
Krzysztof Drabik skończył swoje wyzwanie w sobotę, 20 sierpnia, około południa na molo w Gdańsku Brzeźnie! Były fajerwerki, muzyka, show!
Wcześniej nie było jednak tak łatwo: - Było trochę dramatzymu, deszcze, wiatr, mokre buty. Bywało ciężko, ale nie skarżę się - mówi nam zmęczony, ale uśmiechnięty Drabik.
36-letni zawodowy barman z Bytomia na Śląsku jest mistrzem świata w żonglerce butelkami po malibu.
Nie robi tego już tylko dla zabawy. W tym roku szedł ponad 400 kilometrów przez 19 dni, od 2 do 20 sierpnia, żonglując dwiema butelkami po 20-30, czasem nawet 40 kilometrów dziennie.
Ludzie, którzy leżeli na plaży, mogą go znać z programu TVN "Mam Talent!". Był tam ulubieńcem publiczności.
Rok temu, leżąc na plaży, i wiedząc, że dla wielu dzieci wakacyjny kontakt z wodą kończy się dramatem, postanowił im pomóc.
- Myślałem o tych dzieciach, dla których skok z pomostu czy wysokiej skarpy do wody, skończył się tragedią, i postanowiłem im pomóc - mówi nam Drabik. - Najpierw chciałem przejść tylko 100 kilometrów. Skończyło się na przejściu całego wybrzeża.
Drabik ostro trenował wytrzymałość z dwójką trenerów personalnych, żeby mięśnie dały radę.
Wreszcie, 2 sierpnia, wyruszył ze Świnoujścia. Pierwszy dzień: 46 kilometrów, bolały mięśnie ud, ale i ramion, od ciągłej żonglerki.
Ludziom się jednak podbało.
Drabik, który jest także założycielem fundacji „Twój Rekord Pomaga”, szedł w towarzystwie wolontariuszy i harcerzy z rodzinnego Bytomia. Razem kwestowali na dzieci. Zebrali około 35 tysięcy złotych. Całość pójdzie na rehabilitację dzieci, które ucierpiały w czasie niefortunnych wakacyjnych kontaktów z wodą.
W tym samym czasie, w Krakowie, podczas specjalnego wieczoru, pomogli też szefowie kuchni. W miniony wtorek zebrali na pomoc dzieciom poszkodowanym w wypadkach wodnych 12 tysięcy złotych!
W sobotę na molo w Brzeźnie na Drabika czekało mistrzowskie powitanie: wybuchy, fajerwerki, płonące butelki, muzyka.
Drabik był szczęśliwy: - Udało się! Jestem bardzo zadowolony, że przeszedłem cały dystans. I to dla dzieci. Mięśnie bolą, ale nie szkodzi. Teraz wracam na Śląsk, do rodziny, która mi kibicowała przez całą drogę.
- W przyszłym rok też przejdę ten dystans, ale z jeszcze większym zapałem i większą reklamą, bo ważne, żeby pomóc tym biednym dzieciom, dla których wakacje skończyły się dramatem - mówi Drabik.
PS. Drabika, w akcji, ale za barem, nie na plaży, można zobaczyć tutaj.
Więcej o Drabiku: speedbar.pl.