człowiek. Nikomu nie robił krzywdy. Twierdził, że jak był na oddziale dla niebezpiecznych, to służba więzienna znęcała się nad nim i go torturowała. Ja miałem kontakt z ludźmi z tego miejsca, ale nikt z nich nie opowiadał, że był podtapiany w muszli klozetowej. A Stefan mówił to z przekonaniem - zeznał Wiesław K.

Opinia biegłych psychiatrów: zabójca prezydenta Gdańska jest zdrowy i może uczestniczyć w procesie

Były kompan z celi dodał, że Stefan W. dużo też opowiadał o Platformie Obywatelskiej oraz Prawie i Sprawiedliwości.

- Był pewien, że wyjdzie wcześniej warunkowo. PO mu to obiecało, jak zdradzi jakieś tajemnice PiS, które on miał znać. Mówiąc to patrzył na zegarek. Założyłem się z nim o ten zegarek, że nie wyjdzie wcześniej. Oczywiście, nie wyszedł, a ja powiedziałem, że tego zegarka nie chcę. Jak nie dostał zwolnienia, to powiedział, że jeszcze o nim wszyscy usłyszą. Skoro ktoś mówi, że będzie sławny na cały świat, to można się było domyśleć, że nie pójdzie do Sejmu i będzie groził tylko palcem. Z tego co pamiętam, to chodziło mu o pana Tuska, że coś zrobi. Nie brałem tego na poważnie, bo on był bardzo spokojny - powiedział 51-latek.

Kodeks karny znał jak mało kto w więzieniu

Jako świadek wystąpił też 47-letni Mirosław G-W., który był w jednej celi ze Stefanem W. przez ok. trzy tygodnie w więzieniu na Przeróbce.

- Był małomówny. Nie ukrywał, że jest zwolennikiem PiS-u, to wychodziło jakoś z kontekstu rozmowy. Nie było widać emocji, jak wypowiadał się o polityce. Kodeks karny miał w jednym paluszku. Znał np. jakiś konkretny zapis w konstytucji powiązany z kodeksem karnym. Nie słyszałem, że ma dokonać jakiegoś przestępstwa. Choć twierdził, że kiedyś będzie sławny, ale wszyscy się z tego śmiali. Postrzegam go jako inteligentnego człowieka - mówił mężczyzna.

Czy Stefan W. starannie zaplanował zabójstwo?

Podczas rozprawy zeznawał też 43-letni Damian B., policjant i wykładowca ze Szkoły Policji w Słupsku, mający wieloletnie doświadczenie w sztukach walki. Po zabójstwie prezydenta Gdańska sporządził opinię dotyczącą tego, czy Stefan W. wcześniej przygotował się do zbrodni. Do opracowania tego dokumentu posłużyły Damianowi B. m.in. książki dotyczące technik walki znalezione w mieszkaniu oskarżonego.

- Oglądałem też nóż i protokół sekcji zwłok. Podczas analizy niektóre rzeczy mnie zainteresowały. Można było znaleźć pewne cechy wspólne z tym, co znajduje się przynajmniej w jednej z tych pozycji książkowych a zabójstwem. Czytelnik takich książek nie interesuje się aspektem samoobrony, ale typowo bojowym użyciem broni. Zauważyłem też, że sam nóż ma dziwne zadrapania, jakby był wcześniej testowany, ale to musiałby już ocenić biegły specjalista - mówił policjant.

Damian B. ocenił, że atakując prezydenta Gdańska Stefan W. trzymał nóż w sposób profesjonalny i czterokrotnie uderzył w te miejsca ciała, aby śmierć była pewna.

- Sądzę, że to, co się stało na scenie, działo się według wcześniej zaplanowanego scenariusza. Z mojego wieloletniego doświadczenia wiem też, że przemawianie publiczne do mikrofonu nie jest łatwe. Dlatego zastanawiający jest dla mnie fakt, w jaki sposób Stefan W. wygłosił swój manifest do publiczności. Przekaz jego był spójny i pozbawiony stresu - ocenił wykładowca ze Szkoły Policji w Słupsku.

"Przyznał, że specjalnie trafił w serce". Policjanci o zachowaniu zabójcy prezydenta Pawła Adamowicza

Następne rozprawy w procesie mordercy prezydenta Gdańska odbędą się 14 i 15 grudnia. Wystąpią podczas nich trzy zespoły biegłych psychiatrów, które w trakcie prokuratorskiego śledztwa oceniały poczytalność Stefana W. w chwili popełnienia zabójstwa. Grudniowe rozprawy odbędą się bez udziału dziennikarzy. Proces zabójcy Pawła Adamowicza rozpoczął się 28 marca