W anonimowym miejscu
Inicjatywa upamiętnienia wyszła od radnej dzielnicy Śródmieście - Doroty Szymkiewicz, która na spacerze z początku czerwca zwróciła uwagę na miejsce, gdzie kiedyś znajdował się głaz z tablicą upamiętniającą zdarzenia sprzed ponad 50 lat. Tak komentuje to radna:
Okoliczny teren jest zadbany tylko do fragmentu, gdzie Polski Hak zabudowany jest przez deweloperkę - są tam alejki, ławki, jakieś nasadzenia roślin, a dalej chaszcze i ruiny, w tym zabytkowe (Szaniec Chłopski). Źle, że przez tyle lat nic się nie zadziało w tej sprawie.
Pozytywna reakcja
Do potrzeby godnego upamiętnienia ofiar tragedii przychyla się radny Miasta Gdańska - Maximilian Kieturakis z klubu Wszystko Dla Gdańska, który wystosował interpelację do władz miasta w tej sprawie. Radny ze Śródmieścia uważa, że to ważna inicjatywa:
Uważam, że minimum, które powinno zostać wykonane niezwłocznie, to odrestaurowanie istniejącej formy upamiętnienia ofiar katastrofy. W mojej ocenie miasto powinno wziąć na siebie koszty tych prac. Nie mówimy tutaj o nowej inwestycji, lecz o przywróceniu i utrzymaniu miejsca pamięci. To kwestia szacunku dla ofiar, ich rodzin oraz historii naszego miasta.
Było 18 ofiar śmiertelnych - 50 lat temu zatonął prom na Motławie
Tragiczny splot wydarzeń
Tragedia na Motławie (1 sierpnia 1975) 1 sierpnia 1975 roku, po gwałtownym deszczu, wielu mieszkańców Gdańska wybrało darmowy prom jako alternatywę dla czasowo wstrzymanej komunikacji tramwajowej. W wyniku niefortunnego splotu zdarzeń, o stalową linę promu, rozpostartą między brzegami, zahaczył przepływający statek „Maryla” – prom został wciągnięty pod wodę i zatonął w ciągu minuty.
W katastrofie zginęło 18 osób (wśród nich 12 mieszkańców Gdańska), w tym kobieta w zaawansowanej ciąży. Uratowali się głównie ci pasażerowie, którzy znajdowali się na zewnątrz promu; zadaszona część jednostki stała się dla wielu osób śmiertelną pułapką.
Śledztwo wykazało szereg zaniedbań:
- Prom był źle skonstruowany (powstał „domowym sposobem”).
- Personel był niedoszkolony (kierownik przebywał na brzegu, pracownik obsługujący w tym czasie kurs nie posiadał wymaganych uprawnień).
- Instytucje odpowiedzialne za nadzór (GMZDiM, Kapitanat Portu) nie dopełniły swoich obowiązków.
Sprawa zakończyła się wyrokami w zawieszeniu dla kierownika promu i osoby odpowiedzialnej za nadzór.