Trzy Weroniki
“Podwójne życie Weroniki” to rzecz jasna impresja na temat kultowego filmu Krzysztofa Kieślowskiego. Ale żeby w pełni zrozumieć spektakl, nie trzeba go znać. To raczej dekonstrukcja życia Weroniki - jej potrójne życie. Widziane w krzywym, czy raczej popękanym zwierciadle.
To swojego rodzaju odpowiedź na pytanie, jak wyglądałoby jej życie, gdybyśmy spotkali ją już jako dojrzałą kobietę. Dojrzałą, choć jak wspomniane zwierciadło, popękaną. Miotającą się pomiędzy miłością do ukochanego a miłością do muzyki. Kobietę namiętną, choć swoją namiętnością rozdartą.
Jaki jest “Weiser” w Operze Bałtyckiej?
Weronika w interpretacji Eweliny Marciniak to nie dwie różne osoby, ale jedna i ta sama, choć w trzech różnych życiowych etapach. Weroniki młodej, pełnej wigoru i wiary w spełnienie marzeń, tej, która odniosła sukces choć zapłaciła za niego wielką cenę i dojrzałej, gorzko rewidującej życiowe wybory.
Spektakl Eweliny Marciniak to koncert (to nieprzypadkowe określenie) trzech aktorek wcielających się w Weronikę. Karoliny Kowalskiej urzekającej młodzieńczą energią, Katarzyny Dałek dającej popis w ariach operowych i Doroty Kolak, która jak zawsze, świetnie sprawdza się w roli skomplikowanej, wewnętrznie skonfliktowanej bohaterki.
W głowie Weroniki
Kolak zresztą jest niejako narratorką całej opowieści czy raczej cieniem samej siebie przyglądającym się, jak mogłoby potoczyć się życie, gdyby dokonała innych wyborów. A widz dostaje to wszystko podane przez pryzmaty: kamery, aparatu fotograficznego czy nagrody przypominającej szklaną kulę. Słowem dostaje obraz ograniczony, zniekształcony, wybiórczy.
Być może dlatego część aspektów z życia Weroniki “widać” niedostatecznie jasno, jak jej walkę z nałogiem, czy przemoc domową skrytą pod płaszczem artystycznego romansu. Być może dlatego, że wszystkie te wątki jawią się ze zniekształconej perspektywy. Ale z drugiej strony - czy w rozgorączkowanym umyśle wszystkie akcenty zawsze rozkładają się równomiernie?
Znamy zwycięzcę festiwalu filmowego All About Freedom
Ten spektakl warto zobaczyć dla aktorskiego kobiecego trio, ale nie tylko. Dla świetnie rytmicznie poprowadzonego chóru czy charakterystycznego drugiego planu - Małgorzaty Brajner jako ciotki Weroniki i Roberta Ninkiewicza, świetnego zarówno w roli dyrygenta, jak i krytyka łudząco przypominającego Bogusława Kaczyńskiego. W końcu warto dla skonfrontowania się z szaleństwem namiętności, sprytnie podbitego inscenizacyjny i zabiegami. Jakimi? Tego już trzeba przekonać się na własną rękę.