PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Jak koronawirus zmienia życie w szkolnej wspólnocie: studium trzech gdańskich przypadków

Jak koronawirus zmienia życie w szkolnej wspólnocie: studium trzech gdańskich przypadków
Co dzieje się, kiedy dyrektor szkoły otrzymuje informację, że uczeń lub nauczyciel jest zakażony wirusem covid-19? Trzy dyrektorki gdańskich szkół, które przeszły tę niecodzienną sytuację, podzieliły się z nami swoimi doświadczeniami.
Koniec roku szkolnego 2019/20 w jednej z gdańskich szkół średnich. Początek kolejnego wyglądał tak samo....
Koniec roku szkolnego 2019/20 w jednej z gdańskich szkół średnich. Początek kolejnego wyglądał tak samo....
fot. Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

 

Od 1 września br. powiatowi inspektorzy sanitarni wydali 58 opinii o zdalnym bądź hybrydowym nauczaniu w gdańskich szkołach. Obecnie w szkołach samorządowych w naszym mieście (stan na 14 października) zdalne nauczanie obowiązuje w dwóch placówkach, w 12 zajęcia prowadzone są w formie hybrydowej. Zakażenie wirusem covid-19 stwierdzono u 21 uczniów i 34 nauczycieli; 1148 uczniów i 77 nauczycieli przebywa na kwarantannie. Pracownicy administracji i obsługi - 8 ma potwierdzone zakażenie, 14 jest na kwarantannie, rodzice uczniów - odpowiednio 126 i 701. 

Do tego doliczyć należy szkoły niesamorządowe (dane na 15 października), w których wirus covid-19 potwierdzono u 4 uczniów (143 na kwarantannie) i 6 nauczycieli (11 na kwarantannie) oraz 11 pracowników administracji i obsługi - na kwarantannie.

Tyle liczby, które wraz z wprowadzeniem na terenie Gdańska czerwonej strefy i nauczania zdalnego dla szkół średnich (decyzją rządu z 15 października), stracą pewnie nieco na dynamice wzrostu.

 

 

Za statystykami stoją historie konkretnych placówek i decyzje ich dyrektorów. Poprosiliśmy dyrektorki trzech gdańskich szkół, w których wystąpiły potwierdzone zakażenia wirusem Sars-CoV-2, by podzieliły się swoim doświadczeniem z tej niecodziennej sytuacji. Nie podajemy nazwisk naszych rozmówczyń, ani numerów szkół - nie ma to znaczenia, bo zakażenie może pojawić się w każdej.

 

Pusty korytarz w jednej z gdańskich szkół, zdjęcie wykonano w czasie lock-downu, ale w sytuacji gdy szkoła przechodzi w tryb nauczania zdalnego, wyglądałby tak samo
Pusty korytarz w jednej z gdańskich szkół, zdjęcie wykonano w czasie lock-downu, ale w sytuacji gdy szkoła przechodzi w tryb nauczania zdalnego, wyglądałby tak samo
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 

Szkoła A - pozostają słowa pocieszenia

Pierwszy przypadek odbiera się najbardziej emocjonalnie. Jest to moment, w którym sprawdza się, czy zadziałają procedury postępowania w przypadku pojawienia się pozytywnego wyniku w którejś z grup: uczniów, nauczycieli i innych pracowników oraz rodziców.

Zadzwoniła do mnie matka dwóch naszych uczniów (z dwóch klas), że ma dodatni wynik testu. Jeden z nich był już wtedy w domu, drugi był na lekcji. Razem z pielęgniarką, ubrane w fartuchy, rękawiczki, hełmy i maseczki, przyszłyśmy do jego klasy. Chłopak ode mnie dowiedział się, że mama jest chora i przeżył to bardzo emocjonalnie. Zaprowadziłyśmy go do izolatorium i obserwowałyśmy z dużej odległości w oczekiwaniu na przyjazd jego ojca, który dość szybko się pojawił.

Wynik ucznia był pozytywny, ale szczęśliwie nie zaraził nikogo z klasy i szkoły. Jego brat nie zachorował. Utwierdziłam się w przekonaniu, że przygotowany scenariusz sprawdza się. Następny przypadek poszedł już “przetartą ścieżką”, podeszłam do niego z poczuciem większej pewności i spokoju, ale i tak jest to trudny moment. Dziecko, nasz uczeń, jest w wyjątkowej sytuacji, ale nie można go przytulić, pozostają słowa pocieszenia, ten dystans, kiedy tak bardzo chce się okazać uczniowi serdeczną pomoc, jest ciężki. 

Klasa zakażonego ucznia była na kwarantannie, nauka odbywała się zdalnie. Nauczyciele pracowali w szkole, a tych, którzy mieli styczność z chorym uczniem, we wtorek (informacja o pozytywnym teście ucznia nadeszła w piątek, w poprzednim tygodniu - red.) poddano testom. Wszystkie wyniki były negatywne, nie byli na kwarantannie.

W drugim przypadku również zachorował uczeń, jego matka zadzwoniła do wychowawczyni i wtedy mieliśmy już zdalne nauczanie dla wszystkich. Zbyt wielu nauczycieli przeszło na kwarantannę, na to nałożyły się inne choroby kilku innych pracowników. Przy braku jednej czwartej kadry groził nam paraliż. W niedzielę wieczorem dostaliśmy oficjalną decyzję o przyznaniu nauczania zdalnego (ustnie dzień wcześniej), wysłałam e-maile do wszystkich nauczycieli i rodziców (platforma GPE doskonale się sprawdza!), a w poniedziałek od godziny 7.30 rozpoczęliśmy pracę w trybie online. Nauczycielom należy się szacunek, że tak szybko potrafią się przestawić. 

 

Od marca do czerwca wszystkie szkoły w Polsce i w Gdańsku przećwiczyły dobrze nauczanie zdalne, a hasło Teams nie jest obce chyba żadnemu uczniowi czy nauczycielowi
Od marca do czerwca wszystkie szkoły w Polsce i w Gdańsku przećwiczyły dobrze nauczanie zdalne, a hasło Teams nie jest obce chyba żadnemu uczniowi czy nauczycielowi
fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

 

To co mniej mi się podoba, to że za drugim razem nauczyciele nie mieli już badań z końcem kwarantanny - wszyscy się dobrze czuli, ale 100 proc. pewności nie mieliśmy. Tym bardziej, że w tej grupie były osoby, które pracują ze wszystkimi klasami - tak jest w przypadku przedmiotów jednogodzinnych - to “idealni kandydaci” do rozprzestrzeniania wirusa.

Kładziemy duży nacisk na szybki przepływ informacji. Rodziców i uczniów, których może dotyczyć zakażenie, informujemy o zaistniałej sytuacji od razu, zanim zapadną oficjalne decyzje, żeby zapobiec domysłom i przygotować ich na ewentualne zmiany. Nauczyciele mają obowiązek sprawdzania swoich skrzynek mailowych przez cały tydzień. 

Obecnie uczeń jednej z klas przebywa na kwarantannie, ponieważ jego matka jest zakażona. Dopóki nie wiemy, czy chłopak jest chory, nie mamy podstaw, by posłać pozostałych uczniów i nauczycieli na kwarantannę, ale rodzice młodzieży z tej klasy wiedzą o tym. Do nich należy decyzja, czy będą posyłać swoje dziecko do szkoły, mają wybór, bo mają świadomość.

O zaistniałej sytuacji niezwłocznie poinformowałam także organ prowadzący (Wydział Rozwoju Społecznego UMG - red.), przedstawiając decyzję, jaką bym podjęła. W obu przypadkach poparli mnie, co jest dla mnie niezwykle ważne.

Brakuje mi możliwości podejmowania samodzielnych decyzji, żebym w porozumieniu z sanepidem, w określonych przypadkach, mogła reagować według własnych przekonań. Inspektor sanitarny decyzję o wprowadzeniu kwarantanny i opinie o zmianie trybu nauczania podejmuje na podstawie wywiadów ze wszystkimi osobami, które miały styczność z osobą zakażoną, a to trwa. Mieliśmy szczęście, że w obu przypadkach informacja o pozytywnym wyniku testu dotarła do nas w piątek, był więc czas, by się przygotować. 

Dyrektor najlepiej wie, jakiego stopnia zagrożenie występuje i jaki rodzaj nauczania powinno się stosować. Ja najchętniej przeszłabym na hybrydowy system nauczania. Mamy zestaw przeznaczony do tej formy nauki, wszyscy nauczyciele są przeszkoleni.

Duże znaczenie mają warunki techniczne szkoły. U nas są wąskie korytarze (oczywiście maseczki w tej przestrzeni są obowiązkowe) i dopóki jest ciepło, uczniowie spędzają przerwy na dworze, ale jak zrobi się zimno? W klasach uczniowie siedzą blisko siebie, oczywiście mogliby zakrywać usta i nosy, ale jak wysiedzieć osiem godzin w maseczce? Sama prowadzę lekcję w maseczce i jest to bardzo uciążliwe.

Mam świadomość, że nie do końca znamy sytuację, w której na co dzień jesteśmy, nie czujemy się bezpiecznie, testowanie powinno odbywać się w większym zakresie. 

 

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
fot. pixabay.com

 

Szkoła B - to zostanie ze mną do końca moich dni

Kiedy dowiedziałam 24 sierpnia, że jeden z uczniów z wakacyjnego oddziału przedszkolnego jest na kwarantannie, od razu skontaktowałam się z organem prowadzącym i sanepidem. Uspokajali mnie, że skoro dziecko jest na kwarantannie, na razie żadnych działań nie podejmujemy. Pozostałe dzieci (w sumie było ich pięcioro) przychodziły dalej na zajęcia. Cztery dni później okazało się, że nauczyciel, który pracował w tym oddziale przedszkolnym, ma pozytywny wynik testu. Od 20 sierpnia był na urlopie, ale ponieważ źle się poczuł, miał wykonany wymaz w kierunku koronawirusa.

Sanepid poprosił o listę osób, z którymi chory miał styczność, nie podjęto decyzji o kwarantannie, lecz o ograniczeniu kontaktów między pracownikami (to była końcówka wakacji, większości personelu nie było na terenie placówki).

Rok szkolny się rozpoczął, bo sanepid mi na to pozwolił, choć byłam zaniepokojona sytuacją zakażenia nauczyciela. Jeszcze w przededniu upewniałam się, czy może odbyć się stacjonarna inauguracja. Odbyła się, w takim samym reżimie, jak we wszystkich szkołach: w salach lekcyjnych, dwie klasy wchodziły do szkoły co pół godziny, korzystając z odrębnych wejść. Ja, ani wicedyrektor nie kontaktowałam się z dziećmi, ponieważ miałam krótkotrwały kontakt z zakażonym nauczycielem, ale byłam w szkole 1 września. Tego samego dnia wzięłam urlop na cztery dni, ponieważ zmarła moja siostra. Jeden z portali napisał wtedy, że dyrektora nie było w szkole, nie pytając nawet o przyczyny mojej nieobecności... A ja podjęłam wszystkie niezbędne działania, mimo swej żałoby i bólu.

Kiedy 1 września okazało się, że także u malucha z kwarantanny wynik testu był pozytywny, wystąpiłam o opinię w sprawie nauczania hybrydowego, ponieważ dziecko nie miało styczności z innymi uczniami, a piątka dzieci, które były z nim w wakacyjnej grupie, nie brała już udziału w rozpoczęciu roku szkolnego. Jako jedyna chyba szkoła otrzymałam pozytywną opinię dotyczącą nauczania na cały miesiąc (do 30 września).

Kiedy więc 6 września dowiedziałam się, że jeden z rodziców, w innej klasie, czeka na wykonanie testu, od razu cztery klasy równoległe do tej przeszły na naukę zdalną. Trwało to dwa dni, wrócili do szkoły, bo okazało się, że test rodzica był ujemny. Na razie, odpukać, jest spokój. 

Ponieważ wówczas miałam aktualną decyzję o nauczaniu hybrydowym, wprowadziłam je zapobiegawczo, chociaż nie było do tego podstaw prawnych. Jestem człowiekiem bardzo odpowiedzialnym, w sytuacji osobistej tragedii, która mnie spotkała, podołałam. Jeśli ktoś powierza mi zdrowie i życie dzieci, muszę stanąć na wysokości zadania. Najpierw są dzieciaki, bo za nie odpowiadam. Trauma tego doświadczenia zostanie ze mną jednak do końca moich dni.

 

Póki jest ciepło lub w miarę ciepło i nie pada, uczniowie spędzają przerwy najczęściej na dworze, ale co będzie gdy przyjdą prawdziwe chłody?
Póki jest ciepło lub w miarę ciepło i nie pada, uczniowie spędzają przerwy najczęściej na dworze, ale co będzie gdy przyjdą prawdziwe chłody?
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl



Szkoła C - martwi nas zupełnie coś innego

Zadzwoniła do nas mama uczennicy i powiedziała, że jest chora, a jej córka została skierowana na test. Okazało się, że wynik jest pozytywny. Podobna sytuacja była z kolejną uczennicą, też otrzymała wynik pozytywny, zakażenie także wyniknęło z ogniska w rodzinie i także od kilku dni była już na kwarantannie.

Uczniowie z tych klas zostali objęci kwarantanną, ponieważ mieli bezpośredni kontakt z osobą zakażoną. Zgodnie z procedurą zgłosiłam się do sanepidu w sprawie opinii dotyczącej zdalnego nauczania w tych klasach. Opinia była pozytywna, a Miasto wyraziło zgodę. To stało się bardzo szybko, rozegrało się między godziną 8 a 16 jednego dnia.

Nauczyciele nie zostali wysłani na kwarantannę. Jedna z zakażonych uczennic bardzo długo nie przychodziła już do szkoły, raz przyszła tylko na klasówkę, miała więc kontakt z wąską grupą nauczycieli. Warunki w naszej szkole są dobre - korytarze i sale są bardzo przestronne, młodzież spędza przerwy na terenie przed budynkiem. Widocznie uznano, że nie ma potrzeby obejmować kwarantanną nauczycieli.. 

Poszło więc w miarę gładko. Problem byłby wtedy, gdybym musiała w ciągu dnia odesłać np. 20 nauczycieli na kwarantannę, nie byłabym w stanie zorganizować wtedy żadnych zajęć w szkole. Bo jak zrobić 20 zastępstw? To jest po prostu niemożliwe. 

Procedury w szkołach znamy już od dawna, wszystkie placówki mają już za sobą egzaminy zewnętrzne w reżimie sanitarnym. Wtedy już zostały napisane procedury, młodzież, pracownicy i nauczyciele zostali wdrożeni, a środki higieniczne zabezpieczone. Edukację online także ćwiczyliśmy już przecież od marca do czerwca. W tej chwili trzeba po prostu być gotowym na różne wydarzenia. 

Martwi nas zupełnie co innego. Przez kilka miesięcy nie było szkoły, za chwilę nie wiadomo w ogóle co będzie. Jeśli ma się powtórzyć to, co się wydarzyło w marcu, to okaże się, że dzieci w ciągu dwóch lat nauki nie będą mieć normalnej edukacji, a skutki braku tej tradycyjnej edukacji są poważne. Tu nawet nie chodzi o to, że dzieci mniej umieją, ale to bardzo źle działa na ich stan psychiczny. Jest dużo niepokojących stanów i zachowań, dzieci są przerażone, nie radzą sobie. Jest przecież bardzo wiele rzeczy, których powinny się nauczyć, a czasu jest coraz mniej. 

 

Od czasu wybuchu pandemii każde wejście do szkoły `wita` dozownikiem płynu dezynfekcyjnego. Korzystać mają z niego osoby dorosłe i młodzież szkół średnich
Od czasu wybuchu pandemii każde wejście do szkoły `wita` dozownikiem płynu dezynfekcyjnego. Korzystać mają z niego osoby dorosłe i młodzież szkół średnich
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 

Lekcje online niosą za sobą mnóstwo zaległości, bo edukacja zdalna nie jest dobrą edukacją. W tym temacie jako nauczyciele jesteśmy samotni, ponieważ nie słychać, by cokolwiek robiono z podstawami programowymi, które są przeładowane - były już w normalnych warunkach. Kompetencje kształcone online wymagają, najprościej mówiąc, innych treści. To, że nie ma dyskusji na ten temat, nie znaczy, że to nie jest ważne. Można to przemilczeć, ale z wielu grzechów, grzech zaniedbania jest najcięższy i zemści się. To będzie narastać, a brak dobrej edukacji będzie miał duże społeczne reperkusje. Nie chodzi o to, że uczniowie nie będą umieli rozwiązywać zadań z dwoma niewiadomymi, tylko o to, że to jest pokolenie, które nie będzie umiało myśleć krytycznie. Nie ma za bardzo wiedzy o tym, jak funkcjonuje świat, czym jest społeczeństwo globalne. Owszem, korzystają ze zdobyczy globalnych technologii, ale nie rozumieją na czym to wszystko polega. A kiedy z nimi o tym rozmawiać? Szkoła ma przeładowane podstawy i koncentruje się na zupełnie czymś innym. Trzeba pilnie odchudzić podstawy programowe, wyrzucić pewne rzeczy, które do niczego nie są potrzebne. 


Murem za dyrektorami szkół

Piotr Kowalczuk zastępca prezydenta Gdańska ds. edukacji i usług społecznych podkreśla, że Miasto, jako organ prowadzący samorządowych placówek, zawsze stoi po stronie dyrektorów szkół w sytuacji, gdy dojdzie do zakażenia koronawirusem w społeczności szkolnej i popiera proponowane przez nich decyzje (jeśli sanepid wesprze je pozytywną opinią).

- We wrześniu wnioskowaliśmy do władz sanitarnych województwa o wprowadzenie nauczania hybrydowego we wszystkich szkołach w Gdańsku, ale nie otrzymaliśmy zgody, sanepid na tym szczeblu nie ma takich uprawnień. W zeszłym tygodniu z kolei prezydent Aleksandra Dulkiewicz w liście do ministra edukacji zaapelowała o zwiększenie uprawnień dla dyrektorów szkół, by mogli szybko reagować w sytuacji zakażenia, bez konieczności czekania na opinie inspektorów sanitarnych  - mówi Piotr Kowalczuk. - Codziennie docierają do nas informacje o kolejnych przypadkach zakażeń i kwarantann w placówkach edukacyjnych, statystyki szybują w górę.

 

Piotr Kowalczuk zastępca prezydent Gdańska ds. edukacji i usług społecznych
Piotr Kowalczuk zastępca prezydent Gdańska ds. edukacji i usług społecznych
fot. Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

 

 

Zdaniem prezydenta, wprowadzenie w Gdańsku czerwonej strefy, ogłoszone 15 października przez premiera Mateusza Morawieckiego, zmniejszy jeszcze “pojemność” transportu publicznego, przez co nauczyciele, którzy z niego korzystają, mogą nie zdążyć dojechać rano do pracy.

- Część nauczycieli mogłaby prowadzić lekcje z domu, część ze szkoły. Decyzje powinni podejmować dyrektorzy, żeby planowali sobie pracę tak, jak im jest wygodnie, a nie jak im ktoś narzuca - dodaje. - Zdarza się, że opiniom sanepidu brakuje logiki: w jednej szkole wyłączono z nauki stacjonarnej piątkę dzieci w jednej klasie, a w innej, w identycznej sytuacji, także przy jednym zakażeniu - do domu posłano wszystkie klasy IV - VIII.

Pandemia już teraz dezorganizuje pracę wielu szkół (w jednej na kwarantannie było równocześnie 27 nauczycieli).

-Tu nie chodzi tylko zapewnienie opieki i ciągłość nauki dla uczniów, ale i o bezpieczeństwo epidemiczne. Jeśli nie testuje się regularnie nauczycieli, a w tym gronie są tacy, którzy wypełniają swój etat w kilku szkołach (np. nauczyciel muzyki), można sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli taki zakażony pedagog będzie kursował między nimi - podkreśla Piotr Kowalczuk. - Dobrze, że w czerwonej strefie wyłączono z nauczania stacjonarnego szkoły średnie i wyższe. To odciąży w pewnym stopniu komunikację miejską. Młodsi uczniowie mają szkołę najczęściej w promieniu 3 km od domu i docierają do niej pieszo, a młodzież korzysta z transportu publicznego, jeżdżąc nie tylko do szkół na terenie Gdańska, ale także Sopotu, czy Gdyni. 

SZKOŁA A SANEPID. PYTANIA DO WOJEWÓDZKIEJ STACJI SANITARNO - EPIDEMIOLOGICZNEJ W GDAŃSKU

Odpowiada Anna Obuchowska z-ca dyrektora WSSE w Gdańsku i rzecznik prasowy instytucji

Jakie czynniki dotyczące sytuacji zakażenia w szkole brane są pod uwagę przy wydawaniu opinii dotyczącej nauczania zdalnego/hybrydowego przez inspektorów PSSE?
Opinia pozytywna wydawana jest w sytuacji, jeśli we wniosku dyrektora szkoły występuje informacja o potwierdzonych zakażeniach SARS-CoV-2 na terenie placówki, co wiąże się ze zwiększonym ryzykiem epidemicznym.

W jakiej sytuacji opiniują Państwo w kierunku nauczania zdalnego, a w jakiej – hybrydowego?
Opinie wydawane są na podstawie wniosków składanych przez dyrektorów, którzy zawierają w nich prośbę o pozytywne zaopiniowanie zmiany tryby nauczania na wskazany przez nich. To dyrektor szkoły, zgodnie z prawem, odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo uczniów, jak i za organizację pracy w szkole.

Jak długo trwa obecnie kwarantanna – czy w społeczności szkolnej trwa tyle samo, co w innych przypadkach?
Kwarantanna nakładana przez inspekcję sanitarną trwa zawsze 10 dni. Czas kwarantanny liczony jest od dnia następnego po dniu, w którym nastąpił ostatni kontakt z osobą, u której wykryto zakażenie.

Uczeń przebywa na kwarantannie z powodu ogniska stwierdzonego w rodzinie, nauczyciel miał styczność z zakażonym uczniem i także przebywa na kwarantannie. Czy w takiej sytuacji osoby te poddawane są testom na obecność covid-19, czy po prostu „odsiadują” kwarantannę i wracają do szkoły?
Obecnie osoby bezobjawowe pozostające w kwarantannie nie są testowane. Wynika to ze zmiany przepisów, które weszły w życie od 2 września 2020 roku (Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 1 września 2020 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji, izolacji lub izolacji w warunkach domowych oraz obowiązku kwarantanny lub nadzoru epidemiologicznego).

 

 

Izabela Białawww.gdansk.plizabela.biala@gdansk.pl
Izabela Biała - najnowsze
Izabela Białawww.gdansk.plizabela.biala@gdansk.pl
Izabela Biała - najnowsze