Zaśpiewa białym głosem
Pierwsze zaskoczenie: Elka – która w powieści nie jest aż tak ważną postacią – w wersji operowej zyska na znaczeniu. Jak mówi twórczyni libretta, gdańska poetka Anna Czekanowicz: – Weiser jest pochodzenia żydowskiego, ona – kaszubskiego. Oboje są inni. To ich do siebie przyciąga. Tworzy się między nimi rodzaj magii.
Elka w operze będzie więc kaszubską nastolatką śpiewającą np. pieśń o kaszubskiej jabłonce. Do tego – jak wyjaśnia kompozytorka muzyki Ewa Fabiańska-Jelińska – Elka nie będzie sopranem ani mezzosopranem.
– Będzie śpiewać tzw. białym głosem – mówi kompozytorka.
To technika wokalna typowa dla muzyki ludowej. Usłyszymy więc – jak wyjaśnia kompozytorka – kontrast między „sztucznym” śpiewem operowym a naturalną ludowością.
Zaskoczeń będzie więcej.
Bliżej widza. Opera Bałtycka otwiera drzwi do świata tańca
50 tysięcy na start
To, że „Weiser Dawidek” zostanie przeniesiony na gdańską scenę nie powinno nikogo dziwić. Po pierwsze, powieść od pierwszego wydania, w 1987 roku, cieszyła się niebywałą popularnością. Już pierwsza edycja sprzedała się w nakładzie 50 tys. egzemplarzy. W tym roku w wydawnictwie Znak ukazało się najnowsze wydanie. Jest to więc przeniesienie na scenę powieści dla Gdańska i Polski wręcz legendarnej.
Po drugie – jak mówi dyrektor Opery Bałtyckiej Romuald Wicza-Pokojski – współczesnych oper powstaje wciąż niewiele.
– A ja postawiłem sobie za punkt honoru, żeby realizować nowe spektakle i dać głos twórcom z tego regionu – mówi dyrektor, a jednocześnie reżyser spektaklu.
Wicza-Pokojski dodaje: – Paweł Huelle nie zdążył napisać libretta. Pewnie chciał. My idziemy dalej tym tropem.
Anna Czekanowicz: – Pisząc libretto, myślałam o Pawle, gdy siedział w kuchni, jako dwudziestoparoletni chłopak, stukając w maszynę i pisząc powieść. I jak odszedł od nas, nie spełniwszy do końca swoich marzeń.
Paweł Huelle zmarł w 2023 roku.
Ewangelia wg. Huellego
Książka Huellego opowiada o grupie nastoletnich przyjaciół z Wrzeszcza, którzy szykują się do wakacji w 1957 roku. Nagle w ich życiu pojawia się Weiser (niem. przewodnik), chłopak żydowskiego pochodzenia (wyłania się jakby zza dymu kadziła w czasie procesji Bożego Ciała).
Dawidek potrafi ujarzmić panterę w zoo, tworzy pokazy pirotechniczne z powojennych niewybuchów, perfekcyjnie strzela z niemieckiego nagana, lewituje. Jego nowi przyjaciele – Paweł, Szymon i Piotr oraz Elka – są nim wyraźnie zafascynowani. Jednak pewnego dnia Weiser znika po wejściu do tunelu nad Strzyżą. Zagadka ta nie daje spokoju bohaterom nawet kilkadziesiąt lat po jego tajemniczym zniknięciu. Jeden z nich – narrator Paweł Heller – prowadzi rodzaj własnego dochodzenia.
Powieść pełna jest realizmu magicznego, symbolizmu i mistycyzmu. Ewidentne są odniesienia do opowieści biblijnych. Czy Weiser to mesjasz, a Elka to Maria Magdalena? Czy zupa martwych ryb w Bałtyku to biblijna plaga? Niektórzy krytycy mówili wręcz o „Ewangelii według Pawła Huellego”.
Są też w książce wątki bliższe nam niż cud w Kanie Galilejskiej. Anna Czekanowicz: – Ta książka nie odnosiła się do Holokaustu w sposób otwarty. A przecież mówiła o Holokauście. Mówiła, że musimy pamiętać o tej wielkiej stracie i że tylko pamiętając o niej możemy zbudować nowy, lepszy świat.
Z 9 godzin do półtorej
W Operze Bałtyckiej trwają próby do spektaklu. W sumie zespół – orkiestra, chór, soliści, kwintet smyczkowy, instrumenty perkusyjne – liczy około 150 osób. Premiera 16 października.
Głównym motywem scenografii, za którą odpowiada Aleksandra Iwańczyk, ma być ściana roztrzaskana sekundę po wybuchu.
– Jakbyśmy byli zawieszeni pomiędzy było a będzie – mówi reżyser.
Kolejne sceny zabiorą nas na procesję Bożego Ciała z czasów komunistycznych; na boisko, gdzie drużyna Weisera niespodziewanie wygrywa mecz z „wojskowymi”; na lotnisko i cmentarz.
Anna Czekanowicz: – Audiobook tej powieści trwa dziewięć godzin. Opera trwa półtorej godziny. Siłą rzeczy musiałam Pawła okaleczyć. Wybrałam tylko jeden wątek – skupiłam się na Weiserze. Akcja biegnie jednotorowo.
Oznacza to, że pominięty został wątek dorosłości, kiedy to już dojrzali bohaterowie książki zastanawiają się, co właściwie stało się latem 1957 roku, jak i dlaczego zniknął Weiser, i jaki wpływ miał na ich życie.
Reżyser zapewnia, że mimo poważnej tematyki, będą w spektaklu także momenty zabawne.
– Nie chcemy nikogo dołować. Chciałbym, żeby nasz „Weiser” dawał nadzieję, a nie ją zabierał – mówi Wicza-Pokojski.