MOTŁAWA. Profesor oceanologii PAN: środowisko poradzi sobie ze zrzutem ścieków

Prof. Jan Marcin Węsławski, dyrektor Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie, mówi w Radiu Gdańsk: - Decyzja o awaryjnym zrzucie do Motławy była jedyną rozsądną. Ścieki domowe to nie jest nic aż tak groźnego. Środowisko sobie z tym poradzi.  

MOTŁAWA. Profesor oceanologii PAN: środowisko poradzi sobie ze zrzutem ścieków
A
A
data publikacji: 17 maja 2018 r.
Wszelkie zanieczyszenia powinny się rozjeść w wodach Zatoki Gdańskiej. Środowisko sobie z nimi poradzi
Wszelkie zanieczyszenia powinny się rozjeść w wodach Zatoki Gdańskiej. Środowisko sobie z nimi poradzi
Dominik Paszliński

Wywiad został wyemitowany przez Radio Gdańsk w czwartek, 17 maja, w audycji "Rozmowa kontrolowana", o godz. 8.30. Całość do odsłuchania - TUTAJ

Prof. Jan Marcin Węsławski, dyrektor Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie, mówił:

Takie sytuacje jak awaryjny zrzut czasem się zdarzają. Rozumiem decyzję, którą podjął Saur Neptun Gdańsk, bo bezpieczniej jest czasem zrzucić nadmiar ścieków do rzeki, niż pozwolić, żeby to wylało się na ulice, gdzie spowodowałoby większy problem. Pewnie nie było innego wyjścia. Objętość tych ścieków jest za duża, więc nie da się tego opanować za pomocą beczkowozów. To, niestety, była jedyna rozsądna decyzja.

Te ścieki to teraz około 20 procent przepływu Motławy. Niesłychanie ważne jest teraz to, czy Motława spływa szybko, czy jest zjawisko cofki, gdy woda morska hamuje przepływ rzeki. Im szybciej ściek się rozjedzie w środowisku, tym mniejsze straty spowoduje. Ścieki same w sobie to nie jest nic strasznego: to głównie ścieki miejskie pochodzące z domów, które środowisko rozkłada. To nie są toksyny przemysłowe, ropopochodne, które na trwałe w środowisku zostają.

Taki zrzut, gdyby się gdzieś na dłużej zatrzymał, powoduje w danym miejscu spadek ilości tlenu, bo tam się błyskawicznie rozwijają bakterie, które zabierają tlen rybom. Oczywiście w takich ściekach miejskich też jest cała długa lista bakterii, ale wszystko zależy od ich koncentracji. Alarmująca koncentracja jest wtedy, gdyby to się miało zatrzymać i nie było rozpłukiwane. Ale jeśli to się rozpływa, to rozejdzie się po kościach.

Moi pracownicy zajmują się optyką morza. Ściągnęli już obraz satelitarny tych okolic, ale teraz muszą go obrobić i przeanalizować. Z tego obrazu zobaczymy, jak płynie ta woda. Ogólny kierunek prądy morskiego to jest z zachodu na wschód. Najczęściej to, co z Gdańska wypływa, płynie wzdłuż brzegu na wschód: wzdłuż Mierzei Wiślanej w stronę granicy rosyjskiej. Skażona woda powinna więc popłynąć na wschód a nie w kierunku Zatoki Puckiej.  

Skażenie mikrobiologiczne przy plażach też zależy od tego, jak mocno jest skoncentrowane. Kluczowe znów jest rozcieńczenie. Te bakterie chorobotwórcze, które trafiają ze ściekami giną w morzu z dwóch powodów: bo nie lubią zimna i soli morskiej. Słynna bakteria e.coli mniej więcej po dobie, dwóch dobach, ginie.  

Dlaczego wyniku badań wody z Motławy trwają tak długo? To są procedury analityczne. Te bakterie, które się pobrało z wody, trzeba potem wyhodować i policzyć. Parametry biologiczne wymagają czasu, szczególnie jeśli chodzi o bakterie potencjalnie niebezpieczne - trzeba je wyizolować i sprawdzić, czy to na pewno ten szczep, a nie inny. To trwa kilka dni.

 



oprac. SŁ (0)
www.gdansk.pl
oprac. SŁ (0)
www.gdansk.pl