PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE
Zmarł Leon Stobiecki, stoczniowiec ze Stogów, który pomógł zrobić Sierpień
Zmarł Leon Stobiecki, stoczniowiec ze Stogów, który pomógł zrobić Sierpień
Zasłużony weteran Sierpnia, który nigdy nie pchał się do kariery i zaszczytów, ani na afisz. Życiorys miał taki, że gdyby się postarał, w wolnej Polsce poszedł by do Sejmu, na posła. Pozostał skromnym robotnikiem. W czwartek, 9 maja 2019 r. zmarł Leon Stobiecki.
Leon Stobiecki - gdańszczanin, jeden z tysięcy możliwa była rewolucja Solidarności
Leon Stobiecki - gdańszczanin, jeden z tysięcy możliwa była rewolucja Solidarności
fot. Wojciech Stróżyk/KFP Kosycarz

 

Leon Stobiecki przez większość swojego dorosłego życia mieszkał w bloku przy ul. Szpaki na Stogach. Od lat był na emeryturze, kilka miesięcy temu wszczepiono mu rozrusznik serca. Zmarł w wieku 86 lat.

Był jednym z tych robotników, którzy mieli swój udział w rewolucji "Solidarności". Skromny i odważny.

Pięć lat temu, w wywiadzie dla Gazety Wyborczej mówił: "Wszystko jest za mną, niczego nie żałuję. To, co moje, to satysfakcja, że ja prosty robotnik poznałem wielu ciekawych, wykształconych ludzi. Naprawdę mądrych. Czułem moralną zapłatę, że tacy ludzie rozmawiają z takim prostakiem jak ja. To mi dawało satysfakcję. Raz przywitała się ze mną pani prezydentowa Bushowa. Ucałowałem jej dłoń. Uśmiechnęła się. Osiem lat temu prezydent Lech Kaczyński przyznał mi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Może to głupie, że mnie cieszą takie rzeczy, ale mimo wszystko miałem niezwykłe życie".

Pochodził z Sulejowa k. Piotrkowa Trybunalskiego, jako młody chłopak krótko po wojnie przyjechał do Gdańska za pracą. Ukończył szkoły i kursy rzemieślnicze, został ślusarzem, a następnie specjalistą od naprawy maszyn.

W 1970 r. pracował w Gdańskiej Stoczni Remontowej, wszedł w skład Komitetu Strajkowego, uczestniczył w protestach robotniczych. Jeden z robotników wydłubał śrubokrętem kamienną kostkę z ulicznego bruku, potem następne - Stobiecki stał obok, zaczął z innymi rzucać tymi kamieniami w milicjantów. Był uczestnikiem i naocznym świadkiem tragedii Grudnia, widział postrzelonych przez milicję i wojsko uczestnikow protestu, a także zwłoki jednego z robotników, rozjechane przez czołg.

Komuniści chcieli odzyskać twarz po masakrze na Wybrzeżu. W styczniu 1971 r. Stobieckiego zaproszono do delegacji na spotkanie z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem, w sprawie uwolnienia zatrzymanych podczas demonstracji kolegów. Udało się, ludzi wypuszczono. Czerwoni chcieli z niego zrobić aktywistę PZPR, ale się nie dał w to wciągnąć. "Komuna mnie wkurzała" - mówił. 

Od 1977 r. był działaczem Wolnych Związków Zawodowych. Należał do wąskiego kręgu współpracowników współpracownik Lecha Wałęsy, na Stogach mieszkali w tej samej okolicy. Pomagał w przygotowaniach do strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., był konstruktorem powielaczy do drukowania ulotek, a także sprężynowej "wyrzutni ulotek", działał też jako drukarz i kolporter m.in. „Robotnika Wybrzeża”. Wiele akcji prowadził wspólnie z Wałęsą i miał do niego żal, że ten potem nawet nie wspomniał o nim i dwóch innych kolegach w żadnej ze swoich książek. W Sierpniu Stobiecki zorganizował strajk w Stoczni Marynarki Wojennej, gdzie pracował od 1976 r.

Aresztowano go zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, internowano w Strzebielinku, gdzie przebywał do grudnia 1982. Po powrocie na wolność, został pobity przed domem przez tzw. "nieznanych sprawców", którzy odchodząc zasugerowali mu, żeby dał sobie spokój z polityką i zaczął spokojnie żyć.

Już w wolnej Polsce stawał się coraz wyraźniejszym przeciwnikiem Lecha Wałęsy, wspierał swoim nazwiskiem działania lustratorów.

W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" mówił też: "Ja na Polskę nigdy nie będę narzekał, to moja druga matka jest, która mnie karmi. Wielu działaczy >>Solidarności<< to dziś ludzie starzy i schorowani, potrzebują pomocy od państwa, ale wciąż jej nie mają. Nie tak dawno w Sejmie jakaś posłanka chrzaniła, że nic się im nie należy, bo obalali komunę z własnej woli. Gdybym stał obok tej głupiej posłanki to bym ją w dupę kopnął. Ja sam nie mogę się czuć oszukany".

 

 

oprac. RDwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl