Proces Stefana W. Morderca prezydenta Gdańska miał na twarzy wyraz triumfu i ekstazy

- Morderca miał na twarzy wyraz triumfu i ekstazy - mówiła w poniedziałek, 27 czerwca, przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w procesie Stefana W., zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, świadek Karolina M. - Zapamiętam ten jego wzrok do końca życia - podkreśliła 29-letnia kobieta. 
( Publikacja: 27.06.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
O milczącym od pierwszej rozprawy Stefanie W. świadek Karolina M. powiedziała przed sądem, że kilka chwil po zabójstwie na jego twarzy widać było ekstazę z dokonanej zbrodni
O milczącym od pierwszej rozprawy Stefanie W. świadek Karolina M. powiedziała przed sądem, że kilka chwil po zabójstwie na jego twarzy widać było ekstazę z dokonanej zbrodni
fot. Grzegorz Mehring/ gdansk.pl
Te poruszające zeznania można było usłyszeć podczas 13. rozprawy w procesie dotyczącym zamachu na prezydenta Gdańska. do którego doszło wieczorem 13 stycznia 2019 r. podczas finału koncertu WOŚP w Gdańsku na Targu Węglowym.
Stefan W. wbiegł tego dnia na scenę i kilkakrotnie ugodził nożem Pawła Adamowicza, który w wyniku odniesionych ran zmarł następnego dnia w szpitalu. 

Śmiałam się sama do siebie

- Na scenie było przemówienie pana prezydenta, podczas którego ja sama się do siebie śmiałam. Ponieważ pan prezydent mówił, że jest taka wspaniała atmosfera, że ludzie są tacy szczęśliwi, uśmiechnięci i życzliwi. I mi się też udzielił ten nastrój. Potem odpalono fajerwerki i zaczęło się odliczanie "światełka do nieba". W pewnym momencie, a to były ułamki sekund, zaczęło się zamieszanie. Zauważyłam, że ktoś przebiegł od mojej prawej strony i czymś wymachiwał. Morderca się przedstawił, mówił, że był szykanowany i dlatego pan prezydent musiał zginąć. Byłam totalnie sparaliżowana, zmrożona, nie mogłam się ruszyć - opowiadała przed sądem Karolina M., która trzy lata temu była członkiem Stowarzyszenia “Wszystko dla Gdańska”. 

Zabójca prezydenta Gdańska chce zawieszenia swojego procesu. Twierdzi, że jest ciężko chory

Świadek zeznała, że następnie zobaczyła siedzącego prezydenta Gdańska, który trzyma się rękoma za klatkę piersiową. - Pomyślałam, że napastnik dotknął pana prezydenta, albo go lekko skaleczył. Wtedy jedna z osób powiedziała, że musimy szybko zejść ze sceny - dodała.

Krzyk, płacz i histeria

- Ludzie krzyczeli i płakali, panowała ogólna histeria. Od jednego z ratowników medycznych, który był moim znajomym próbowałam się dowiedzieć, co się stało. On się do mnie nie odezwał ani słowem. Postanowiłem, że wejdę ponownie na scenę, aby zobaczyć, czy jest wszystko dobrze z panem prezydentem. Wtedy zobaczyłam dwóch funkcjonariuszy, którzy sprowadzają mordercę po schodach - mówiła Karolina M. 

W oczach mordercy był triumf

Podkreśliła, że to, co wtedy zobaczyła pamięta doskonale do dziś. 
- To wzrok mordercy. I nie zapomnę go do końca życia. Sprawca był pobudzony, ale się nie wyrywał. Jak schodził ze schodów cały czas się uśmiechał. A jak podniósł głowę, to zobaczyłam w jego oczach triumf i ekstazę - stwierdziła Karolina M. 

Paweł Adamowicz. Do 30 czerwca ma powstać opinia nt. stanu zdrowia psychicznego zabójcy prezydenta Gdańska

Świadek mówiła także o zagubionej czapce.
- Myśleliśmy, że to  jest czapka któregoś z naszych znajomych. Mój kolega Marcin ją wziął. Trzymał ją jeszcze w szpitalu. Potem okazało się, że miała to być czapka mordercy - zeznała kobieta.
 
Czy w ciągu dnia prezydenta Gdańska spotkało coś nieprzyjemnego?
Adwokat Jerzy Glanc, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych Magdaleny Adamowicz i Piotra Adamowicza, zapytał świadka, czy podczas kilku godzin poprzedzających wieczorny koncert i “światełko do nieba” prezydenta Gdańska spotkało coś przykrego na ulicy.
 
13 stycznia 2019 r. Paweł Adamowicz m.in. kwestował z puszką WOŚP na ulicy Długiej, a na dwie godziny przed wejściem na scenę brał udział w manifestacji przed sądem w Gdańsku przy ul. Nowe Ogrody w obronie niezawisłości wymiaru sprawiedliwości. 
 
- Nic nieprzyjemnego nas nie spotkało w tym dniu, a prezydent był bardzo aktywny tego dnia. Rozmawialiśmy natomiast, że podczas kampanii wyborczej na prezydenta Gdańska wylewało się dużo hejtu i była nagonka - odpowiedziała Karolina M.
 
Kobieta wyznała też, że tragedia styczniowego wieczoru całkowicie zmieniła jej życie osobiste i musiała się poddać leczeniu psychiatrycznemu. 
 
Co w pierwszej chwili pomyślał asystent prezydenta Gdańska?
Podczas poniedziałkowej rozprawy zeznawał też m.in. 25-letni Michał Wlazło (zgodził się na podanie danych personalnych - przyp. red.), asystent prezydenta Gdańska. Towarzyszył on Pawłowi Adamowiczowi w ostatnich godzinach jego życia.
 
- Pan prezydent został poproszony na scenie o wypowiedzenie kilku słów. Stałem dwa metry od niego. Zaczęło się odliczanie "światełka do nieba" i pokazy pirotechniczne. Wtedy zauważyłam, że z prawej strony nadbiega osoba, która pchnęła prezydenta. Pierwsza moja myśl była taka, że to ktoś z obsługi technicznej koncertu. I chciał odepchnąć pana prezydenta, bo pokazy pirotechniczne mogły być dla niego niebezpieczne – mówił Michał Wlazło.
Przyznał, że początkowo nikt nie wiedział, co się faktycznie stało.
- Kazano nam zejść ze sceny. Wtedy podszedłem do pana prezydenta. Siedząc trzymał się za brzuch. Wtedy zobaczyłem krew. Nie pamiętam, czy powiedziałem coś do prezydenta i czy on coś do mnie powiedział. Zacząłem wołać: “pomocy” - relacjonował świadek.

Niemoc i paraliż

Michał Wlazło dodał, że następnie skontaktował się telefonicznie z dwiema osobami z Urzędu Miejskiego w Gdańsku, w tym rzeczniczką prasową prezydenta Gdańska Magdaleną Skorupką-Kaczmarek. Próbował jeszcze zadzwonić do Aleksandry Dulkiewicz, ówczesnej zastępczyni prezydenta Pawła Adamowicza, ale nie był już w stanie tego zrobić. 
- Stało się coś, co odebrało mi czucie w ciele. Nie straciłem przytomności, ale miałem paraliż całego ciała - wyjaśnił świadek.
Stan bliskiego współpracownika prezydenta Gdańska był na tyle poważny, że został zabrany do szpitala. Opuścił go ok. godz. 2.00-3.00 w nocy. - Sprawa nie tylko mnie dużo kosztowała emocjonalnie. Chodziłem na terapię. Moje zasłabnięcie było spowodowane stresem - mówił przed sądem świadek. 

Były wcześniej pogróżki 

Michał Wlazło dodał też, że jako asystent Pawła Adamowicza miał wgląd do jego poczty elektronicznej. Przyznał, że zdarzały się maile z pogróżkami pod adresem prezydenta miasta. O pojawieniu się takich gróźb Michał Wlazło raportował od razu dyrektorowi biura prezydenta Gdańska. 
Następna rozprawa w procesie zabójcy prezydenta Gdańska zaplanowana została na 21 lipca.