Najmniej wody w historii
Od kilku tygodni mieszkańcy tłumnie odwiedzają plaże by podziwiać surowy, niemal polarny krajobraz – wielkie sople na molo, zamarzniętą Zatokę Gdańską, dryfujące kry czy torosy (wały lodowe) w Mikoszewie. Wszak takiej zimy dawno nie było.
Tymczasem Bałtyk mierzy się z dużo rzadszym zjawiskiem - historycznie niskim poziomem wody. Instytut Oceanologii PAN z Sopotu poinformował, że średnie poziomy wody są obecnie niższe od normy o około 67 cm. Ostatni odczyt poziomu wody w Bałtyku jest najniższym od początku systematycznych badań, czyli roku 1886 i oznacza ubytek wody bliski 275 km³ czyli około 275 mld ton wody!
Jako główną przyczynę tego stanu IO PAN podaje długotrwałą, stabilną sytuację baryczną, czyli rozległy i silny wyż utrzymujący się nad Bałtykiem, oraz związany z nim stały i silny wschodni wiatr, który utrzymuje się od początku stycznia i wypycha wodę z Morza Bałtyckiego przez cieśniny duńskie do Morza Północnego. Jednak w basenach półzamkniętych, takich jak Bałtyk, zmiany poziomu wody są zjawiskiem cyklicznym.
Tak niski poziom wody sprzyja zamarzaniu Bałtyku i tworzeniu się właśnie torosów, które można obecnie podziwiać w Mikoszewie.
Nadchodzi ocieplenie, w ciągu dnia nawet 9 stopni
Potencjalne ryzyko
Tak znaczne obniżenie poziomu wody może mieć wpływ na żeglugę na Bałtyku poprzez mniejsze głębokości tranzytowe i spadek zapasu głębokości pod stępką na torach podejściowych do portów, a także odsłanianie mielizn i kamienistych wypłyceń oraz większe ryzyko zejścia statków z toru.
Potencjalnie sytuacja ta może mieć też wpływ na ekosystem. W strefie brzegowej mogą występować okresowe odsłonięcia siedlisk i powodować stres dla organizmów przybrzeżnych, a także zmiany warunków żerowania ptaków oraz zmiany w cyrkulacji i mieszaniu wody w obszarach płytkich.
Potężny wlew
Jednak docelowo zjawisko to może być korzystne dla ekosystemu Bałtyku. Po ustąpieniu wyżu woda zacznie ponownie napływać z Morza Północnego przez cieśniny Bełt i Sund aż do powrotu do stanu średniego w Morzu Bałtyckim. I będzie to woda bardziej słona niż bałtycka, gęstsza i lepiej natleniona. Ze względu na większą gęstość będzie przemieszczać się po dnie i docierać do głębokich basenów, poprawiając tam warunki tlenowe.
- Taki dopływ wspiera kluczowe gatunki związane z dobrze natlenionymi siedliskami dennymi i uruchamia kaskadę zmian w całym systemie biogeochemicznym morza, m.in. w obiegu składników odżywczych – wyjaśnia dr Daniel Rak z Pracowni Oceanografii Obserwacyjnej IO PAN.
Przy sprzyjającej pogodzie wlew może być bardzo silny, dzięki czemu znacząco dotleni najgłębsze obszary morza i ograniczy zasięg stref beztlenowych. Odżywcza woda powinna zatem dotrzeć również do Głębi Gdańskiej leżącej w sąsiedztwie Zatoki Gdańskiej czyli najgłębszego miejsca w polskiej części Bałtyku. Jest to rozległa depresja o dnie głównie równinnym z maksymalną głębokością około 118 metrów. To obszar o istotnym znaczeniu dla badań środowiskowych i siedlisko organizmów morskich.
Spodziewany napływ wody może być jednym z największych wlewów obserwowanych przez IO PAN.