• Start
  • Wiadomości
  • Książka wspomnienia Wilhelma Paściaka, gdańskiego dominikanina

"Wybrałem Gdańsk" - wspomnienia Wilhelma Paściaka, gdańskiego dominikanina

Tę książkę czyta się jednym tchem. "Wybrałem Gdańsk. Wspomnienia brata Wilhelma Paściaka OP", opublikowane ostatnio przez Fundację Centrum św. Jacka, barwnie i z humorem opisują powojenne losy gdańskich dominikanów oraz naszego miasta. Autor książki przybył ze Lwowa do Gdańska 15 czerwca 1946 r. i przez ponad pół wieku był w kościele św. Mikołaja organistą. - Wilhelm jak miał zęby, to śpiewał jak Leonard Cohen, a jak nie miał, to jak Keith Jarrett - wspomina autora książki jeden z braci zakonnych.
( 10.09.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Wartość tego pamiętnikarskiego zapisu tkwi na pewno w jego sumienności - napisał we wstępie do książki prof. Igor Borkowski
Wartość tego pamiętnikarskiego zapisu tkwi na pewno w jego sumienności - napisał we wstępie do książki prof. Igor Borkowski
fot. Piotr Wittman/ gdansk.pl

Kim był autor książki?

Brat Wilhelm Stanisław Paściak (Wilhelm to imię zakonne, Stanisław zaś jest imieniem ze chrztu - przyp. red.) swoje wspomnienia spisał pod koniec życia. Zakonnik zmarł 21 czerwca 2005 r. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. Żył 89 lat.

Kościół św. Mikołaja ponownie otwarty dla wiernych. W bazylice znów można się modlić

Wspomnienia rozpoczyna zarys historii rodziny Paściaków pochodzącej z Białki Rzeszowskiej. Brat Wilhelm opisuje także pokrótce swoje lata szkolne i początki drogi zakonnej we lwowskim klasztorze, uwzględniając czasy wojny i okupacji. Najobszerniejsza część opowieści dotyczy jednak okresu gdańskiego i obejmuje lata 1946-2001.

Ogrom pracy redaktorskiej

Zapiski zakonnika zebrali i opracowali w formie książki dr. hab. Elżbieta Mikiciuk z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego oraz o. Michał Osek, przeor klasztoru dominikanów w kościele św. Mikołaja w Gdańsku.

Oboje przyznają, że ponad dwuletnia praca nad przygotowaniem książki, była bardzo mozolna i trudna. 
 
- W gdańskim klasztorze jest bardzo bogate archiwum. I między tymi wszystkimi papierami i dokumentami znalazła się teczka pt. “Wspomnienia brata Wilhelma Paściaka OP”. Ale one wcale nie wyglądały na gotowe do druku. To były tak naprawdę takie ścinki. Jak brat Wilhelm zaczął spisywać swoje wspomnienia już był człowiekiem bardzo zaawansowanym wiekiem. Pisał, potem to np. przerywał i zdarzało mu się też gubić te notatki. Otwierał wtedy nowy zeszyt i na nowo zaczął to spisywać. Stąd też było wiele różnych wersji tych wspomnień - wyjaśnia o. Michał Osek. 

Jedyny w Śródmieściu, który przetrwał II wojnę. Historia św. Mikołaja

Elżbieta Mikiciuk dodaje, że dodatkową trudnością było też ustalenie i korygowanie różnych faktów przytaczanych przez brata Wilhelma. Nie zawsze we wspomnieniach zakonnika zgadzały się daty. Dla przykładu, bierzmowanie w kościele św. Mikołaja udzielone przez prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, odbyło się w 1952 r., a nie jak napisał brat Wilhelm w 1948 r. W wielu miejscach brakowało też imion lub nazwisk osób. - To wszystko było rzeczywiście w wielkiej rozsypce - przyznaje naukowiec z UG.

Może Ty wiesz, o co mu chodzi?

- O trudzie pracy nad scaleniem w jedno wspomnień brata Wilhelma mogą świadczyć chociażby nasze maile, które w swojej treści miały często pytania typu: “Może Ty wiesz, o co mu chodzi?” albo “Ja już nie daję rady”. Bardzo nam jednak zależało, żeby tych ciekawych fragmentów, spisanych gdzieś na tych luźnych karteluszkach przez brata Wilhelma, nie stracić tylko dlatego, że nie wiemy, gdzie je umiejscowić - powiedział o. Michał Osek. 
 
Brat Wilhelm Paściak ukończył po wojnie Państwową Średnią Szkołę Muzyczną w Gdyni
Brat Wilhelm Paściak ukończył po wojnie Państwową Średnią Szkołę Muzyczną w Gdyni
fot. Piotr Wittman/ gdansk.pl
Wysiłek obojga redaktorów na pewno się opłacił. 
 
- Teraz, jak pierwsi czytelnicy dzielą się swoimi wrażeniami z lektury, to podziwiają brata Wilhelma za to, że to się tak dobrze i płynnie czyta. Dla nas to jest największa nagroda i satysfakcja - wyznał przeor klasztoru dominikanów. 

Ujmująca szczerość wspomnień

Elżbieta Mikiciuk nie kryje, że urzekł ją przede wszystkim styl i sposób, w jaki gdański dominikanin opisuje swoje życie.
 
- Z tych wspomnień przebija pogoda ducha brata Wilhelma i jego prostolinijność. Kiedy np. wspomina swój pobyt w sanatorium, to stwierdza, że pozbył się tam ostatniego zęba. Taka szczerość i dystans do siebie jest ujmujący. Brat Wilhelm pisze o sobie i o tym, czego doświadczył w swoim bez silenia się na żadną autokreację i udawanie. Tworzy jednocześnie niezwykle detaliczny obraz, który uzmysławia nam, jak bardzo zniszczony po wojnie był Gdańsk oraz ile wysiłku włożyli dominikanie, aby kościół św. Mikołaja, który choć nie runął, przywrócić do stanu, który możemy dziś podziwiać - mówi Elżbieta Mikiciuk. 

Kod QR ze śpiewem zakonnika

Co istotne, książka zawiera kilkadziesiąt zdjęć z dominikańskiego archiwum w Gdańsku, których część nie była wcześniej publikowana. Na jej końcu zamieszczono również wspomnienia o bracie Wilhelmie, a w aneksie zawarto materiały prasowe i kronikarskie, noty biograficzne zmarłych dominikanów i księży oraz korespondencję pierwszych powojennych dominikanów z ich prowincjałem. 
 
Ciekawostką jest to, że na jednej ze stron książki znajduje się kod QR, dzięki któremu po sczytaniu smartfonem usłyszymy oryginalne nagranie śpiewu o. Wilhelma.

Dlaczego prof. Roman Perucki nie został jazzmanem?

Prof. Roman Perucki przyznaje w swoich opublikowanych wspomnieniach, że cała jego kariera muzyka organisty jest związana z bohaterem książki. 
 
- Brat Wilhelm stworzył mi piękną atmosferę rozwoju, wprowadził w arkana liturgii, przekazał schemat mszy świętej i innych nabożeństw. Miał olbrzymią wiedzę i umiejętności. Oprócz tego, że był zakonnikiem, to naprawdę dobrze grał na organach. Wiedział, jak zagrać chorał gregoriański, a jak wykonać inne pieśni i, mimo swego wieku, wprowadzał nowe pieśni liturgiczne. Wówczas to była rzadka cecha wśród tzw. domorosłych organistów grających wtedy w gdańskich kościołach - czytamy we wspomnieniu prof. Romana Peruckiego.

W kościele św. Mikołaja dominikanie ponownie pochowali dawnych gdańskich mieszczan

Wybitny gdański muzyk pisze też, że miał też okazję korzystać z olbrzymiej biblioteki muzycznej brata Wilhelma, wśród której było wiele prawdziwych rarytasów. 
 
- Kto wie, czy gdyby nie brat Wilhelm, nie byłbym jazzmanem? Wówczas to był bardzo modny trend, trochę w ramach protestu do ówczesnego systemu politycznego. Ale brat Wilhelm mnie potrzebował, coraz więcej i częściej. Miało to być zastępstwo na lato, a wyszło kilka lat - wspomina prof. Roman Perucki.

Brat Wilhelm jako "złota rączka"

Humorystycznie o zdolnościach wokalnych brata Wilhelma pisze natomiast gdański dominikanin Wojciech Czwichocki - Wilhelm jak miał zęby, to śpiewał jak Leonard Cohen, a jak nie miał, to jak Keith Jarrett. - napisał. 
 
Inne umiejętności brata Wilhelma odnotował dominikanin Cyprian Klahs.
 
- Z dzieciństwa pamiętam bajkę “Pomysłowy Dobromir”. Brat Wilhelm kojarzy mi się właśnie z kimś takim. Klasztor i kościół był pełen jego wynalazków. Do późnej starości ciągle coś ulepszał, naprawiał, majsterkował. Zawsze można było zapukać do jego drzwi i zapytać: “Bracie, ma brat może młotek…lutownicę…wiertarkę? - “He, he, pewnie, że mam”. Na swój sposób był nieustraszony, zawsze ciekawy świat i ludzi. Nie znając języków objechał Polskę i Europę - pociągiem, rowerem, motorynką, jakkolwiek. Swoje opowieści często zaczynał od słów: “Proszę sobie wyobrazić…”. Zatem proszę sobie wyobrazić, że wszystko, co opisano w tej książce, przydarzyło się jednemu prostemu bratu zakonnemu! - napisał zakonnik.

Gdzie można kupić wspomnienia dominikanina?

Książka "Wybrałem Gdańsk. Wspomnienia brata Wilhelma Paściaka OP" powstała dzięki wsparciu finansowemu z programu „Gdański Fundusz Promocji Wydawnictw”, wprowadzonemu przez miasto Gdańsk dla wsparcia rynku księgarskiego i wydawniczego dotkniętego negatywnymi skutkami pandemii koronawirusa.
 
Książkę, w cenie 50 zł, można kupić w Szafie Gdańskiej (ul. Garbary 14/1) oraz w zakrystii kościoła św. Mikołaja.

Kościół św. Mikołaja. Cenny obraz o lwowskich korzeniach przejdzie renowację

Całkowity dochód ze sprzedaży tytułu przeznaczony jest na prace konserwatorskie w kościele św. Mikołaja w Gdańsku.
 
Fundacja Centrum św. Jacka, która wydała książkę, została założona przez gdańskich dominikanów w 2004 r., aby wspierać misję charytatywną, edukacyjną i kulturalną klasztoru oraz chronić i promować dziedzictwo kościoła św. Mikołaja.
 
Fragment wspomnień brata Wilhelma z 15 sierpnia 1946 r., kiedy przyjechał pociągiem do Gdańska: 
Kierując się w stronę bazyliki, szliśmy przez dymiące gruzy. Chociaż był już przeszło rok po wojnie, to zagruzowane piwnice dymiły, gdyż dopalał się w nich węgiel lub koks. Ulica Pańska była cała w gruzach, naprzeciw refektarza zachował się fronton kina Flamingo. Po usunięciu gruzu kupcy wybudowali tymczasowe budy i prowadzili handel lub naprawę drobnych rzeczy.
 
Fama chyba do dziś głosi, że wszystkie kościoły Gdańska zostały zburzone, za wyjątkiem św. Mikołaja. Jednak niezupełnie tak było. Po wojnie do odprawiania mszy św. służyła tylko zakrystia. Całe podwórze stało się cmentarzem. Bo chociaż cmentarz był naprzeciw opery we Wrzeszczu, w czasie wojny nie sposób było pochować tam zmarłych. Po kilku latach te zwłoki zostały przeniesione na cmentarz parafialny.
 
W pobliżu kościoła spadły dwie bomby - jedna po stronie północnej, druga - południowej. Kościół z zewnątrz był do połowy okien, czyli do jednej trzeciej wysokości, zasypany gruzem. Wszystkie kamienice naprzeciw kościoła były zburzone. Natomiast od północy zastałem wielki lej zrobiony przez bombę, który nie został jeszcze zasypany. Na szczęście ta duża bomba nie trafiła w kościół, tylko obok północnej nawy, w odległości 4 metrów od niej, rozwalając lipę i mur ogrodzenia. Fundamenty północnej nawy opadły na 10 centymetrów, co można sprawdzić na zewnątrz kościoła. Wieżyczki też były mocno nadwyrężone, tak że po kilku latach jedna z nich spadła na podwórze.
 
Główny ołtarz (w górnej części) był pochylony na jeden metr, ponieważ po prawej stronie płytko był fundament. W 1947 roku hydraulicznymi pompami sprostowano i zrobiono odpowiedni fundament. Od wstrząsu, z dachu zleciały wszystkie dachówki, wszystkie witraże i szyby wyleciały, całe sklepienie nawy północnej się zwaliło, a w nawie głównej brakowało sklepienia od prezbiterium aż do ambony. Brak pokrycia dachu przez kilka miesięcy powodował dalsze szkody. Czterdziestoośmiorejestrowe organy, zalane przez deszcz, były nie do użytku. Drewniane piszczałki napęczniały, kontuar został zalany, wszystkie bolce metalowe pordzewiały, klawisze stały się nieruchome.