Z dołu do góry, z góry na dół
Piłka nożna bywa przewrotna, i okrutna. Jeszcze niedawno Lechia - mimo straty pięciu punktów z powodu kary, nałożonej na początku sezonu - była na 9. miejscu w tabeli i miała nawet widoki na walkę o europejskie puchary. Legia Warszawa była wtedy z strefie spadkowej, grała tragicznie. Istniała wtedy możliwość, że w meczu Lechia - Legia to Gdańszczanie będą rozdawać karty i to oni zdecydują o utrzymaniu stołecznej ekipy w Ekstraklasie, bądź zrzucą ją do 1. ligi.
Tymczasem minęło kilka kolejek i nastąpiła zamiana miejsc: to Legia przystępowała do meczu z Lechią jako drużyna z szansą grę w Lidze Konferencji UEFA. Lechia Gdańsk natomiast walczyła o życie, potrzebując zwycięstwa (a może remisu), by utrzymać się w Ekstraklasie.
Drużyna Marka Papszuna z Łazienkowskiej na koniec sezonu odżyła, a z drużyny Johna Carvera z każdą kolejną kolejką uchodziło powietrze. Powiedzmy sobie szczerze - w ostatnich pięciu kolejkach drużyna z Gdańska grała po prostu kryptofutbol.
Do przerwy 0:1
Carver miał wszystko, co ceni: pełny stadion i mecz grany w niedzielę, a nie w poniedziałek. Do tego równiutka, świeżo ułożona murawa na boisku. Carver, syn stoczniowca z Newcastle, uważa bowiem, że piłka nożna została stworzona jako weekendowa rozrywka dla ciężko pracujących stoczniowców, górników i pracowników fabryk, aby mieli gdzie odpocząć po tygodniu zasuwania.
Styl Lechii przez większą część sezonu także był rozrywkowy - szybka, kombinacyjna gra, najwięcej bramek w Ekstraklasie - 59! Gdy Tomáš Bobček, Rifet Kapić czy Camilo Mena byli w gazie, nic nie mogło ich zatrzymać. Gdy pod koniec sezonu uszło z nich powietrze - gole były już tylko z rzutów karnych!
W niedzielę 35 tysięcy kibiców oczekiwało zwycięstwa gwarantującego utrzymanie drużynie, która zaczęła sezon od minus pięciu punktów za nieprawidłowości finansowe.
Tymczasem to Legia wyszła na prowadzenie już w 11. minucie. Po pierwszym strzale na bramkę Paulsena gola zdobył Kameruńczyk Nsame. Świetne dośrodkowanie Chodyny z prawej strony i kapitalne uderzenie głową Nsame obok bezradnego Paulsena. Piłkarz Legii miał zbyt dużo swobody w polu karnym Lechii, zaspali gdańscy obrońcy, zwłaszcza Bujar Pllana, który nie skrócił dystansu.
Legia miała drugą szansę w 32. minucie, ale Leszczyński z główki trafił tylko w słupek.
Dopiero w 45. minucie Lechia przycisnęła Legionistów. Pllana huknął zza pola karnego, ale piłkę piąstkował bramkarz Legii Otto Hindrich.
Lechia - Raków 1:2. Podróż do strefy spadkowej
ZOBACZ FOTOGALERIĘ Z MECZU:
Wróciła dobra waleczna Lechia
Po przerwie Lechia zaczęła gonić wynik.
W 48. minucie na bramkę Legii strzelał Mena, piłka odbiła się po drodze od Piątkowskiego (Legia) i potem od słupka. Było blisko.
W 56. minucie Pllanna, znów spoza pola karnego, strzelił minimalnie obok słupka Hindricha.
Lechia zaczęła grać, tak jak umie - szybko, kombinacyjnie, na wiele kontaktów. Akcje zaczęły się zazębiać. Wrócił stary, dobry styl Carvera. Legia była zagubiona. Gdańszczanom brakowało tylko ostatniego podania i celnego strzału.
W 62. minucie gola z akcji - wreszcie - strzelił Tomáš Bobček. Dostał genialne dośrodkowanie z prawego skrzydła od Meny i strzelił głową nie do obrony! To był 18 gol Słowaka w sezonie.
W 66. minucie Sezonienko miał przed sobą tylko bramkarza Legii i trafił prosto w niego. Lechia przejęła w tej fazie meczu kontrolę na boisku. W 78. minucie znów rumuński bramkarz Legii uratował swoją drużynę, gdy Bobček strzelał z ostrego kąta.
W 86. minucie drugą żółtą i w efekcie czerwoną kartkę zobaczył Ivan Zhelizko. Legia grała więc przez ostatnie minuty w przewadze.
W 89. minucie Augustyniak z Legii chwytem właściwie znanym z judo powalił na ziemię kontratakującego Menę. Bardzo niesportowe zachowanie - Mena uciekłby na lewym skrzydle obronie gości, to była bardzo groźna kontra. Doszło do ostrej szarpaniny między zawodnikami, puściły nerwy z obu stron. Ostatecznie Augustyniak zobaczył tylko żółty kartonik
Gdy wydawało się, że Lechia jeszcze coś w tym meczu może ugrać, Legia wykorzystała grę w przewadze. W 93. minucie gola dla gości strzelił Antonio Čolak (niegdyś piłkarz Lechii Gdańsk). Augustyniak wrzucił piłkę z autu w pole bramkowe Lechii. Paulsen jej nie sięgnął. W ogromnym zamieszaniu refleksem popisał się Chorwat i skierował piłkę do siatki głową.
W efekcie Legia wciąż może więc grać o Ligę Konferencji, jeśli na koniec zajmie 5. miejsce w Ekstraklasie.
Co musi się stać, żeby Lechia została
A Lechia Gdańsk - mimo przegranej z Legią - wciąż może się utrzymać w Ekstraklasie. Musi obowiązkowo wygrać mecz wyjazdowy w Niecieczy w sobotę, 23 maja, z tamtejszą Termaliką. To nie jest poza zasięgiem biało-zielonych. Trzeba wiary, siły i mocnej psychiki.
Ewentualne zwycięstwo w Niecieczy załatwi sprawę, bowiem dwaj inni rywale do utrzymania się w Ekstraklasie - Piast Gliwice i Widzew Łódź - grają bezpośredni mecz między sobą. Jeśli w tym pojedynku zwycięży Piast, albo będzie remis - to Widzew spadnie z Ekstraklasy. Wygrana Widzewa sprawi, że to Piast zostanie zdegradowany. Podkreślmy jednak: tak będzie tylko i wyłącznie pod warunkiem, że Lechia wygra w Niecieczy z tamtejszą Termaliką, która zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i już została zdegradowana do 1. Ligi.
Teoretycznie szyki mogłaby jeszcze popsuć Arka Gdynia, ale musiałaby zdobyć 6 punktów w dwóch meczach, które jej zostały - co wydaje się mało prawdopodobne, tym bardziej, że ostatni mecz Gdynianie zagrają w Częstochowie, z mocnym Rakowem.
LECHIA GDAŃSK - LEGIA WARSZAWA 1:2 (0:1)
- 0:1 Jean-Pierre Nsame 11'
- 1:1 Tomas Bobcek 63'
- 1:2 Antonio Colak 90+3'
żółte kartki: Żelizko, Bobcek (Lechia) oraz Chodyna, Augustyniak, Leszczyński (Legia)
czerwona kartka: Żelizko 86' (Lechia, za drugą żółtą)sędzia: Damian Sylwestrzak (Wrocław)
Składy:
Lechia: Alex Paulsen - Tomasz Wójtowicz, Bujar Pllana, Matej Rodin, Matus Vojtko - Camilo Mena, Rifet Kapić, Iwan Żelizko, Tomasz Neugebauer (61' Anton Carenko), Kacper Sezonienko (88' Maksym Diaczuk) - Tomas Bobcek
Legia: Otto Hindrich - Kacper Chodyna, Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Jan Leszczyński, Ruben Vinagre (61' Wojciech Urbański) - Ermal Krasniqi (61' Rafał Adamski), Juergen Elitim, Bartosz Kapustka (81' Damian Szymański), Jakub Żewłakow - Jean-Pierre Nsame (72' Antonio Colak)