PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Alfabet gdański i ceramiczne stemple - wytrop artystyczne ślady w przestrzeni miasta

Alfabet gdański i ceramiczne stemple - wytrop artystyczne ślady w przestrzeni miasta
Dwie gdańskie artystki niezależnie od siebie zwróciły uwagę na potencjał artystyczny tkwiący w chodnikowych ubytkach. Każda z nich na swój sposób. Na Placu Wałowym w najbliższy weekend (26 i 27 czerwca) w ramach akcji MIASTO, WRACAM każdy będzie mógł zostawić swój ceramiczny stempel w chodniku.
Fragment Alfabetu gdańskiego przed osadzeniem w bruku
Fragment Alfabetu gdańskiego przed osadzeniem w bruku
Fot. Maja Tybel

 

Alfabet gdański

Przechodząc ulicami Śródmieścia i patrząc uważnie na chodnikowy bruk, natknąć się można na jedną z liter “Alfabetu gdańskiego” Eugenii Tynny. W wybranych miejscach, w których brakowało kamiennej brukowej kostki, artystka umieściła pojedyncze mosiężne litery wtopione w kostkę lastryko. Skąd się wzięły? 

- W trakcie pandemii zgłosił się do mnie Instytut Kultury Miejskiej z propozycją udziału w projekcie “Sekrety”. To był koniec ubiegłego roku, czas przesytu wydarzeniami online. Chodziło o to, by stworzyć w przestrzeni miasta coś, co zaangażowałoby ludzi w kontakt ze sztuką bez wchodzenia do galerii, które były wówczas zamknięte - wspomina Eugenia Tynna. - Od kilku lat mocno działam w przestrzeni publicznej. Interesuje mnie temat miasta, upiększania jego przestrzeni i to, jak funkcjonuje. Takie działania realizuję między innymi jako projektantka w stowarzyszeniu Traffic Design. Zależało mi, by pokazać coś, nie działałoby jak street art oderwany od tkanki miejskiej, nie chciałam wklejać w przestrzeń swojej metki, jak robią to np. grafficiarze. Moją uwagę przyciągnęły dziury w chodnikach. Postanowiłam stworzyć projekt, który za bardzo nie zwraca na siebie uwagi, może w jakiś sposób naprawiając jednocześnie bruk, który jest ważnym elementem tej części Gdańska, jego swoistą duszą. I stąd wziął się mój “Alfabet gdański”.

Nie jest to alfabet dosłowny, którym posługujemy się na co dzień, autorka projektując litery inspirowała się kaligrafią gotycką, niewiele mówiącą współczesnemu człowiekowi. 

 

Widzieliście już takie kostki w bruku na mieście? Jedna z nich wygląda tak
Widzieliście już takie kostki w bruku na mieście? Jedna z nich wygląda tak
Fot. Rafał Kołsut

 

- Chciałam, by litery swoją formą łączyły się z Gdańskiem, z jego historią i architekturą, a zarazem by nie były dosłownie czytelne,by na pierwszy rzut oka ich kształt był dla odbiorcy abstrakcyjny - mówi Eugenia Tynna. - Trzeba się dobrze przyjrzeć, by je dostrzec, nawet kiedy tłumaczę komuś, gdzie są. Uważam, że nie miałam prawa zrobić czegoś, co by się narzucało. Chciałam być gościem w mieście, działać ostrożnie.

Artystka wyboru miejsc dokonała podczas nocnych spacerów (by swoimi poszukiwaniami nie zakłócać dziennego rytmu miasta), za pomocą kalki i ołówka odwzorowała nie tylko kształt i rozmiar ubytku w chodniku, ale także fakturę sąsiadujących z pustym miejscem kamiennych kostek - gdański bruk jest zróżnicowany nie tylko pod względem koloru, ale i ukształtowania powierzchni.

Wtapianie liter w kostki lastryko (to mieszanka betonu i małych kamieni) było swego czasu popularną techniką, dziś już trochę zapomnianą. Na potrzeby projektu kostki wykonał Igor Tarasiewicz.

Igor Tarasiewicz podczas pracy nad kostkami lastryko
Igor Tarasiewicz podczas pracy nad kostkami lastryko
Fot. Bogna Kociumbas

 

- Mosiądz i elementy stalowe występują tradycyjnie w przestrzeni Gdańska, a przy kamienicach dawniej często wieszano kamienne tablice z mosiężnymi numerami - tłumaczy artystka. - Nie wszystkie kostki są w odcieniach szarości, czy jasnej czerwieni występujących w bruku, niektóre są zielone albo bordowe, ponieważ dobierając ich barwę, szukałam także nawiązania kolorystycznego do fasad sąsiednich budynków, by współgrały z otoczeniem. Po kilku miesiącach od umieszczenia kostek w chodniku ich kolory na skutek oddziaływania słońca, deszczu i chodzenia robią się coraz mniej aktywne, a na literach pojawia się osad, przez co stają się coraz mniej widoczne.

Eugenia Tynna rozrzuciła w ten sposób po gdańskich ulicach 32 litery, czyli polski alfabet. Ktoś zameldował jej, że spacerując po mieście wytropił 18 znaków, ktoś inny napotkał jeden w drodze do pracy. Niestety, nie ma i nie będzie mapy “Alfabetu gdańskiego”, tytuł całego projektu - “Sekrety” zobowiązuje do zachowania tajemnicy.

 

Eugenia Tynna i Alfabet gdański
Eugenia Tynna i Alfabet gdański
Fot. Bogna Kociumbas

 

Można jednak podpowiedzieć, gdzie szukać. Litery występują w okolicach Drogi Królewskiej, a także ulic Szerokiej, Chlebnickiej i Mariackiej (na tej ulicy i sąsiadujących z nią uliczkach literowych kostek jest najwięcej), warto rozejrzeć się dobrze w okolicy Bazyliki Mariackiej, a zmierzając w stronę Dworca PKP, iść przez ul. Korzenną lub Garncarską. Pomnik Sobieskiego, Teatr Wybrzeże i siedziba Akademii Sztuk Pięknych to także dobre tropy.

Od czasu wstawienia kostek niektóre już zniknęły. W miejscu jednej wstawiono słupek, a inne ktoś pewnie wyciągnął.

 - Nie wylewaliśmy betonu, by na trwałe związać kostki alfabetu z podłożem. Jeśli coś zniknęło - trudno. Tak się dzieje na mieście, coś się pojawia, coś znika. Zdaję sobie sprawę, że jeśli chodnik zostanie wyremontowany, to pewnie umieszczona w nim kostka zniknie. A może jednak ktoś postanowi ją tam zostawić - podsumowuje artystka.

 

Ceramiczne stemple przed pracownią Wela Ont Ceramika przy ul. Krzywoustego 1a wykonały dzieci, które uczestniczą tutaj w zajęciach. To pomysł Roberta
Jeden z ceramicznych stempli przed pracownią Wela Ont Ceramika przy ul. Krzywoustego 1a. Wykonały je dzieci, które uczestniczą tutaj w zajęciach. To pomysł Roberta - wskazanie funkcji miejsca do którego się zbliżamy za pomocą wtopionego w chodnik szyldu
Fot. Anna Bobrowska/KFP

 

Ceramiczne stemple miejskie

Do pracowni Wela Ont Ceramika, która od pół roku działa w sąsiedztwie oliwskiego dworca, na warsztaty przychodzą grupy dzieci i dorosłych. Ci starsi lubują się w lepieniu z gliny przedmiotów użytkowych, ci młodsi też nie stronią od takich realizacji, ale większość ich zajęć poświęconych jest rzeźbie i szeroko pojętej edukacji artystycznej inspirującej do tworzenia.

Od kilku dni w betonowym, mocno nadgryzionym zębem czasu chodniku prowadzącym do drzwi pracowni (mieści się w jednym z pawilonów przy ul. Krzywoustego 1a) zobaczyć można ceramiczne “stemple” z różnymi wzorami. Wyrzeźbione w glinie i osadzone na trwałe w chodniku: mrówka, motyl, biedronka na liściu, pszczoła na plastrze miodu i szyld z napisem “Ceramika” to efekt zajęć poświęconych przestrzeni publicznej.

 

Montaż biedronki autorstwa Blanki w betonowym chodniku
Montaż biedronki autorstwa Blanki w betonowym chodniku
Fot. Anna Bobrowska/KFP

 

- Zajęliśmy się tematem przestrzeni publicznej w jej “brzydkiej i połamanej” odsłonie, zadając sobie pytanie, co możemy zrobić, by była bardziej przyjazna - mówi Aleksandra Went właścicielka pracowni Wela Ont. - Staram się pokazywać dzieciom, że czasem mniej znaczy więcej i że drobnymi gestami każdy z nas może wpływać na jakość przestrzeni w której żyje, że może ją udekorować, niekoniecznie ją przy tym przeistaczając.

Każdy uczestnik wybrał sobie dziurę w chodniku, którą chciał załatać, odcisnął negatyw ubytku w glinie i wyrzeźbił swój motyw na jej zewnętrznej powierzchni. Prace zostały najpierw wysuszone, a później wypalone na ostro, tak by glina osiągnęła spiek, przez co stała się odporna na działanie warunków atmosferycznych.

Autora napisu “Ceramika” - Roberta - zainspirował widziany na mieście szyld wykonany podobnymi literami. Beata, Blanka i Iwo postawili na owady, które żyją blisko nas. 

 

Pszczoła Beaty i motyl Blanki przysiadły na chodniku przed pracownią
Pszczoła Beaty i motyl Blanki na stałe przysiadły na chodniku przed pracownią
Fot. Anna Bobrowska/KFP

 

Rzeźbione stemple w chodniku to nie pierwsze i nie ostatnie działanie adeptów sztuki rzeźbienia w glinie w przestrzeni publicznej. Każdy uczestnik zajęć w pracowni otrzymał zadanie przygotowania przestrzennego kafla, fragmentu mozaiki, która wkrótce ozdobi fragment elewacji pracowni.

- Tematem mozaiki jest miasto. Zależało mi, żebyśmy zrobili ją wszyscy razem, żeby każdy miał swoją cegiełkę w budowaniu tego miejsca, by mógł poczuć się tu u siebie i został upamiętniony - tłumaczy Aleksandra Went. 

Na półce w pracowni w długim rzędzie siedzą gliniane ludziki, każdy z nich macha ręką. Figurki zostały wykonane podczas zajęć w ramach akcji “Witamy/żegnamy” i powstały, by pozdrawiać z przydworcowego płotu pasażerów przejeżdżających pociągiem przez Oliwę w stronę Gdańska Głównego. Każda z nich siedziała już przez chwilę na płocie, ale nie każda na nim zostanie.

Aleksandra Went właścicielka oliwskiej pracowni Wela Ont Ceramika, za nią na półce m.in. wielka rodzina machających na pożegnanie/powitanie ludzików...
Aleksandra Went właścicielka oliwskiej pracowni Wela Ont Ceramika, za nią na półce m.in. wielka rodzina machających na pożegnanie/powitanie ludzików...
Fot. Anna Bobrowska/KFP

 

- Mój zamysł był taki, by wszystkie ludziki zostały w przestrzeni miejskiej, ale na płot przy dworcu na stałe trafi ich zaledwie kilka, bo autorzy bardzo przywiązują się do swoich prac i nie chcą się z nimi rozstawać - mówi właścicielka pracowni. - Rzeźbienie w glinie jest bardzo pracochłonne, uczy cierpliwości i dokładności. Zdarza się, że ktoś wykonuje jakiś przedmiot na prezent, a ostatecznie zostawia go dla siebie. Cóż, praca należy do twórcy i on decyduje, co z nią zrobi...   

Aleksandra Went ukończyła rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku i od blisko 20 lat pracuje w artystycznym duecie z Alicją Karską. Jak podkreśla, nie oddziela swoich działań artystycznych od pracy z uczestnikami warsztatów.

- Na pewnym etapie naszej działalności w duecie robiłyśmy z Alicją sporo projektów w przestrzeni publicznej. Z ochotą dzielę się teraz moim doświadczeniem podczas warsztatów i mam misję, żeby udział w moich zajęciach dawał więcej niż samą umiejętność pracy z gliną. Każdy może ją prędzej czy później posiąść, ale dla mnie ważne jest także, by dzieci myślały o tym, co robią na zajęciach i dlaczego - dodaje artystka.  

 

...część machających ludzików na stałe trafi na płot w pobliżu oliwskiego dworca. Będą je mogli zobaczyć pasażerowie jadący w kierunku Gdańska Głównego
...część machających ludzików na stałe trafi na płot w pobliżu oliwskiego dworca. Będą je mogli zobaczyć pasażerowie jadący w kierunku Gdańska Głównego
Fot. Aleksandra Went
kolejne ludzik w ramach projektu Witamy/Żegnamy, tym razem en face
Kolejne ludzik w ramach projektu Witamy/Żegnamy, tym razem en face
Fot. Aleksandra Went

Pomysł łatania dziur w chodnikach za pomocą ceramicznych stempli idzie dalej w miasto! W ramach akcji MIASTO, WRACAM organizowanej przez Instytut Kultury Miejskiej na Placu Wałowym, odbędą się plenerowe warsztaty dla dzieci pracowni Wela Ont Ceramika. Tym razem przestrzenią do działań będą wybrane ubytki w chodnikach na Placu Wałowym. Akcja odbywa się w dniach 25 - 27 czerwca (piątek - niedziela), warsztaty Aleksandry Went odbędą się w sobotę i w niedzielę. Informacje o terminach warsztatów (konieczna rezerwacja miejsc) na stronie internetowej IKM. Wstęp wolny.

WIĘCEJ ZDJĘĆ:

 

 

 

Izabela Białawww.gdansk.plizabela.biala@gdansk.pl
Izabela Biała - najnowsze
Izabela Białawww.gdansk.plizabela.biala@gdansk.pl
Izabela Biała - najnowsze