Wałęsa o odwołanej debacie: kłamcy by mnie urządzili!

Lech Wałęsa wyjaśnia, dlaczego nie mógł zgodzić się na debatę 16 marca ze swoimi przeciwnikami w formie zaproponowanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Jednocześnie mówi, że do debaty dojdzie, ale w innej formule.

Wałęsa o odwołanej debacie: kłamcy by mnie urządzili!
A
A
data publikacji: 11 lutego 2016 r.

Lech Wałęsa w swoim biurze w ECS, 10 lutego rano, w otoczeniu dzieci: Maciek z Wrocławia i Wojtek z Gdańska.
Lech Wałęsa w swoim biurze w ECS, 10 lutego rano, w otoczeniu dzieci: Maciek z Wrocławia i Wojtek z Gdańska.
Fot. Gdansk.pl

Sebastian Łupak: Czy Pan Prezydent żałuje, że do debaty z prawicowymi historykami nie doszło?

Lech Wałęsa, legendarny lider Solidarności: - Oczywiście, że żałuję, bo bym ją wygrał. Ale ja zaproponowałem taki przebieg debaty: moi przeciwnicy mówią po osiem minut, a potem ja odpowiadam im po pięć minut każdemu. I koniec. A IPN wprowadził, że po każdym moim pięć minut, jeszcze trzy minuty każdy z nich komentuje. To oni by kłamali, kładli swoje kłamstwa na moje słowa, a ja już bym z tym nic nie zrobił. Nie mogłem tego przyjąć, bo tam w większości byli oszuści, kłamcy, i by mnie „urządzili”.

Nie dało się dogadać w tej sprawie z IPN?

- Nie dało się. Ale będzie taka debata, jednak w innym składzie. Ja przecież tego nie daruję! Organizujemy. Jest kilka koncepcji. Jedni chcą, żeby zrobić debatę z dziennikarzami, tu w ECS. Albo żeby dziennikarze chociaż pilnowali w czasie debaty z historykami porządku, żeby dało się pogadać. Zastanawiamy się, co z tym zrobić.

Po co w ogóle Panu Prezydentowi taka debata?! Przecież sąd lustracyjny w 2000 roku orzekł, że nie współpracował Pan z SB; IPN nadał Panu w 2005 roku status pokrzywdzonego, a później potwierdził, że w latach 80. bezpieka przygotowywała fałszywki, fałszowała podpisy, przygotowała grube akta na Pana. To była ciężka esbecka praca, żeby Pana skompromitować, pokłócić z ludźmi Solidarności, rzucić na Pana podejrzenia, ośmieszyć przed komitetem noblowskim...

- Jak mogłem stać na czele związku i być jednocześnie agentem?! Ja mam wszystkie wyroki, jakie w Polsce są. Sąd lustracyjny - wygrany, świadectwo IPN - wygrane. I trzecia sprawa - Krzysztof Wyszkowski wszystkie sprawy przegrał; wystąpił o kasację, też przegrał; wystąpił jeszcze raz, że ma nowe dokumenty, i też mu odrzucili. A więc wyroki są korzystne dla mnie. Bo nic takiego, jak współpraca z SB, nie miało miejsca. Problem w tym, że były wtedy, w latach 70. i 80., dwie filozofie. Pierwsza: nie rozmawiamy z ówczesną władzą, z nikim, z żadnym sekretarzem, ubekiem, żadnego dialogu. Druga - rozmawiamy, negocjujemy, tłumaczymy, dopominamy się powoli o swoje. Jak sprawy miały się toczyć, gdybym w ogóle nie rozmawiał z nimi?! A to, że rozmawiałem, negocjowałem, to moi przeciwnicy uznają, że to było agenturalne.

Historycy Cenckiewicz i Gontarczyk, oskarżający Pana Prezydenta o bycie TW „Bolek” w swojej książce, mogą teraz tryumfować, że przestraszył się Pan debaty z nimi. Bał się Pan tej konfrontacji?

- W ogóle się nie bałem! Inna sprawa, że Cenckiewicz był pracownikiem IPN, a IPN mi dał potwierdzenie, że nie byłem agentem. To jak mógł pracownik państwowy pisać przeciwko wyrokom IPN? To się nie mieści w głowie! On wie, że jest przegrany. Musi przegrać, bo nie może pracownik państwowy być przeciwko własnym instytucjom, przeciwko prawomocnym wyrokom sądowym. Mógł pisać w swojej książce „wydaje mi się…”, „w świetle tych dokumentów być może...”, ale nie mógł pisać przesądzająco. A on mówi przesądzająco. Więc jest z góry przegrany. Tylko że po co mu to wszystko?!

Historycy mają prawo do badania dokumentów i wyciągania wniosków, byle robili to uczciwie i rzetelnie. Pozwie Pan IPN, jak zapowiedział?

- Chcę iść do sądu, żeby dojść do prawdy, bo z IPN nie dało się porozumieć w sprawie tej debaty. Więc chcę, żeby IPN pokazał, co ma, a ja pokażę, co ja mam, i niech to sąd rozstrzygnie. IPN będzie stroną, ale nie przeciwko, tylko w celu wyjaśnienia. Nie wiem, czy sąd się na to zgodzi, ale chyba tak. Będę musiał o tym porozmawiać jeszcze z prawnikami.

Pana przeciwnicy mówią też, że od dawna miał Pan zaplanowany na 16 marca wykład w Chile, więc i tak tego dnia nie mogłaby się odbyć ta debata w IPN, i Pan o tym dobrze od dawna wiedział...

- Nie! Gdybym wiedział, że debata będzie dogadana, wtedy bym to Chile jeszcze odwołał. Mogłem się wcześniej wymigać, pozwoliliby mi przesunąć termin. Ale jak nie ma debaty, to jadę do Chile.






Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
wcześniejsza wiadomość
Osowa. Dawny dworzec przejdzie we władanie mieszkańców!
późniejsza wiadomość
Ferie w Pomorskiem. Milion od miasta na zajęcia w Gdańsku