Prof. Widacki, pełnomocnik Lecha Wałęsy: - Pod ekspertyzą grafologów Instytutu Sehna podpisało się dwóch doktorów chemii. To budzi wątpliwości

- Kwestia współpracy Lecha Wałęsy z SB wydaje się bezdyskusyjna - powiedział prezes IPN Jarosław Szarek. Tymczasem pełnomocnik Lecha Wałęsy, prof. Jan Widacki, wydaje się być odmiennego zdania: - Sprawa procesowo nie jest zamknięta. Każda ekspertyza podlega bowiem ocenie.

Prof. Widacki, pełnomocnik Lecha Wałęsy: - Pod ekspertyzą grafologów Instytutu Sehna podpisało się dwóch doktorów chemii. To budzi wątpliwości
A
A
data publikacji: 08 lutego 2017 r.

Lech Wałęsa w otoczeniu dziennikarzy po konferencji prasowej w ECS, 7 lutego 2017
Lech Wałęsa w otoczeniu dziennikarzy po konferencji prasowej w ECS, 7 lutego 2017
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

31 stycznia 2017 roku prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek, powołując się na opinię biegłych z krakowskiego Instytutu Sehna stwierdził, że nie ma już wątpliwości, że Lech Wałęsa to TW Bolek, że współpracował z SB, pisał donosy i brał za nie pieniądze. 

- Kwestia współpracy Lecha Wałęsy z SB wydaje się bezdyskusyjna - powiedział wtedy prezes IPN.

- Lech Wałęsa w roku 1970 pisał jednym pociągnięciem pióra pojedyncze litery, a nie całe słowa. Przedstawimy więc naszą opinię. Zrobią ją eksperci od pisma ręcznego, a nie chemicy, którzy podpisani są pod opinią biegłych z Instytutu Sehna - mówi z kolei profesor Jan Widacki, pełnomocnik Lecha Wałęsy.


Sebastian Łupak: Dostał Pan właśnie opinię biegłych z Instytutu Sehna z zakresu badania pisma ręcznego Lecha Wałęsy. Czy coś wzbudza Pana wątpliwości?

Prof. Jan Widacki: - Opinię oglądałem dziś, w środę, 8 lutego. Pod opinią biegłych podpisanych jest dwóch doktorów chemii. Oni są mi nieznani jako grafolodzy. Nie wiem, może teraz zajmują się pismem? Ja sprawdzałem publikacje jednego z nich, bo drugiego jeszcze nie znalazłem, i on się zajmował środkami kryjącymi, identyfikacją atramentów, past długopisowych, a nie pismem ręcznym. W każdym razie nie są to osoby, które miałyby jakiś liczący się dorobek w zakresie ekspertyzy pisma.

Czy to, że są doktorami chemii, może jakoś dyskwalifikować ich opinię?

- Może nie dyskwalifikuje, bo może się okazać, że jest jakiś genialny samouk, który świetnie zrobi opinię. Ale jest to sygnał. Dlaczego to robili chemicy, skoro w Polsce jest wielu kwalifikowanych ekspertów pisma o liczącym się dorobku, z cenzusem akademickim, którzy stopnie naukowe robili z tego zakresu. Ci panowie robili doktoraty z chemii. Ja nie przesądzam o trafności ich opinii, bo to trzeba dopiero wszystko zbadać dokładnie, a to jest ogromna opinia na 236 stron, ale to pierwszy sygnał, że nie są to ludzie o znaczącym dorobku w zakresie ekspertyzy pisma.

Czy zrobicie swoją kontr-ekspertyzę?

- Ja bym w tej chwili nie chciał tego ujawniać, ale z całą pewnością w najwyżej kwalifikowanej placówce zbadają to dla nas specjaliści o niekwestionowanym dorobku naukowym w zakresie ekspertyzy pisma ręcznego.

Prezes IPN Jan Szarek powiedział, że sprawa jest bezdyskusyjna i zamknięta: Wałęsa pisał donosy i brał pieniądze. Czy sprawa rzeczywiście jest zamknięta?

-  Sprawa procesowo nie jest zamknięta. Kiedy jest złożona ekspertyza, podlega ona ocenie zarówno organu procesowego, czyli prokuratury, jak i ocenie stron, czyli naszej też. Mamy prawo zgłosić zastrzeżenia do tej opinii, mamy prawo zgłosić wniosek o przesłuchanie biegłych w naszej obecności. Mamy prawo wnosić o powołanie innych biegłych. No więc pan Szarek, jak wypowiada się w sprawach procesu, to dobrze by było, żeby się kogoś zapytał, jak to w procesie jest. Kodeks postępowania karnego mówi, że jak wpływa opinia, to jeszcze nie jest przesądzone, bo ona podlega ocenie, jak każdy inny dowód. A ta ocena nie była jeszcze wykonana procesowo. Opinia pana Szarka, i jego ocena, jest dla tego procesu bez znaczenia, bez względu na to, jak pan Szarek sam siebie wysoko ceni.

Co wiemy o charakterze pisma Lecha Wałęsy?

- Ogólnie, między rokiem 1970 a latami 90. uległo ono ewolucji w sposób naturalny. Mamy do czynienia nie tylko z upływem czasu, ale też ze zmianą zajęcia. W roku 1970 Wałęsa był prostym robotnikiem po szkole podstawowej, czy zawodowej, i specjalnie dużo ręcznie nie pisał, bo i nie miał powodu. Natomiast po tym, jak został przewodniczącym związku, a potem prezydentem, to jako prezydent podpisał setki dokumentów, nominacji, gratulacji. Musiał sobie czynić zapiski, coś tam notować, więc jego pismo podlegało naturalnemu procesowi wyrabiana się. Jego dzisiejsze pismo jest zupełnie niepodobne do tego z lat 70.

A jeśli chodzi o indywidualne podpisy z tzw. teczki Kiszczaka, na przykład to słynne “Lech Wałęsa - Bolek” pod zobowiązaniem współpracy? Czy już macie jakieś wątpliwości?

- Wyjaśnię: w kryminalistyce mamy pojęcie impulsu. Impuls to jest fragment tekstu, który jest napisany za pomocą jednego pociągnięcia pióra czy innego środka pisarskiego. Więc impuls literowy jest wtedy, gdy ktoś potrafi za jednym pociągnięciem pióra napisać całą literę. Impuls sylabowy, jak sylabę. Impuls wyrazowy, jak cały krótki wyraz. To jest miara stopnia wyrobienia pisma. Więc Wałęsa z całą pewnością pisał w roku 1970 impulsem literowym, na co są dokumenty, niewątpliwe jego rękopisy z roku 1970. Wałęsa nie potrafił wtedy napisać jednym pociągnięciem więcej niż jedną literę. A jak popatrzymy na to zobowiązanie do współpracy, to ono jest podpisane impulsem sylabowo-wyrazowym, czyli to jest dwie klasy wyżej. Więc już to budzi wątpliwości! Na razie możemy powiedzieć tylko tyle, że Instytut Ekspertyz Sądowych wykonał zleconą mu ekspertyzę. Ocena ekspertyzy należy do organu procesowego, ale zanim ten organ, czyli prokuratura, dokona tej oceny, musi wysłuchać też strony. Myśmy się do tego nie odnieśli, bo nie mieliśmy okazji, bo to wczoraj [wtorek, 7 lutego - red.] do nas przyszło. Musimy mieć czas, żeby się do tego odnieść w sposób fachowy. Trochę czasu potrzebujemy.

Jak wiarygodna jest grafologia w procesie sądowym?

- Badania porównawcze pisma ręcznego dostarczają dowodu, który jest przyjmowany przez sądy. Z tym, że w naukach sądowych, w rozumieniu forensic sciences - jak np. medycyna sądowa, czy toksykologia sądowa - taka ekspertyza z badań identyfikacyjnych pisma ręcznego jest traktowana jako ekspertyza dostarczająca dowodu tolerowanego. To nie jest dowód naukowy! Dowód tolerowany jest oceniany przez sąd, natomiast nie jest to dowód taki, jak na przykład badania DNA, gdzie jest znana wartość diagnostyczna. Liczymy, jak często zdarzają się pomyłki w tych ekspertyzach. Z doświadczenia wiemy, że w sprawach sądowych zwykle nie poprzestaje się na jednej opinii, zwykle są dwie, a jeśli są sprzeczne, to są trzy opinie, bo sprzeczność między opiniami bardzo często się zdarza. I to dobrze wiedzą sędziowie, którzy orzekają i wiedzą to też adwokaci. Przy ekspertyzie pismoznawczej z reguły jest więcej niż jedna opinia.



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora