Profesjonalne prześwietlenie
Prześwietlenie skrzynki narzędziowej wykonano przy użyciu belgijskiej lampy RTG stosowanej w radiografii przemysłowej, wykorzystywanej m.in. do kontroli spoin rurociągów czy konstrukcji stalowych.
Za darmo do muzeum. Gdzie i kiedy?
Urządzenie pracuje przy wyższym napięciu niż aparaty medyczne, a sama ekspozycja trwa znacznie dłużej – w medycynie to zwykle milisekundy, w przypadku zabytkowej skrzyni naświetlanie trwało około 10 minut.
Zabytek umieszczono na kasecie ze specjalną płytą rejestrującą obraz. Promieniowanie rentgenowskie pada na płytę, tworząc na niej tzw. obraz utajony.
– Po wykonaniu ekspozycji kasetę umieszcza się w skanerze, gdzie wiązka lasera odczytuje zapisany obraz, uwalniając zmagazynowaną energię w postaci światła widzialnego. Następnie światło przetwarzane jest na sygnał elektryczny i zamieniane w cyfrowy obraz widoczny na monitorze – tłumaczy Irena Rodzik, kierownik Działu Konserwacji Muzealiów. - Dzięki temu badaniu możliwe było opracowanie bezpiecznej metody wydobycia zawartości skrzynki, tak aby nie uszkodzić ani samego zabytku, ani znajdujących się w nim artefaktów.
Tajemnica skrzynki
Podczas otwierania skrzynki do jej wnętrza wpuszczano delikatnie niewielką ilość wody. Dzięki temu udało się wypłukać osad, który nagromadził się w środku podczas wieloletniego zalegania na dnie morza. Gdy osad został usunięty, okazało się, że nie wszystkie znajdujące się w środku przedmioty można łatwo wyjąć. Część z nich była pokryta twardą warstwą konkrecji powstałej w wyniku długotrwałego oddziaływania środowiska morskiego na metalowe elementy.
Międzynarodowy Dzień Ochrony Morza Bałtyckiego
– Konieczne było delikatne podkuwanie osadu. Stopniowo, po jednym lub dwóch narzędziach, skrzynkę ponownie przepłukiwaliśmy wodą, aby usunąć kolejne warstwy osadu. W ten sposób udało się wydobyć cały zestaw narzędzi cieśli okrętowego – wyjaśnia Janusz Różycki z Działu Badań Podwodnych NMM.
Wśród znalezisk znajduje się m.in. kilka dłut, konopatek i przecinaków różnych rozmiarów, miara składana calowa, sznur traserski, dwa marszpikle oraz inne narzędzia ciesielskie służące do obróbki drewna.
Na jednym z elementów odkryto także inicjały „I lub J.R.”. – Najprawdopodobniej są to inicjały właściciela zestawu. Na statkach marynarze często oznaczali swoje prywatne przedmioty, aby uniknąć ich pomylenia – dodaje Janusz Różycki.
Pomorskie Sztormy rozdane. Triumfowała LeŚnia i nie tylko
Narzędzia zostały już zadokumentowane w stanie, w jakim je wydobyto. W kolejnym etapie trafią do Działu Konserwacji Muzealiów NMM, gdzie przejdą specjalistyczny proces konserwacji.
Inne cenne przedmioty
Badania prowadzone w sezonie letnim 2025 roku przez Dział Badań Podwodnych Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, z wykorzystaniem jednostki badawczej „NMM Wodnik”, przyniosły także inne interesujące zabytki związane z codziennym życiem załogi.
– Wśród naszych odkryć znalazły się m.in. żeliwny piecyk typu koza, który służył do ogrzewania marynarzy w kubryku znajdującym się na dziobie statku. W jego pobliżu odnaleźliśmy również sporą ilość węgla, prawdopodobnie używanego jako opał lub będący pozostałością ładunku – mówi dr Krzysztof Kurzyk, kierownik Działu Badań Podwodnych NMM.
Do ciekawych znalezisk należą także drewniana fajka oraz pojedyncze egzemplarze mocno zużytych skórzanych butów marynarskich, które stanowią cenne świadectwo codziennego życia XIX-wiecznych żeglarzy. Sam wrak zachował się w bardzo dobrym stanie.
– Odkryliśmy dobrze zachowany kadłub o długości około 30 metrów i szerokości do 7 m, w większości zagrzebany w dnie morskim na głębokość ok. 3,5-4 m. Zachowały się również liczne elementy konstrukcyjne statku, m.in. stępka, denniki, węzłówki oraz pokładniki – uzupełnia dr Krzysztof Kurzyk.
Wyciągnięte z wody – i co dalej?
Wszystkie zabytki są podczas badań dokładnie lokalizowane, co pozwala na ich późniejszą interpretację w trakcie opracowywania wyników badań. W czasie prac nurkowych wykonywana jest także dokumentacja w postaci podwodnych fotografii i nagrań filmowych.
Zespół badawczy wykonał również fotogrametrię podwodną części dziobowej wraku, która pozwoli w przyszłości stworzyć jego trójwymiarowy model. W kolejnych sezonach badacze planują w ten sposób udokumentować cały wrak. Po wydobyciu zabytki są zabezpieczane przed wysychaniem i po wstępnym opracowaniu trafiają do Działu Konserwacji Muzealiów NMM, gdzie przechodzą specjalistyczny proces konserwacji. Po jego zakończeniu najciekawsze z odkrytych artefaktów będą mogły zostać zaprezentowane zwiedzającym na wystawach Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
Co wiemy o „Portowcu”?
Wrak oznaczony jest sygnaturą F53.14. Potocznie nazywany jest w środowisku archeologów podwodnych „Portowcem” z powodu zalegania w rejonie wejścia do Portu Gdańsk.
To pozostałość drewnianego żaglowca spoczywającego na dnie Bałtyku. Na podstawie dotychczasowych badań wrak drewnianego żaglowca datowany jest wstępnie na pierwszą połowę XIX wieku. Na razie nie ustalono jednak jego dokładnego pochodzenia oraz nazwy.
– Nie wiemy jeszcze, czy była to jednostka związana z portem w Gdańsku, czy statek należący do armatora z jednego z portów zagranicznych uczestniczących w wymianie handlowej prowadzonej przez Królestwo Prus za pośrednictwem gdańskiego portu. Wrak spoczywa w strefie przybrzeżnej u ujścia Martwej Wisły, gdzie przy niekorzystnych warunkach pogodowych bywa zasypywany przez osady denne – mówi Paweł Litwinienko archeolog podwodny NMM.
“Heweliusz. Prawdziwa historia”. Roman Czejarek spotkał się ze słuchaczami w Gdańsku
W pobliżu "Portowca" odkryto również inne relikty drewnianych żaglowców, m.in. wcześniej badane przez Narodowe Muzeum Morskie wraki W-25 oraz W-23 „Loreley”. Sam wrak F53.14 został po raz pierwszy częściowo przebadany w części rufowej przez zespół muzeum w 2014 roku.
Na podstawie komunikatu prasowego autorstwa Łukasza Grygiela, rzecznika prasowego Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku