• Start
  • Wiadomości
  • “Towarzyszę między życiem a śmiercią”. Wolontariuszka o pracy w hospicjum

“Towarzyszę między życiem a śmiercią”. Wolontariuszka o pracy w hospicjum

Elżbieta Kubacka na co dzień uczy młodzież geografii, a od kilkunastu lat jest też wolontariuszką opiekuńczą w Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza w Gdańsku. Fundacja Hospicyjna wyróżniła ją Bursztynowym Dźwigiem za zaangażowanie, a my pytamy, dlaczego wybrała właśnie taką wolontariacką drogę i czego uczy towarzyszenie człowiekowi u kresu życia.
27.01.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Wolontariuszka w żółtej koszulce stoi przy łóżku osoby leżącej i trzyma jej dłoń, okazując wsparcie i bliskość. Scena rozgrywa się w spokojnym wnętrzu pokoju, którego wystrój i światło podkreślają kameralny, opiekuńczy charakter sytuacji.
Elżbieta Kubacka - wolontariuszka Fundacji Hospicyjnej, od kilkunastu lat towarzyszy pacjentom w stacjonarnym hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza na gdańskich Aniołkach
Dominik Paszliński / www.gdansk

Fundacja Hospicyjna. Kto otrzymał Bursztynowe Dźwigi 2025

Pierwsze spotkanie

Kiedy pierwszy raz podchodzi do nowego pacjenta w hospicjum, Elżbieta Kubacka przedstawia się i pyta: "Skąd pan / pani pochodzi”? Na to pytanie odpowie każdy, a rozwinięcie tematu dla niej - doświadczonej nauczycielki geografii - to bułka z masłem. 

- Po kilku zdaniach mój rozmówca się ożywia i zaczyna opowiadać - mówi Elżbieta Kubacka. - A wtedy ja, przyjmując metodę wywiadów Mariusza Szczygła, komentuję "Ach, to ciekawe". I co dalej było”? Tak toczy się poznawcza rozmowa. Zmęczony pacjent zasypia, a ja idę do kolejnej osoby. Wolontariat opiekuńczy polega właśnie na rozmowie, na wypiciu wspólnie dobrej herbaty, a często po prostu na obecności przy łóżku, ponieważ pacjenci hospicjum dużo śpią. To skutek silnych środków przeciwbólowych, dzięki którym generalnie nic tu nikogo nie boli. Ale boli to, że czegoś się nie załatwiło i już się nie zdąży. 

WYPOWIEDŹ FILMOWA PANI ELŻBIETY

 

Ostatnie spotkanie

Kiedy nadchodzi czas ostatniego spotkania z podopiecznym, a nie ma przy nim rodziny, Elżbieta Kubacka i inni wolontariusze modlą się za umierającego i trzymają go za rękę. 

- Kiedy człowiek odchodzi, słuch zamiera podobno jako ostatni ze zmysłów. Trudno czasem rozpoznać, kiedy - opowiada Elżbieta Kubacka. - Kiedyś zwróciłam się do pacjentki: “Proszę otworzyć oczy, pani Mario, modlimy się teraz za panią”. Spełniła moją prośbę, uchylając odrobinkę powieki, choć wydawało się, że już odeszła. Czasem człowiek w agonii wysunie dłoń z uścisku, a czasem tak mocno trzyma, że nawet kiedy odejdzie, trudno jest wyciągnąć rękę. Nie chodziłam na religię i wychowałam się w półateistycznym domu, ale w hospicjum przekonałam się, że nie ma twardej granicy między śmiercią i życiem, że jest czas pośredni - około dwie, trzy godziny. I w tym czasie też trzeba towarzyszyć ludziom odchodzącym z tego świata.

Zaczyna się przebudowa Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza

GALERIA ZDJĘĆ

 

Czy to już ostatnia fryzura?

Elżbieta Kubacka towarzyszy pacjentom między życiem a śmiercią od kilkunastu lat, dwa razy w tygodniu. Nie pamięta już twarzy i imion wszystkich, którzy przy niej odeszli.

Wcześniej wspierała to samo hospicjum w bardziej “nauczycielski sposób”. Razem ze swoimi uczniami włączała się w żonkilowe Pola Nadziei, szykowanie prezentów i pisanie kartek świątecznych dla pacjentów. Przez 20 lat prowadziła też szkolne koło honorowego krwiodawstwa, po pięciu latach przerwy otworzyła je w kolejnej szkole średniej, w której teraz uczy. Nauczycielka - wolontariuszka łączy więc ze sobą pozornie odległe bieguny - wspieranie młodych ludzi w poznawaniu świata i wspieranie osób, które z nim się żegnają. 

Uczniów jednego z techników zabierała do hospicjum na spotkania przy kawie i ciastku z pacjentami. Adepci fryzjerstwa z kolejnej szkoły raz na pół roku strzygli pacjentów. "Proszę pani, a czy to będzie już taka ostatnia fryzura?" - zapytał jeden z nastolatków. Kiedy dowiedział się, że tak, stwierdził “Zrobimy taką modniejszą”. Kilkoro z tych uczniów, dziś już doświadczonych fryzjerów, wciąż przychodzi tu strzyc. 

Wolontariuszka w żółtej koszulce stoi przy łóżku osoby leżącej i delikatnie trzyma jej dłoń. Wnętrze pokoju z łóżkiem rehabilitacyjnym i stonowanym światłem tworzy spokojną, intymną atmosferę opieki.
Wolontariat opiekuńczy polega na rozmowie, na wypiciu wspólnie dobrej herbaty, a często po prostu na obecności przy łóżku pacjenta - mówi Elżbieta Kubacka
Dominik Paszliński / www.gdansk

Kim są ci ludzie? 

Inspiracją do rozpoczęcia wolontariatu było dla Elżbiety Kubackiej osobiste doświadczenie pomocy lekarzy i pielęgniarek hospicjum.

- W Dzień Dziecka w 2004 roku dowiedzieliśmy się, że tata jest chory na nowotwór płuc, a 10 sierpnia tego samego roku zmarł. Nie zdążyliśmy nawet uświadomić sobie, że odejdzie - odpowiada wolontariuszka. - Ktoś wręczył wówczas mojej mamie kartkę z numerem telefonu, radząc, by zadzwoniła, jeśli tatę będzie boleć. Zadzwoniła. Lekarz przyjechał za 10 minut. Następnego dnia znów zadzwoniła, tym razem przyszła pielęgniarka. Zastanawiałam się, co to za ludzie? Jak to możliwe, że dzwonisz o godzinie 1 w nocy, przychodzi lekarz, mówi: "Proszę pani, pomożemy tacie, niech pani się nie martwi" i nie płacisz za wizytę. Pomyślałam, że muszę do tych ludzi dotrzeć, zobaczyć, kim są naprawdę, bo trochę nie dowierzałam, że tak to działa. 

Gdy zapisała się na kurs, poznała swoją obecną szefową - Barbarę Szynakę, koordynatorkę wolontariatu opiekuńczego w Fundacji Hospicyjnej.

- Spotkania szkoleniowe były zupełnie pozbawione bariery “my i oni / kursanci i szkolący”. Zapytałam któregoś dnia siedzącą obok mnie w ławce kobietę, czy też uczy się do egzaminu, "Nie, ja jestem tutaj pielęgniarką, zaraz będę was czegoś uczyć”, odpowiedziała. Już wtedy poczułam, że dobrze trafiłam - przyznaje Elżbieta Kubacka. - A kiedy nie pasował mi termin egzaminu, pisałam później, u pani Basi w gabinecie, pijąc kawusię, którą mi zrobiła.  

Do dyplomu kursu hospicyjnego Elżbieta Kubacka wkrótce dołożyła jeszcze jeden - policealnej szkoły opiekunów medycznych. 

Jak odbiera świat osoba z demencją, jak jej pomóc? Kampania Fundacji Hospicyjnej

Zbliżenie na dłonie wolontariuszki obejmujące dłoń osoby leżącej, z widocznym gestem troski i uważności. Kadr skupia się na dotyku, podkreślając bliskość i spokojny charakter opieki.
Dotyk drugiego człowieka w ostatnich chwilach życia bywa bezcenny...
Dominik Paszliński / www.gdansk

Echo babcinego ciepła i mądrości 

Nasza bohaterka dowiedziała się więc, kim są ludzie pracujący w hospicjum, w kontaktach z pacjentami odnalazła zaś echo więzi ze swoimi babciami.

- Obie moje babcie były bardzo ciepłe, kochane. Kiedy byłam dzieckiem, lubiłam spać z nimi w łóżku. Dlatego często zapraszam wnuki do siebie na noc, ale z nim nie umiem zasnąć. Widać w drugą stronę to nie działa - śmieje się Elżbieta Kubacka. - Kiedy dorosłam, lubiłam starszych ludzi dlatego, że mieli wiedzę, a wiedza mi imponuje. Do hospicjum trafiają osoby, które pamiętają wojnę. Opowiadają o rzeczach, o których w książce się nie przeczyta. Są to wiadomości z mikroświata: jakaś wioska i kraniec lasu, przy którym rozbił się niemiecki samolot, a miejscowi pochowali dwóch pilotów, którzy zginęli. “Na tej górze zakopaliśmy, jak pani chce, może pani tam iść, odszukać nieśmiertelniki”. Takich tu opowieści słucham. Albo takich, że tu jest jak w raju. Tak twierdziła pani Stasia, repatriantka, która zanim trafiła do Gdańska, a później do hospicjum, przez 50 lat kopała buraki w Kazachstanie - wymienia i dodaje. - W hospicjum są rozpacz i smutek, które trochę obciążają wolontariuszy (dlatego mamy często warsztaty), ale w tym samym miejscu są ogromne pokłady dobra i serca, wśród pacjentów i ich rodzin. Ludzie, kiedy chodzą do ściany, są dobrzy i prawdziwi.

To żadna buddyjska filozofia

Czego nauczycielka nauczyła się w hospicjum?

- Że trzeba być uważnym. Tutaj nie można zajrzeć tylko do pokoju i powiedzieć: "O, wszyscy śpią". Trzeba podejść i przyjrzeć się, czy naprawdę śpią, czy czegoś potrzebują. Gdy pacjent jest tak słaby, że go nie słyszę, a nie jestem w stanie odgadnąć jego życzenia, chce mi się płakać. Tak samo, kiedy widzę, jak chorzy cierpią, gdy za ich bliskimi zamykają się drzwi, prawdopodobnie już po raz ostatni - przyznaje Elżbieta Kubacka. - To z tych doświadczeń wyniosłam, że najważniejszy w życiu jest po prostu stosunek do drugiego człowieka, żeby choć raz na miesiąc zadzwonić do mamy, wujka, czy zapomnianej znajomej i zapytać “co u ciebie,”? To jest ta uważność, którą wzięłam z hospicjum. Wcześniej byłam śpiącą osobą. Teraz jestem już przebudzona i to nie jest żadna filozofia buddyjska, tylko przebudzenie w sensie dosłownym - na to, co jest ważne w życiu.

TV

Fotograficzne podsumowanie roku 2025 zapowiedź