• Start
  • Wiadomości
  • Rondo ku czci “Gdańskiego” Dywizjonu 318 RAF. Bili się o Polskę w Egipcie i Italii

Rondo ku czci “Gdańskiego” Dywizjonu 318 RAF. Bili się o Polskę w Egipcie i Italii

Rondo u zbiegu ulic Pomorskiej, Jelitkowskiej i Kaplicznej dostało w piątek, 15 maja, imię 318. Dywizjonu Myśliwsko Rozpoznawczego. Był to Dywizjon zwany “Gdańskim”, a w herbie miał herb naszego miasta. Polscy piloci walczyli w latach 1943-1945, zmierzając ku Polsce przez Egipt i Włochy. Niestety Jałta przekreśliła ich nadzieje. Historię Dywizjonu 318 opowiedział nam syn jednego z pilotów.
15.05.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl

Walka na włoskim niebie

- Pamiętam z dzieciństwa, że gdy mój tata siadał za kółkiem auta, to pędził jakby dalej siedział za sterami Spitfire’a - śmieje się Piotr Święcicki. 

Pan Piotr to syn Ignacego Święcickiego, który był pilotem w 318. Dywizjonie Myśliwsko-Rozpoznawczym "Gdańskim" RAF (Royal Air Force). Dywizjon powstał 23 lutego 1943 roku w bazie RAF w Detling w Wielkiej Brytanii. Został przerzucony do Egiptu w sierpniu 1943 roku, a później stacjonował w Palestynie. Z początkiem 1944 roku trafił do Włoch. 

Pomysł nazwy “Gdański” pojawił się w 1943 roku. Dywizjon nazwano oficjalnie “Gdańskim” rozkazem z 5 sierpnia 1943 roku. Nieoficjalna odznaka powstała z inicjatywy samych pilotów. W stylizowanych skrzydłach piloci umieścili herb miasta Gdańska. Jednak tę odznakę mogli nosić i malować na samolotach dopiero od zakończenia wojny do sierpnia 1946 roku, kiedy to dywizjon został rozwiązany. Wcześniej nie pozwalali na to Brytyjczycy, ponieważ w prawie międzynarodowym Gdańsk wciąż był traktowany jako Wolne Miasto Gdańsk. Polscy piloci popisali się poczuciem humoru, ich samoloty pod niebem Afryki i Włoch miały na kadłubach namalowane trzy - ułożone na zasadzie wachlarza - karty do gry: trójkę kier, asa pik i ósemkę karo. Razem czytali to jako 318.   

Historia gdańskiego dywizjonu RAF na wystawie w Ratuszu Głównego Miasta

Rondo Dywizjonu 318 w Jelitkowie
Piotr Święcicki, syn polskiego pilota
Piotr Wittman / www.gdansk.pl

Głównym zadaniem polskich pilotów były loty rozpoznania artyleryjskiego i fotograficznego. Prowadzili oni także ataki na cele naziemne, wspierali 2. Korpus Polski w walkach o przełamanie Linii Gotów. Do połowy 1946 roku Dywizjon stacjonował we Włoszech, latem został przeniesiony do Anglii i rozwiązany w sierpniu. 

Po wojnie pilot Ignacy Święcicki nie wrócił do Polski, wyjechał do USA. - Ja urodziłem się w Pensylwanii - mówi Piotr Święcicki. - Moja mama też była Polką, okupację przeżyła w Warszawie, a po wojnie wyjechała do USA, gdzie pracowała w konsulacie w Waszyngtonie.   

Jak wyglądała wojna z perspektywy bohaterskiego polskiego pilota? Przed wojną Ignacy Święcicki był inżynierem. Został zmobilizowany w sierpniu 1939 roku. 17 września uciekł przed Sowietami przez granicę polsko-rumuńską, dzięki czemu nie trafił do Katynia. W Anglii zgłosił się na szkolenie dla pilotów RAF. Został wysłany do Saskatchewan w Kanadzie na kurs pilotażu.  

W 1943 Święcicki został wysłany do Afryki Północnej. Stamtąd w 1944 roku trafił wraz z 318. Dywizjonem na wschodni brzeg Włoch. 

- Lądowali na plażach, zdobywali kolejne miejscowości - opowiada Piotr Święcicki. - Co ważne, w maju 1944 roku wspierali wojsko polskie w bitwie o Monte Cassino. Prowadzili też loty rozpoznawcze, latali w ciągu dnia, nisko, robili zdjęcia. Mój ojciec wykonał około 140 takich lotów. Musisz mieć ogromne szczęście i nerwy, żeby cię nie zestrzelili. Poza tym prowadził straifing, czyli atakował z powietrza niemieckie wojsko czy transporty. Ojciec dostał za to Krzyż Walecznych, choć nigdy nie uważał się za bohatera.

Wrzeszcz. "Dom szpiega" będzie jak nowy

Piotr Święcicki pokazał mi notes, w którym jego ojciec prowadził dziennik w czasie wojny. - Gdy miał czas, wpisy były dłuższe, ale w 1944 roku pisał już tylko nazwy kolejnych miejscowości w Italii, bo nie miał czasu na dłuższe notatki - mówi syn. 

"I.IX.44 - awans na porucznika" - czytamy. Później kolejne miejscowości: St. Vito, Tortoretto, Fermo, Castiglione. 

Co ciekawe Ignacy Święcicki chodził przed wojną do jednej klasy z Czesławem Miłoszem w Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta w Wilnie.  

- Mój ojciec urodził się na Kresach, a później jego rodzina uciekła przed bolszewikami do Wilna, gdzie mój tata chodził do klasy z przyszłym poetą i noblistą. Po wojnie Miłosz został wysłany do Waszyngtonu jako konsul - wspomina Święcicki. - Moi rodzice poznali się w USA właśnie przez Miłosza. 

Rondo Dywizjonu 318 w Jelitkowie
Dziennik polskiego pilota RAF porucznika Ignacego Święcickiego
Piotr Wittman / www.gdansk.pl

Gdański znak pamięci 

Z pomysłem nazwania ronda imieniem Dywizjonu 318 wyszedł prof. Andrzej Olejko, autor książki “Nad Lewantem i Italią. Z historii 318. Dywizjonu Myśliwsko Rozpoznawczego “Gdańskiego”". 

W piątkowej uroczystości wzięły udział rodziny pilotów, prof. Olejko, przedstawiciele MIIWŚ i IPN, służb mundurowych, organizacji kombatanckich, radna sejmiku woj. pomorskiego Beata Dunajewska.   

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, która wraz z gośćmi odsłoniła tablicę na rondzie, powiedziała: 

Od dziś to rondo – do którego wiodą ulice Pomorska, Jelitkowska i Kapliczna – będzie nosiło imię 318. Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego „Gdańskiego”. To nie jest zwykły gest administracyjny, ale akt pamięci. Wyrażamy w ten sposób wdzięczność wobec ludzi, którzy pod znakiem biało-czerwonej szachownicy, na obczyźnie, walczyli o wolność swojej ojczyzny i całej Europy.

 

318 Dywizjon „Gdański” powstał w 1943 roku w Wielkiej Brytanii, jako 285 Rozpoznawcze Skrzydło RAF. Tworzyli go piloci oraz personel naziemny Polskich Sił Powietrznych, doświadczeni lotnicy i młodzi ochotnicy. Nazwa dywizjonu była odważną deklaracją. Przymiotnik „Gdański” – w czasach, gdy Niemcy traktowali nasze miasto jako część III Rzeszy – wyrażał wiarę, że Gdańsk będzie polski, co było też politycznym przesłaniem naszego rządu na uchodźstwie.

 

Szlak dywizjonu wiódł przez Bliski Wschód do frontu włoskiego. Żołnierze służyli w trudnych warunkach klimatycznych i bojowych. Współpracowali z wojskiem polskim, brytyjskim, egipskim i greckim. Nad Monte Cassino, czyli jedną z najlepiej bronionych pozycji niemieckich we Włoszech, wykonywali loty rozpoznawcze. Później wspierali 2 Korpus Polski podczas walk o przełamanie Linii Gotów, prowadząc rozpoznanie, wskazując cele i atakując pozycje przeciwnika.

 

To była służba wymagająca odwagi, precyzji i niezwykłych umiejętności. Lotnicy 318 Dywizjonu codziennie ryzykowali życie, lecąc nisko nad linią frontu, często pod silnym ostrzałem. Wielu z nich nie doczekało końca wojny. Wspomnijmy symbolicznie porucznika Czesława Nowaka, pośmiertnie odznaczonego za bohaterstwo w walce Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. 

 

Szanowni Państwo! Odznaka 318 Dywizjonu „Gdańskiego” przedstawia uskrzydlony herb Gdańska. Niech to rondo będzie nie tylko punktem na mapie miasta, ale znakiem pamięci o polskich lotnikach walczących na wszystkich frontach II wojny światowej, również za polskość Gdańska. 

 

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do upamiętnienia dywizjonu: historykom, radnym Miasta Gdańska oraz osobom pielęgnującym pamięć o polskich lotnikach.

 

Niech Rondo 318 Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego „Gdańskiego” przypomina nam oraz następnym pokoleniom o odwadze i honorze, które dały wolność Polsce i Europie.

"Dziękujemy, Komandorze". Gdańsk pożegnał Romana Rakowskiego

Związki Gdańska z Dywizjonem 318 nie są jedynie symboliczne. Po wojnie w naszym mieście mieszkał co najmniej jeden pilot tej jednostki. Był to Jan Józef Zygmunt Mozołowski, syn prof. Włodzimierza Mozołowskiego - jednego z “ojców-założycieli” Akademii Medycznej w Gdańsku. Obaj są pochowani w jednym grobie na cmentarzu Srebrzysko. Jan Józef Zygmunt Mozołowski zmarł w listopadzie 1977 roku.

ZOBACZ FOTOGALERIĘ Z UROCZYSTOŚCI: