Prof. Machcewicz w Sopocie: - MIIWŚ stało się karykaturą; przybudówką jednej partii

Prof. Paweł Machcewicz, pierwszy dyrektor MIIWŚ w Gdańsku, i autor książki “Muzeum”, spotkał się z czytelniczkami i czytelnikami w poniedziałek, 11 grudnia, w UM w Sopocie. - Nie da się budować tożsamości narodu poprzez narzucenie jednej, partyjnej wizji historii. - powiedział Machcewicz.

Prof. Machcewicz w Sopocie: - MIIWŚ stało się karykaturą; przybudówką jednej partii
A
A
data publikacji: 11 grudnia 2017 r.

Prof. Paweł Machcewicz w Sopocie prezentuje swoją książkę 'Muzeum'
Prof. Paweł Machcewicz w Sopocie prezentuje swoją książkę 'Muzeum'
Mateusz Ochocki/KFP

Machcewicz jest świeżo po powrocie ze stypendium naukowego w Berlinie. Pod jego nieobecność półtora tygodnia temu do drzwi jego warszawskiego mieszkania zapukali agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), próbując ustalić, czy podejrzany mieszka tam, gdzie mieszka.

Prokuratura w Gdańsku prowadzi bowiem śledztwo z udziałem agentów CBA, mające ustalić, czy prof. Machcewicz działał na szkodę instytucji, którą wymyślił i zbudował. Doniesienie na Machcewicza złożył obecny dyrektor MIIWŚ dr Karol Nawrocki.

W czasie spotkania z publicznością w Sopocie Machcewicz opowiadał o swojej poniedziałkowej wizycie w gdańskiej prokuraturze okręgowej:

- Przesłuchanie dotyczyło kwestii umowy o współpracy między MIIWŚ a Gdańskiem w sprawie Westerplatte. Przesłuchanie trwało trzy godziny. Odbywało się w rzeczowej atmosferze. Jestem objęty tajemnicą śledztwa. Jest dla mnie zaskakujące, że to śledztwo zostało w ogóle wszczęte po doniesieniu dyrektora Nawrockiego. Nie było żadnej szkody. Cała ta sytuacja jest dla mnie zadziwiająca. Jeszcze bardziej byłem zdziwiony wizytą agentów CBA u mnie w domu. Odebrałem wezwanie do prokuratury w przewidzianym terminie, w dniu, w którym wróciłem do Polski. Mam w tej sprawie status świadka. Mam nadzieję, że nie będzie żadnego dalszego ciągu.

Machcewicz, pytany przez prowadzącego spotkanie Lecha Parella (prezes portalu gdansk.pl), czy wciąż warto iść do MIIWŚ, mimo, że zostało ono przejęte przez PiS, powiedział: - Sytuacja jest nieco schizofreniczna. Jest oczywiste, kto to muzeum stworzył. Nowy dyrektor, Karol Nawrocki, poddaje wystawę miażdżącej krytyce, więc jest to zabawna sytuacja. Ale ja się cieszę z każdej osoby, która to muzeum zwiedza. Nadal warto do niego iść. Może to są ostatnie miesiące, kiedy warto do MIIWŚ iść. Stworzył je zespół pracujący osiem lat nad tą wystawą. Niestety, pewne rzeczy są usuwane. Najważniejsza zmiana to usunięcie filmu, który był końcowym przesłaniem wystawy. To zmiana drastyczna. Widziałem nowy film; to było przykre uczucie, pewnego wręcz gwałtu na naszej pracy.


Jak, zdaniem Machcewicza, wygląda przyszłość MIIWŚ?

Machcewicz: - MIIWŚ stało się przybudówką jednej partii. My mieliśmy sieć międzynarodowych kontaktów z najpoważniejszymi muzeami na świecie, organizowaliśmy debaty z udziałem najważniejszych intelektualistów świata, wydawaliśmy ważne książki. Teraz to jest karykatura tego, co stworzyliśmy. Ale wystawa wciąż jest. Ja, Marszalec, Majewski i Wnuk [czyli byli dyrektorzy - red.] przygotowujemy pozew na gruncie prawa autorskich. Ta wystawa jest utworem, dziełem. To jest wszystko oparte na scenariuszu, nad którym pracowaliśmy osiem lat. O tym będą rozstrzygały sądy. Mam nadzieję, że wciąż niezawisłe. Nie wiem, jaki będzie wyrok. Ale musimy to zrobić, to jest naszym obowiązkiem. Jeśli teraz nie będzie szansy na przywrócenie dawnej wystawy, to przecież kiedyś taka szansa w końcu będzie. Trzeba wyrazić nasz moralny i prawny sprzeciw przeciwko niszczeniu wystawy. W imię polskiej kultury i historii musimy to zrobić. Nam, jako twórcom, pozostaje walka do końca.


Jak można porównać MIIWŚ z Muzeum Powstania Warszawskiego?

Machcewicz: - My cały czas jesteśmy wpychani i konfrontowani z Muzeum Powstania Warszawskiego, a przecież nasze muzeum nie powstało w opozycji do Muzeum Powstania. My staraliśmy się stworzyć coś oryginalnego. Jedna z różnic jest taka, że Muzeum Powstania Warszawskiego daje odpowiedzi, a nie skłania do zadawania pytań. Muzeum Powstania to nie jest przestrzeń, gdzie zwiedzający zastanawia się, co ma sam myśleć. Tam są podane gotowe prawdy. A nasze muzeum jest przestrzenią dialogu, żeby samemu poszukiwać odpowiedzi na fundamentalne pytania. To są bardzo różne muzea.


Machcewicz wpisuje dedykacje dla czytelników
Machcewicz wpisuje dedykacje dla czytelników
Mateusz Ochocki/KFP

Co były dyrektor MIIWŚ sądzi o tzw. polityce historycznej PiS?

- W każdym państwie władze prowadzą politykę historyczną, politykę pamięci. Ale moja wizja polityki pamięci jest taka, że to powinna być sfera pluralistyczna. Dobrze, żeby istniały różne muzea, bo Polacy różnią się swoimi wizjami przeszłości. Nie ma jednego obrazu historii, nie ma jednego polskiego punktu widzenia i dobrze byłoby móc te wizje porównywać. Nie da się budować tożsamości narodu poprzez narzucenie jednej, partyjnej wizji historii. Jeśli chcemy sami siebie pytać, co znaczy być Polką i Polakiem, to historia musi być miejscem debaty, sporu, a jedna narzucona wizja PiS nie będzie służyła pogłębianiu tożsamości narodowej.


Pytany o zarzuty PiS, jakoby tworzył MIIWŚ na zamówienie Niemców, Berlina czy Angeli Merkel, Machcewicz powiedział:

- To jest niedorzeczne, uwłaczające twórcom i darczyńcom, to jest sprzeczne z faktami. Było dokładnie odwrotnie: jednym z powodów powstania MIIWŚ była właśnie chęć przeciwstawienia się trendom w Niemczech, które kładły nacisk na niemieckie wypędzenia i przesiedlenia. My chcieliśmy stworzyć muzeum, które opowie od początku, skąd się te niemieckie przesiedlenia wzięły.


Dlaczego mimo, że wcześniej pracowali w IPN i zajmowali się m.in. żołnierzami wyklętymi, Machcewicz i Marszalec stali się w końcu wrogami PiS?

- Nasze poglądy się nie zmieniły, ale w tym czasie nastąpił radykalny dryf Polski w prawą stronę. Ja nie identyfikowałem się ani z prawicą i lewicą. Ja wcześniej byłem zwolennikiem otwarcia archiwów SB i krytykowałem Jana Tomasza Grossa za jego książkę “Sąsiedzi”. Ale dyskusji z PiS nie było. Były ataki i fundamentalne odrzucenie naszego pomysłu. Zarzucano nam, że chcemy “dezintegrować naród polski”, co powiedział sam Jarosław Kaczyński. Był atak, że działamy “na zlecenie Brukseli i Berlina”. Trudno rzeczowo z tym dyskutować. Mogliśmy albo skapitulować, przeprosić za ten “niewydarzony antypolski pomysł” i się rozejść, albo bronić naszej wizji. My tworzyliśmy wszystko przejrzyście, prosiliśmy o ekspertyzy, dyskutowaliśmy o kształcie wystawy w sposób rzeczowy. Dwa stałe wątki ataków dotyczyły tego, że po pierwsze pokazujemy doświadczenie innych narodów, a nie tylko Polaków oraz że jest to muzeum za mało militarne. Uważałem jednak, że najlepiej będzie wytłumaczyć obcokrajowcom specyfikę polskiego doświadczenia poprzez porównanie np. okupacji Polski i okupacji Danii. Co do zarzutu, że muzeum skupia się na cywilach: wśród ofiar wojny w Polsce ponad pięć milionów to cywile, a 300 tysięcy żołnierze. Jeśli ten zamysł budzi sprzeciw PiS, to jest to dowód lekceważenia wojennego doświadczenia większości polskiego społeczeństwa. Na tej wystawie polskie wątki są najważniejsze i jest ich najwięcej.


Kiedy zdaniem Machcewicza powinny się pojawić zmiany wystawy głównej?

- Już po kilku miesiącach od otwarcia zazwyczaj koryguje się błędy w podpisach, literówki, pomylone zdjęcia. Natomiast na duże zmiany merytoryczne jest za wcześnie. Dam przykład: Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie powstało w 1993 roku. Mamy 2017 rok i obejrzało je ponad 40 mln widzów i dopiero teraz zaczęły się przymiarki do zmiany, do poszerzenia go o perspektywę sprawców. To jest powolna ewolucja. Tymczasem w MIIWŚ już - zaraz po otwarciu - niszczy się pracę polskich i zagranicznych historyków, i nie daje się widzom szansy zobaczenia wystawy i wypowiedzenia się na jej temat.



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora