KGB na tropie chórzystów
W każdej innej sytuacji ludzie obdarzeni takim talentem i tak pięknymi głosami chwaliliby się tym. Ale tu mamy sytuację szczególną. Rozmawiałem z dwiema śpiewaczkami Wolnego Chóru. Obie prosiły, żeby nie podawać ich imienia, nazwiska, ani nie ujawniać zbyt wielu szczegółów z ich życia - nie chcą ryzykować, że tajniacy wpadną na ich trop. Oczywiście zdjęcia są kategorycznie wykluczone. Chyba, że w maskach.
Białoruska KGB stara się rozpracować Wolny Chór (org. Volny Chor) od 2020 roku. Nie ustaje, mimo, że białoruskie śpiewaczki i śpiewacy od kilku lat mieszkają w Polsce, na Litwie czy w innych krajach Europy. W zeszłym roku KGB w aplikacji Telegram ujawniła zdjęcia sześciu rzekomych członków chóru, po ich występie w Kijowie.
Na ulicy, w metrze
Skąd wziął się chór, który w środę wystąpił w Gdańsku? Gdy w sierpniu 2020 roku Alaksandr Łukaszenka znów “wygrał” wybory prezydenckie na Białorusi - choć uważa się powszechnie, że wyniki zostały sfałszowane, a wygrała tak naprawdę opozycjonistka Swiatłana Cichanouska - na ulice Mińska wyszły tysiące protestujących.
Dołączyli do nich najpierw chórzyści z Filharmonii Narodowej, a później kolejni śpiewacy i śpiewaczki. W szczytowym okresie grupa - zwana Wolnym Chórem - mogła liczyć nawet 300 osób. Śpiewali pieśni po białorusku (nie po rosyjsku!), by dodać otuchy protestującym. Śpiewali na ulicach, na wiecach, na marszach, na stacjach metra.
Zarejestrowali też kilka występów na YouTube. Śpiewali już wtedy w maskach, bojąc się o bezpieczeństwo swoje, swoich bliskich, rodzin, kolegów i koleżanek z chóru. Reżim brutalnie rozprawił się z opozycją: więzienie, tortury, obozy pracy, izolatki. Za udział w demonstracjach i śpiewanie publicznie historycznych pieśni po białorusku groziły już nie tylko grzywny czy areszt, ale długie lata więzienia. Autorytarny reżim odpowiedział na demonstracje represjami na niewyobrażalną skalę – zatrzymano 30 tys. osób, tysiące trafiły do więzień, dziesiątki tysięcy utraciły pracę i prawo do zatrudnienia, a setki tysięcy zmuszono do emigracji.
Większość chórzystów także uciekła z Białorusi, głównie do Polski, na Litwę, do Czech. Ale dalej się spotykają, koncertują i nagrywają. Czy warto się tak poświęcać dla muzyki?
- Oczywiście - mówi mi jedna z chórzystek. - Kocham śpiew, kocham język białoruski. Mogłabym wyjechać gdzieś dalej na zachód Europy, ale chcę się spotkać z innymi na próbach w Warszawie. Żałuję tylko, że za śpiewanie pieśni w moim ojczystym języku jestem przez reżim Łukaszenki uznawana za ekstremistkę i prześladowana. Za śpiewanie piosenek! Prawda, że trudno wam w to uwierzyć?
Ekstremiści, łączcie się!
Rzeczywiście w środku Europy, w ECS, nie tylko śpiewaczki, ale i duża część widzów miała w środę, 25 marca, zasłonięte twarze. Za udział w Dniu Wolności Białorusi grożą bowiem represje. Można zostać skazanym zaocznie, ale represje mogą też dotknąć rodzinę, która została w Mińsku, a cały pozostawiony tam majątek może zostać skonfiskowany przez reżim.
Dzień Wolności Białorusi, po białorusku Dzień Woli, świętowany jest 25 marca na wspomnienie wydarzeń z 1918 roku, gdy w Mińsku proklamowano Białoruską Republikę Ludową. Gościem specjalnym był w Gdańsku w tym roku Paweł Cieraszkowicz, doradca ds. nauki i edukacji Swiatłany Cichanouskiej, liderki białoruskiej opozycji.
Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz przywitała gości w ECS. Powiedziała, że cieszy się, że rząd na uchodźstwie Swiatłany Cichanouskiej od miesiąca rezyduje już nie tylko w Wilnie, ale także w Warszawie. - Ale tak naprawdę to tylko schronienie tymczasowe i wierzę, że kiedyś ten rząd wróci do Mińska - powiedziała.
Prezydent Gdańska zwróciła się także do diaspory białoruskiej w Trójmieście: - Mam nadzieję, że czujecie się u nas dobrze, znajdujecie spokój i nabieracie sił. Będziemy wam pomagać, żeby w momencie nadejścia wolności, Białoruś miała ludzi przygotowanych do zarządzania i samorządności.
Zaprezentowano także w ECS książkę „Białoruska Republika Ludowa 1918–1920. U źródeł białoruskiej państwowości” autorstwa prof. dr hab. Doroty Michaluk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Książka ta - co chyba nie jest żadnym zaskoczeniem - uznana jest na Białorusi za godzącą w tamtejszą państwowość.
Zresztą coraz więcej wydawców literatury białoruskiej uznanych jest za ekstremistów, za co grożą tam surowe kary. Za ekstremistów uznaje się także Polaków wydających w Polsce książki po białorusku! 3 marca został nim uznany choćby Jarosław Iwaniuk z Fundacji Kamunikat.org. (Białoruska Biblioteka Internetowa).
(W środę w ECS wręczono także nagrody dla członków Białoruskiego Towarzystwa Kulturalnego „Chatka” działającego w Gdańsku).
Białoruscy pisarze nie poddają się rusyfikacji
"Pas transmisyjny" do więzienia
Tydzień temu reżim Łukaszenki zwolnił z więzienia 250 więźniów politycznych. 235 zostało w Białorusi, gdzie pozbawieni są paszportów, kart SIM do telefonów i nie mogą założyć kont bankowych. 15 osób zostało wydalonych poza granice Białorusi bez dokumentów.
W sumie liczy się, że w białoruskich łagrach i obozach pracy pozostaje wciąż ponad 1100 więźniów politycznych, jak podaje Centrum Praw Człowieka Wiasna.
Wśród zwolnionych znalazła się dziennikarka TV Biełsat Kaciaryna Andrejewa, nie było natomiast dziennikarza Andrzeja Poczobuta, wtrąconego do kolonii karnej na osiem lat.
Ale, jak mi powiedział jeden z gości w ECS, reżim działa na zasadzie pasa transmisyjnego - zwolnionych więźniów natychmiast zastępują nowi. Reżim zwalnia jednych więźniów, w zamian za co USA luzują sankcje na białoruskie banki, ministerstwo finansów czy eksport towarów. Wtedy Łukaszenka wsadza do więzień kolejne osoby, by użyć ich jako karty przetargowej w negocjacjach z Waszyngtonem. I tak w kółko.
Wystarczy, że ktoś polubi na przykład na YouTube film z koncertem Wolnego Chóru i już może mieć kłopoty z prawem.