Mediacje zamiast bójki po lekcjach. To możliwe?

Złośliwy wpis rówieśników na Facebooku boli. Niesprawiedliwa ocena w dzienniku też. Ktoś kogoś popchnie na korytarzu, ktoś inny kogoś obrazi. Zarzewie konfliktu szkolnego gotowe. Kłócą się między sobą i uczniowie, i nauczyciele. Albo rodzice z nauczycielami. A nauczyciele... z dyrekcją szkoły. Każdy broni swojego zdania. Węzeł wydaje się nie do rozsupłania. Wtedy może pomóc już tylko mediacja.

Mediacje zamiast bójki po lekcjach. To możliwe?
A
A
data publikacji: 14 października 2015 r.

Porozumienie w sprawie współpracy samorządu Gdańska z Polskim Centrum Mediacji podpisano w jednej z sal Sądu Okręgowego.
Porozumienie w sprawie współpracy samorządu Gdańska z Polskim Centrum Mediacji podpisano w jednej z sal Sądu Okręgowego.
Kamila Grzenkowska

13 października 2015 r. w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyło się wiele rozpraw, a także... podpisano porozumienie w sprawie dalszej współpracy samorządu Gdańska z Polskim Centrum Mediacji. Dalszej, bo to współdziałanie, z pierwszymi sukcesami, trwa już rok. Jego celem jest wprowadzanie i promowanie pokojowej metody rozwiązywania konfliktów we wszystkich miejskich szkołach, a pierwszym owocem – Centrum Mediacji Szkolnej i Rówieśniczej w Zespole Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 33 w Gdańsku. Działają tu: punkt informacyjno-konsultacyjny, centrum szkoleniowe i ośrodek mediacyjny.

W szkole to dziś konieczność

Osobą, która ma pomóc w załagodzeniu, a najlepiej zakończeniu sporu, może zostać każdy nauczyciel, a także koleżanka czy kolega ze szkolnej ławki. Jak dotąd, specjaliści z PCM przeszkolili dyrektorów wszystkich gdańskich szkół.

Iwona Klein, dyrektor Zespołu Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 33, uważa, że mediacje są bardzo potrzebne już na etapie szkolnym: – To właśnie tutaj pojawia się bardzo dużo różnych konfliktów. Przemoc fizyczna, cyberprzemoc w internecie, także na Facebooku. Szkoła nie ma już narzędzi, by nad tym w pełni zapanować. Kiedyś świat był inny.

Dyrektor Klein podkreśla, że jest bardzo ważne, by uczyć młodych ludzi, że można rozwiązywać problemy inaczej niż agresją czy kłótnią. Jej zdaniem, okoliczności, w których dochodzi do konfliktu wśród młodzieży, zawsze wyglądają tak samo. – Skłócone osoby gromadzą wokół siebie tych, którzy je popierają. Tworzą się dwie zwalczające się nawzajem grupy, które, co gorsza, umawiają się na bójki poza szkołą. Młodzież bardzo rzadko w takich sytuacjach idzie do dorosłych – nie chcą być „konfidentami”, w ich mniemaniu byłaby to zdrada.

W zespole szkół nr 33 zaczyna się to jednak od kilku miesięcy zmieniać – właśnie za sprawą pracującego tam mediatora.

Mediator potrzebny i uczniowi, i nauczycielowi

– Jeżeli uczymy młodych ludzi dyskusji, rozmowy i rozwiązywania problemów na drodze mediacyjnej, zaczynają wyzbywać się dotychczasowych zachowań. Obserwuję to u siebie w szkole. Ten styl rozwiązywania sporów sprawił, że wiemy o wszystkim, co się u nas dzieje. Młodzież przychodzi do nauczycieli albo do mediatorki, która z nami współpracuje. Mówią: „Proszę pani, tam się dzieje coś złego”. Dziś wiedzą, że robią coś ważnego, że to nie ma nic wspólnego ze „sprzedawaniem” kolegów – mówi Iwona Klein.

Mediacje szkolne obejmują nie tylko młodych ludzi. Konflikty nie są rzadkością wśród samych nauczycieli, a także na linii nauczyciele – dyrekcja czy rodzice – nauczyciele. Dyrektor Klein zdradza, że do mediatora zgłosili się nawet rodzice ze swoim dzieckiem. Dorośli mieli problem, nie mogli się porozumieć z dorastającym nastolatkiem. Lecz w szkole pojawiają się również tzw. rodzice roszczeniowi, mający pretensję do nauczyciela np. o to, że niesprawiedliwie ich zdaniem potraktował ich dziecko na sprawdzianie. Z kolei nauczyciele nie mogą się czasem dogadać co do promocji czy oceny zachowania danego ucznia. Bywa, że jedni nie dostrzegają starań i wysiłku młodego człowieka, które widzą inni, i wówczas dochodzi do tarć. W takich przypadkach potrzebna jest osoba, która obiektywnie spojrzy na sprawę.

Może Polacy przestaną się „zabijać”?

– Mam nadzieję, że ten program za kilka, kilkanaście lat przyniesie taki efekt, że będziemy umieli rozmawiać na argumenty, że będziemy się pięknie różnić, a niekoniecznie od razu „zabijać” – mówił podczas uroczystego podpisania porozumienia z PCM wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk.

Wiceprezydent stwierdził, że przeszkoleni w zakresie mediacji nauczyciele stoją przed szansą – o ile połkną bakcyla mediacji – znalezienia się na sądowej liście mediatorów. Mogliby wówczas w profesjonalny sposób zająć się rozwiązywaniem sporów. Jest jeszcze jedna ważna rzecz w tym popieranym przez samorząd projekcie. – To podnoszenie wiedzy i świadomości prawnej – zauważył wiceprezydent Kowalczuk. – Dzisiaj widzimy, że każdy, kto funkcjonuje w przestrzeni publicznej, powinien wiedzieć jak najwięcej, by móc się samemu obronić, choćby przed oszustami.

Mediacje mogą też być szansą na uniknięcie wielu rozpraw sądowych, głównie w trybie cywilnym. To jeden z powodów, z których patronat honorowy nad projektem objął Sąd Okręgowy w Gdańsku.

– Mamy nadzieję, że być może mediacja rówieśnicza posłuży do tego, że będziemy mieli za kilka-kilkanaście lat osoby, które będą specjalizowały się w mediacji i zawodowo zajmą się rozwiązywaniem sporów gospodarczych, cywilnych, rodzinnych czy innych, które docierają do sądów. Ranga mediatorów już wzrasta – zauważył sędzia Przemysław Banasik, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl
kamila.grzenkowska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl
kamila.grzenkowska@gdansk.pl
więcej tekstów autora