Ostatniej doby znów sypnęło obficie śniegiem. W poniedziałek, 12 stycznia rano, widok kierowców zgarniających z aut grube czapy śniegu i samochodów buksujących w zaspach na osiedlowych parkingach był powszechny. Media obiegły alarmujące informacje o unieruchomionych autobusach szkolnych i odwołanych w niektórych gminach Pomorza lekcjach, o odśnieżających chodniki i dachy strażakach i więźniach, o odwołanych lub opóźnionych lotach. Brakowało tylko koksowników na przystankach. Czy to już zima XXI stulecia?
Ostra zima to koniec ocieplenia klimatu? Ekspert z PG odpowiada
Idzie ocieplenie znad Atlantyku
Zapytaliśmy o to profesora Mariusza Figurskiego z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska Politechniki Gdańskiej i zastępcę dyrektora ds. naukowych Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego, który prowadzi portal meteopg.pl. Jego zdaniem jest za wcześnie, by obecnej zimie nadać tytuł „zimy stulecia”.
- Ta zima narobiła nam trochę - jak to się mówi - koło pióra, zwłaszcza służbom wszelkiego rodzaju, ale w zasadzie nic szczególnego się nie działo, raptem 2-3 dni intensywniejszych opadów śniegu było. Natomiast jeżeli popatrzymy na zimy z ubiegłego wieku, chociażby pamiętny dla mnie rok 1978, bo szedłem wtedy akurat do ogólniaka, to z tego co pamiętam, wtedy zajęcia były odwołane po Nowym Roku na dwa tygodnie. Zamiast na lekcje chodziliśmy odśnieżać szkoły – mówi profesor Figurski. - No i przede wszystkim tamte zimy trwały niejednokrotnie do końca marca. A z modeli, które robię na Politechnice Gdańskiej, wynika, że już 14 stycznia będzie nas atakował niż znad Atlantyku, który przyniesie bardziej wilgotne i cieplejsze powietrze i wyprze ten wyż kontynentalny, który zalega nad Europą Środkową. I to widać dokładnie na mapach, które publikuję na portalu meteopg.pl.
Możemy się zatem spodziewać, że już za 2 dni temperatury w Polsce będą powyżej 0 stopni – w zachodniej Polsce około 3-4 stopni C, w centralnej – około zera. Na szczęście ocieplenie nie powinno być więc znaczne i gwałtowne i jest nadzieja, że śnieg nie roztopi się z dnia na dzień.
- Ma to znaczenie zarówno dla przyrody, jak i zasobów wodnych. Polska jest krajem, który ma deficyt wody, szczególnie tej podskórnej. Jeżeli śnieg będzie się wolno topił, to jest szansa, że woda tak po prostu nie spłynie, tylko wsiąknie w glebę i zasoby wodne się w jakimś stopniu odbudują - mówi ekspert.
Lodołamacze na Wiśle. To na razie patrol, a nie udrażnianie
Pamiętacie „Bestię ze Wschodu”?
Jak zauważa prof. Mariusz Figurski, jak na razie zima 2017/2018 była bardziej sroga niż obecna. Wtedy to temperatura w Warszawie była pewnego dnia niższa niż na samym Biegunie Północnym. Ale wydarzyło się to dopiero na przełomie lutego i marca 2018 roku, kiedy do Polski dotarła tzw. „Bestia ze Wschodu”, czyli lodowate powietrze znad zachodniej Rosji i Syberii. W wyniku kolizji z niżem Emma znad Atlantyku wilgoć natychmiast zamarzała, powodując potężne śnieżyce, a temperatura odczuwalna spadała wtedy w Polsce poniżej -20 stopni C.
W XXI wieku bardziej mroźne i śnieżne były także zimy w latach 2002/2003 oraz 2010/2011. Jednak i te zimy trudno porównywać do „zim stulecia” w XX wieku. Niejednoznaczne kryteria każą bowiem nazywać kilka zim tym mianem. Potocznie jest to bardzo ostra zima, podczas której temperatura powietrza wykazuje znaczne odchylenie poniżej wieloletniej normy, podobnie jak suma i natężenie opadów śniegu znacznie przekraczają wieloletnią normę, a anomalia pogodowe trwają dłużej, niż podczas przeciętnej zimy. Jednak miano zimy stulecia bywa nadawane, gdy spełnia ona nawet tylko jeden z tych kryteriów np. tylko bardzo obfite opady lub tylko bardzo srogie mrozy. Dlatego w XX wieku szczególnie zapamiętane zostały zjawiska pogodowe występujące w latach: 1928/29, 1939/40, 1962/63, 1978/79 i 1986/87.
Obecna zima (przynajmniej kalendarzowa) potrwa jeszcze ponad 2 miesiące i nie wiadomo jaką aurę one przyniosą. Może jednak zasłuży ona na honorowy tytuł „zimy XXI stulecia”?