• Start
  • Wiadomości
  • Wizualny majstersztyk. “Metropolis” w Operze Bałtyckiej

Wizualny majstersztyk. “Metropolis” w Operze Bałtyckiej

“Metropolis. Refleksje z naszych czasów” może zostać nowym przebojem Opery Bałtyckiej. To wizualny majstersztyk i bardzo udany debiut choreografki Mileny Crameri, który na długo zostaje pod powiekami.
27.04.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
01-metropolis-fot-k-mystkowski-kfp-arch-opery-babtyckiej
"Metropolis" to wizualny majstersztyk
fot. Krzysztof Mystkowski/Opera Bałtycka

”Metropolis to gorzka wizja przyszłości. To futurystyczne miasto, w którym człowiek ma nikłe szanse wygrać z maszyną. To kastowe miasto, w którym inteligencja i elita zachłyśnięta możliwościami technologii dawno zepchnęła resztę społeczeństwa na margines. Szanse na zmianę układu sił jest nikła, ale nie niemożliwa. Wystarczy iskra miłości czy wrażliwości, by zawalczyć o inną rzeczywistość. I wiara w to, że “mózg” (panowie) i “ręce” (czyli robotnicy) nie mogą współistnieć bez serca. 

"Metropolis" na nowo

“Metropolis” to opowieść licząca już 100 lat. To powieść Thei von Harbou (z 1925 roku) będąca kanwą powstałego dwa lata później filmu Fritza Langa, jednego z filarów niemieckiego ekspresjonizmu i klasyki filmowego science-fiction. Film wzbudzał kontrowersje - mierzył się z zarzutami z jednej strony zbytniej naiwności, z drugiej - użycia motywów okultystycznych. Wreszcie, przed swoją amerykańską premierą, został bezwzględnie pocięty i skrócony. Co więcej, choć oryginalna taśma przez dekady była uznawana za straconą, nie zniknął na śmietniku historii. Przeciwnie - z czasem stał się filmem kultowym, “przywróconym” na ekrany w 2010 roku. 

06-metropolis-fot-k-mystkowski-kfp-arch-opery-babtyckiej
"Metropolis" to bardzo udany debiut Mileny Crameri
fot. Krzysztof Mystkowski/Opera Bałtycka

Wielowarstwowa niezwykłość filmu stanowi źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń artystów. W tym właśnie Mileny Crameri, choreografki, która przeniosła opowieść na deski Opery Bałtyckiej. Jej “Metropolis. Refleksje z naszych czasów” przydają tej historii tylko aktualności - stawia wiele pytań - jak choćby o pogoń za zdobyczami technologii czy też (co podczas pokazu mocno przywodzi na myśl) rozwojem sztucznej inteligencji (w wyniku tegoż rozwoju powstaje super-istota, która ma ogromny wpływ na życie nieuprzywilejowanej kasty). Warto jednak podkreślić, że to spektakl mocny, ale w żadnym razie - ponury. Finał spektaklu, tak jak i filmu, poprzez miłość głównych bohaterów, daje jednoznaczne spojrzenie w jasną przyszłość. 

Liza i Dina, czyli duet oparty na zaufaniu. „Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami”

Znakomity debiut

“Metropolis…” Mileny Crameri to powiew świeżości w Operze Bałtyckiej. To bardzo udany reżyserski debiut choreografki: skondensowany, konkretny (trwa razem z przerwą niecałe dwie godziny), wciągający widza, hipnotyzujący, a przede wszystkim ze wszech miar rytmiczny. Rytm (zwłaszcza ten bicia zegara-serca) “niesie” całą narrację. 

Rytm prowadzi wszystkie - wspaniałe - zbiorowe sceny. I choć ogromne brawa należą się solistom, to trudno w tym przypadku stwierdzić, że wybijają się ponad całą, świetnie zgraną obsadę. To właśnie grupowe, synchroniczne sceny robią tutaj największe wrażenie: rytmiczne sekwencje pracy robotników, czy delikatny, misternie utkane układy robotów. W tych sekwencjach klasyczny balet spotyka się z tańcem współczesnym i pochłania widza bez reszty. 

678107671_1419380303557474_127138777190748705_n
"Metropolis" zachwyca wizualizacjami i układami tanecznymi
fot. Krzysztof Mystkowski/Opera Bałtycka

Warto jednak dodać, że sekwencje taneczne nie działałyby tak na widza, gdyby nie transowa niejednokrotnie (także na wskroś współczesna, grana na żywo przez kwartet smyczkowy Opery Bałtyckiej) muzyka Dorothei Crameri (kompozytorki, a prywatnie siostry reżyserki). A całość nie wybrzmiewałaby z taką mocą, gdyby nie misterne kostiumy (szczególnie w przypadku robotów) i zachwycająca scenografia (w tym hipnotyczne wizualizacje) Aleksandry Redy. 

Art'n'Voices z kolejnym Fryderykiem!

Wszystko to sprawia, że spektakl trzyma widza w napięciu - dosłownie - od początku do końca. Jest misternie utkany, ale bardzo przystępny. Nie wymaga znajomości ani filmu, ani powieści - bo to historia podana na nowo. Wymaga skupienia, ale “odwdzięcza” się spektakularnie.