Człowiek, który kupił Westerplatte dla Polski. Mieczysław Jałowiecki pochowany w Gdańsku

Mieczysław Jałowiecki pewnie byłby zdumiony, gdyby usłyszał, że swój grób ostatecznie będzie miał w Gdańsku. Jego długie i dramatyczne życie tylko przez niecałe dwa lata związane było z naszym miastem. Dziś mówi się o nim: “człowiek, który kupił Westerplatte dla Polski”. Warto pamiętać, że odrodzona Ojczyzna była dla niego źródłem licznych rozczarowań. Umarł w Anglii, w roku 1962, jako przegrany życiowo emigrant. Jego prochy zostaną pochowane na gdańskim Srebrzysku - w poniedziałek, 5 grudnia.
( 27.11.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Członkowie Generalnej Delegacji Ministerstwa Aprowizacji w Gdańsku, rok 1919. Drugi od lewej - Mieczysław Jalowiecki
Członkowie Generalnej Delegacji Ministerstwa Aprowizacji w Gdańsku, rok 1919. Drugi od lewej - Mieczysław Jalowiecki
Encyklopedia Gdańska/Gedanopedia

Będzie pochowany w Gdańsku z dwóch powodów

Dlaczego akurat w Gdańsku? Chodzi o względy rodzinne. W Oliwie od czterech lat mieszka prawnuk, Andrzej Jałowiecki, który wcześniej niemal całe życie spędził Australii. Z cmentarza w Beckenham pod Londynem, sprowadzone będą prochy nie tylko Mieczysława Jałowieckiego, ale też jego drugiej żony, Zofii Anieli z Romockich Jałowieckiej.

Od kilku miesięcy zabiegało o to Muzeum II Wojny Światowej, które jest organizatorem gdańskich uroczystości pogrzebowych. Niedawno ta sama instytucja, wspólnie z IPN, pochowała na Westerplatte szczątki 10 obrońców z września 1939 roku.  

Westerplatczycy pochowani na nowym cmentarzu. Tak przebiegały uroczystości. WIDEO i ZDJĘCIA

Pogrzeb Mieczysława i Zofii Jałowieckich - szczegóły

Program uroczystości 5 grudnia 2022 jest następujący:

  • 9:00, msza święta w Bazylice św. Brygidy w Gdańsku
  • 10:30-11:00, przejazd konduktu pogrzebowego na Cmentarz Srebrzysko
  • 11:15, uroczystości pogrzebowe (przemówienia zaproszonych gości, złożenie urn do grobu, złożenie wieńców).
plansza Mieczysław Jałowiecki

Mieczysław Jałowiecki - żywot niepospolity

Niewiele wiedzielibyśmy o Mieczysławie Jałowieckim, gdyby nie jego znakomite wspomnienia. Gdy umarł 10 marca 1962 roku, w wieku 85 lat, cały jego majątek stanowiła kwota 63 funtów i kufer, w którym trzymał rzeczy najcenniejsze. Były tam historyczne dokumenty oraz szesnaście tomów wspomnień. Można złapać się za głowę, czytając kogo widział na własne oczy. Rasputin i car Mikołaj II to rosyjski etap jego życia, Piłsudski i Paderewski - etap polski, już po ucieczce z zajętej przez bolszewików Rosji. Mieczysław Jałowiecki należał do arystokracji. Drzwi najznamienitszych postaci epoki miał otwarte dzięki nazwisku i rodzinnym koneksjom. 

Pisał: „Nasza rodzina należała do Rurykowiczów, a to w Rosji znaczyło bardzo dużo. Czuliśmy się jednak Polakami, a to w Rosji bardzo przeszkadzało”. Jego ojciec był posłem do Dumy Rosyjskiej, miał wybitne zasługi jako budowniczy kolei, twórca Pierwszego Towarzystwa Kolei Podjazdowych w Rosji.

Jałowieccy spowinowaceni byli z Piłsudskimi, Wańkowiczami, Witkiewiczami. Józef Piłsudski był dla Mieczysława Jałowieckiego wujkiem, rodzona siostra - ciocią dla Witkacego.

Jedno z rond na Chełmie w roku 2015 otrzymało imię Mieczysława Jałowieckiego

Mieczysław Jałowiecki - bohater niepoprawny

Warto by te wspomnienia wydać w całości. Dysponuje nimi Andrzej Jałowiecki, prawnuk autora. Część z nich została już opracowana i opublikowana - po raz pierwszy w roku 2000, pod tytułem “Na skraju imperium”. Książka jest wydawniczym hitem, niedawno ukazało się jej VIII wydanie. Zdecydowanie zasługuje na swoją popularność - Mieczysław Jałowiecki był świetnym obserwatorem, pisał ze swadą, bez wahania obalał fałszywe świętości. Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, Ignacego Mościckiego, przedstawia jako dawnego znajomego swojej matki od 1905 roku, który był bezwzględnym karierowiczem, a na urzędzie Prezydenta RP zasłynął z nepotyzmu, życia w zbytku i rozrzutności, na jaką nie pozwoliły sobie bogata Szwecja, Dania czy Holandia.     

W tych wspomnieniach dostaje się nieźle i piłsudczykom, i endekom. Jałowiecki smagał ich bez litości - nie cierpiał intrygantów, karierowiczów i parweniuszy, od których roiło się w polityce międzywojennej Polski. 

Mieczysław Jałowiecki w 1919 roku kupił dla Polski kilka działek na Westerplatte, w 2021 został patronem szkoły

Piłsudski i Paderewski stawiają na Jałowieckiego 

Na polecenie Józefa Piłsudskiego, swojego bliskiego krewnego, został mianowany na stanowisko Generalnego Delegata Ministerstwa Aprowizacji na miasto Gdańsk. Wkrótce premier Ignacy Paderewski powierzył mu dodatkowo tajną funkcję delegata rządu polskiego w Gdańsku. Piłsudski powiedział: „Nie dogodzisz nam - czeka cię kula w łeb. Nie dogodzisz Niemcom, dostaniesz od nich kulę. Staraj się, aby ciebie jedno i drugie ominęło. To są moje instrukcje”.

Służył Polsce z wielką ofiarnością. Przez gdański port szły transporty z amerykańską pomocą dla Polski - trzeba było zadbać o ich przeładunek ze statków na pociągi. Do wyczerpanego wojną kraju pojechało 55 tysięcy wagonów kolejowych z żywnością.

Mieczysław Jałowiecki w Gdańsku był jednocześnie niejawnym delegatem polskiego rządu. Tutaj - po lewej, w gabinecie, podczas rozmowy z polskim oficerem
Mieczysław Jałowiecki w Gdańsku był jednocześnie niejawnym delegatem polskiego rządu. Tutaj - po lewej, w gabinecie, podczas rozmowy z polskim oficerem
Encyklopedia Gdańska/Gedanopedia

Westerplatte broni się jeszcze…

Misja trwała od stycznia 1919 roku. Mieczysław Jałowiecki zwrócił uwagę na znajdujący się w prywatnych rękach półwysep Westerplatte. Pojechał do Warszawy, powiedział, że kto jest właścicielem tego terenu, kontroluje port w Gdańsku. Był entuzjazm, ale i refleksja, że trzeba zrobić to dyskretnie, żeby Niemcy się nie zorientowali. Jałowiecki zaciągnął kredyt w prywatnym banku, kupił Westerplatte na nazwisko kaszubskiego znajomego o niemieckim nazwisku. Potem polski rząd odkupił półwysep, urządził tam Wojskową Składnicę Tranzytową.

Jego misja w Gdańsku skończyła się jesienią 1920 roku. Intrygi polityczne sprawiły, że miał dość - odszedł ze służby państwowej. Od 1923 r. mieszkał pod Kaliszem, gdzie gospodarował w majątku ziemskim swojej drugiej żony. Rwał sobie włosy z głowy, użerając się z tępymi piłsudczykowskimi urzędnikami. Dotyczyło to przede wszystkim prowadzonych po "bandycku" spraw podatkowych. Dyrektor, który się tego dopuszczał ("z którejś tam brygady Legionów"), dopiero po zapowiedzi, że sprawa będzie poruszona u ministra i w Sejmie, zamienił się - jak podkreślił Jałowiecki - z pewnego siebie aroganta w "szmatę".

Gdy wybuchła wojna, słyszał w radio komunikaty, że Westerplatte broni się jeszcze. Nie miał wątpliwości, jaki będzie dla Polski finał tej walki. Spakował walizki, ewakuował się z rodziną do Anglii. Miał wówczas 62 lata. Żyli bardzo skromnie, nie mieli co robić. Mieczysław Jałowiecki wziął się za spisywanie wspomnień.

Zobacz biogram Mieczysława Jałowieckiego w Gedanopedii.