PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

O Wyspie Sobieszewskiej opowiadają jej mieszkańcy. W książce "Wyspa wspomnień" 

O Wyspie Sobieszewskiej opowiadają jej mieszkańcy. W książce "Wyspa wspomnień" 
"Wyspa wspomnień. Osobiste historie mieszkańców Wyspy Sobieszewskiej" to trzydzieści oryginalnych i fascynujących autoportretów mieszkańców Wyspy Sobieszewskiej, Polaków i Niemców, żyjących w różnych epokach, których Waldemar Nocny - literat, historyk, samorządowiec, pedagog i mieszkaniec Świbna - zachęcił do opowiedzenia o sobie, o losach swoich rodzin i miejsca, w którym żyli.
Waldemar Nocny, historyk, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, były wiceprezydent Gdańska (w latach 2002–2005) i nauczyciel, autor wielu pozycji literackich jest pomysłodawcą powstania zbioru wspomnień mieszkańców Wyspy Sobieszewskiej. Jest również autorem jednego z rozdziałów
Waldemar Nocny, historyk, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, były wiceprezydent Gdańska (w latach 2002–2005) i nauczyciel, autor wielu pozycji literackich jest pomysłodawcą powstania zbioru wspomnień mieszkańców Wyspy Sobieszewskiej. Jest również autorem jednego z rozdziałów
mat. prywatne

 

Na 125 urodziny Wyspy Sobieszewskiej. Poznajmy jej mieszkańców w książce “Wyspa wspomnień”

 

Anna Umięcka: - Według jakiego klucza dobierał pan, jako redaktor, współautorów książki? 

Waldemar Nocny: - Napisałem już sporo książek na temat Gdańska, Wyspy i Mierzei, także historycznych, ale brakowało mi spojrzenia uczestników tego momentu w historii, którym się zajmuję i który mnie fascynuje. Interesowały mnie relacje osób, które przeżyły ten czas, są otwarte i gotowe rzucić na papier swoje wspomnienia - to był punkt wyjścia.

Osoby, które poprosiłem o napisanie wspomnień miały na początku wiele obaw i wątpliwości. Niewiary, czy mają coś ciekawego do powiedzenia. Ale dały się ostatecznie przekonać, chociaż nie wszystkie. Zwróciłem się do, co najmniej, 60 osób. W rezultacie autorów książki jest 30. Wśród nich jestem również i ja, i moja małżonka, która towarzyszy mi we wszystkich moich historycznych i literackich peregrynacjach. 

 

W książce poznamy relacje starszych mieszkańców Wyspy?

- Starałem się zaprosić do współpracy osoby w różnym wieku i ze wszystkich głównych miejscowości na Wyspie. Bardzo mi również zależało na tym, aby wypowiedzieli się ci mieszkańcy wyspy, którzy dzisiaj są w Niemczech. Oni się tutaj urodzili, w tych samych miejscach, może nie w tych samych domach, ale po sąsiedzku. Udało mi się zdobyć cztery takie, dość obszerne, wspomnienia. Trzy osoby pochodziły z Górek, jedna ze Świbna. Każda z rodzin zajmowała się czymś innym, ale ich przeżycia wydały mi się bardzo interesujące.

Kiedy czytałem te wspomnienia po raz pierwszy, byłem wręcz zaszokowany ich znakomitą pamięcią. Niektóre z tych osób są przecież już bardzo dojrzałe. Prawie wszystkich poznałem, niektórzy nawet mnie odwiedzili i była okazja, aby porozmawiać o dawnych i współczesnych problemach Wyspy. 

Jeden z nich, rybak Herbert Klassen przyjechał do Gdańska w ubiegłym roku. Mój ojciec też był rybakiem, obie rodziny tu pracowały i żyły z rybołówstwa, chociaż w innej epoce. Herbert ma ponad 90-lat, ale jest w świetnej formie intelektualnej i fizycznej. Może rybołówstwo tak mu służy? [śmiech].

Bardzo jestem też zadowolony z kontaktu z Jolą Michalowski, która znakomicie mówi po polsku, aż trudno się zorientować, że jest obywatelką Niemiec. Ona urodziła się w 1952 roku. Chodziła na Wyspie do szkoły i mieszkała tu do 1964 roku. Przyjaźnimy się od lat. Istotne było dla mnie, jak dziecko pochodzenia niemieckiego odbierało tamtą rzeczywistość - niełatwą dla Polaków, ale szczególnie dla Niemców. Opisała to bardzo pięknie. Jeszcze przed laty, podczas jednego ze spotkań, zasugerowałem jej, żeby zajęła się historią swojej rodziny. I rzeczywiście, przyjeżdżając do Gdańska, szukała w gdańskich archiwach i ustaliła genealogię rodziny aż do początku XVI wieku. W książce została ona ujęta.

Te cztery pierwsze wspomnienia niemieckie, wprowadzają nas w atmosferę kolejnych wspomnień i pewną nową rzeczywistość. Bo oni opisują, jak odjechali z Wyspy. Kolejni autorzy albo tu się urodzili, albo przyjechali, jak mój ojciec z Anglii.

Najstarsi autorzy mają ponad 90 lat i pamiętają dobrze lata 40. i początek 50 lat XX wieku. A to już rzadkość.

 

Wyspa Sobieszewska, port w Świbnie. Tak wyglądał w 1954 roku
Wyspa Sobieszewska, port w Świbnie. Tak wyglądała w 1954 roku
mat. prywatne

 

Jak zapamiętali tę powojenną rzeczywistość? Większość ich rodaków musiała się wyprowadzić. To było pewnie trudne.

- Rzeczywiście, w połowie 1946 roku już prawie wszyscy mieszkańcy niemieccy wyjechali z Wyspy. Exodus był wymuszony. Zostało ich niewielu, głównie rybaków, którzy byli w pewnym zawieszeniu - byli “wyreklamowani” na określony czas. Tak to wtedy nazywano. Ponieważ byli znakomitymi fachowcami, a ci którzy przejeżdżali z Polski na Wyspę nie mieli pojęcia o rybołówstwie, zdecydowano, i bardzo słusznie, żeby część ich zostawić, wraz z rodzinami w Polsce. Ich zadaniem było nauczyć polskich rybaków fachu. I tak też się stało. Tylko rzecz w tym, że kiedy ludzie pracują razem, “na wodzie”, to woda łączy. Kiedy nadchodzi niebezpieczeństwo, to nie ma znaczenia czy to Polak, czy Niemiec - trzeba ratować kolegę. I w związku z tym, część z nich już została na Wyspie na zawsze. Koło mojego rodzinnego domu mieszkała taka rodzina niemiecka.

 

Nie było napięć?

- Atmosfera była normalna. Łączyła wszystkich ciężka praca, niebezpieczeństwo, lodowata woda. Mój ojciec wstawał do pracy prawie codziennie o 12 w nocy. To spowodowało, że ludzie bardzo się ze sobą zżyli. Nie było uprzedzeń. Nie pamiętam tu atmosfery wrogości, raczej wzajemną życzliwość. Od niemieckich sąsiadów nauczyłem się wielu rzeczy. Imponowali mi skrzętnością, pracowitością, czystością. Te domy zawsze były zadbane i do dnia dzisiejszego trzymam się tego. Wszystko ma być dobrze zrobione.

 

Gdańsk czyta! Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w czasie pandemii działa online

“Intencją jej powstania była potrzeba ukazania przełomowego momentu w historii tej części Gdańska, z prawie całkowitą wymianą ludności i co za tym idzie spotkania się odmiennych kultur, różnego poziomu gospodarowania, ciągłą walką z przyrodą, na końcu zaś z dominującą rolą polityki nad życiem prywatnym, szczególnie dokuczliwą w strefie nadgranicznej - pisze we wstępie do Wyspy wspomnień  Waldemar Nocny
“Intencją jej powstania była potrzeba ukazania przełomowego momentu w historii tej części Gdańska, z prawie całkowitą wymianą ludności i co za tym idzie spotkania się odmiennych kultur, różnego poziomu gospodarowania, ciągłą walką z przyrodą, na końcu zaś z dominującą rolą polityki nad życiem prywatnym - pisze we wstępie do książki Waldemar Nocny
Mat. pras.

 

A polscy autorzy, co zapamiętali z tamtych czasów?

- Polacy tutaj przybyli. Niektórzy urodzili się podczas wojny, część tuż po wojnie, a moje pokolenie lat 50., pamięta Wyspę od połowy tych lat. Moje wspomnienie zatytułowałem “Początek”, ponieważ był to początek życia i postrzegania tej rzeczywistości. A ona była skromna, powojenna, prosta. Miała swoje dobre, ale i złe strony. Zakończyłem wspomnienie zdaniem: “Zakochałem się w historii”. Ta fascynacja spowodowała, że ukończyłem historię na Uniwersytecie Gdańskim i zajmuję się nią do dziś.

Późniejszych autorów dobierałem świadomie i poprosiłem konkretne osoby, aby napisały, chociaż króciutko. Ponieważ miały to być wspomnienia od czasów powojennych do czasów nam współczesnych, do realizacji projektów europejskich, jak to ująłem we wstępie do książki. 

 

Dlaczego? 

- Ponieważ one czerpią już z pewnych doświadczeń europejskich. Tak jak Marek Hartman, profesor Uniwersytetu Morskiego, który opisał jak można ogrzewać w nietypowy sposób dom zbudowany poza miastem. W nietypowy nawet dla Wyspy, bo ona jest podmokłym terenem.



Port w Świbnie, początek lat 50. XX wieku. Na zdjęciu Łódź SPI-71, na której pływał Stanisław Nocny (pośrodku), ojciec Waldemara, wraz z dwoma szwagrami. Tworzyli rodzinną załogę i łowili w Przekopie Wisły i w Zatoce Gdańskiej
Port w Świbnie, początek lat 50. XX wieku. Na zdjęciu Łódź SPI-71, na której pływał Stanisław Nocny (pośrodku), ojciec Waldemara, wraz z dwoma szwagrami. Tworzyli rodzinną załogę i łowili w Przekopie Wisły i w Zatoce Gdańskiej
mat. prywatne Waldemar Nocny


Czym zaskoczyli Pana autorzy?

- Dla mnie szalenie interesujące i bardzo ważne było wspomnienie pani Kariny Jarzyńskiej, córki znanej rzeźbiarki. Ona opisała życie najmłodszego pokolenia - jak postrzega Wyspę i tę rzeczywistość. Nazwała swoją opowieść “Dzieci z fluorozą tańczą w Fosterówce”. W książce jest nawet jedno zdjęcie ilustrujące tytuł. To bardzo ciekawy punku widzenia. W książce wypowiada się też mieszkanka Łodzi, która przyjeżdża na Wyspę od lat na wakacje. Byłem ciekawy, dlaczego jest wierna temu miejscu. Okazuje się, że przyjechała tu po raz pierwszy jako nastolatka, w latach 60. do ośrodka wypoczynkowego. Zafascynowała ją przyroda, tu również poznała swojego przyszłego męża. Mają tu teraz domek letniskowy, a z niego 15 minut spacerem nad morze.

Niemalże w ostatnim momencie spisane zostało też wspomnienie Bogdana Wręczyckiego, znanego artysty, długoletniego dziekana malarstwa na ASP w Gdańsku. Bogdan zmarł niedawno, nie z powodu epidemii, chociaż epidemia przyczyniła się do jego śmierci. Nie mógł pojechać na leczenie do Warszawy. On opisał wczesne lata 40. i początek lat 50. To niepowtarzalna część tej historii, bo ja nie miałem z tego okresu żadnych dokumentów.

 

A opowieść Pańskiej żony była zaskakująca? Dowiedział się Pan czegoś o sobie?

- O tak, opisała jakie miała problemy ze swoim małżonkiem, który nie wiedział, czym ma się zająć w życiu [śmiech]. Jej wspomnienie zatytułowane jest “Z różowego kocyka” - bo na nim podjęliśmy ważną decyzję - na temat mojej przyszłości. I nie pomyliliśmy się. Chociaż zajmowałem się trochę polityką, ale ostatecznie wolałem się zająć pisaniem i drukowaniem. Ja już mam swoje i lata i kiedy patrzę do tyłu, myślę: “Dobrze, że wybraliśmy taką drogę”. Mam satysfakcję, że godziwie żyłem, i nie zmarnowałem tych lat.

Spis treści - Wyspa wspomnień
Spis treści książki "Wyspa wspomnień"
mat. pras.

 

Książka niestety nie mogła mieć premiery w wyznaczonym czasie, ale czy udało się Panu poznać już jakieś reakcje?

- Osoby które otrzymały książkę dziękowały mi i opowiadały, że nie mogły się oderwać. Czytały całą noc, wspomnienie po wspomnieniu i były zafascynowane. Zobaczyły życie wokół z zupełnie innej perspektywy, opisane w innych stylach, przez różne osoby. Mam satysfakcję, że to się udało.

 

Premiera książki “Wyspa wspomnień. Osobiste historie mieszkańców Wyspy Sobieszewskiej" miała się odbyć 26 marca i być jednym w elementów obchodów 125-lecia Wyspy Sobieszewskiej. Pandemia unieważniła terminy, ale książka powstała i czeka na swoich czytelników.

Anna Umięckawww.gdansk.planna.umiecka@gdansk.pl
Anna Umięcka - najnowsze
Anna Umięckawww.gdansk.planna.umiecka@gdansk.pl
Anna Umięcka - najnowsze