Śp. Urszula Ściubeł w Stoczni Cesarskiej podczas konferencji prasowej z okazji otwarcia interaktywnego Archiwum Wspomnień Stoczniowca, autorstwa Marka Osiecimskiego, 18 sierpnia 2020 r.
fot. Renata Dąbrowska / www.gdansk.pl
Na straży historii gdańskiej stoczni
Jak wspomniała w mediach społecznościowych Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska, Urszula Ściubeł "swoim życiem i zaangażowaniem dawała świadectwo odwagi, solidarności i godności pracy".
Po latach dzieliła się pamięcią o tamtych czasach, m.in. podczas Spacerów Ścieżkami Kobiet po terenach Stoczni Gdańskiej w ramach projektu IKM – Metropolitanka.Odeszła strażniczka historii Stoczni.Przesyłam wyrazy współczucia rodzinie i bliskim. Spoczywaj w pokoju.
- napisała prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz.
POST NA FACEBOOKU PREZYDENT GDAŃSKA
Urszula Ściubeł była też przewodnikiem po wystawie stałej Europejskiego Centrum Solidarności.
Nie żyje Tadeusz Olszewski, człowiek-ikona z Placu Solidarności
W Stoczni Gdańskiej zatrudniła się w 1963 r. jako 18-latka. Jej praca polegała na izolacji rurociągów, do czego używało się w tamtych latach azbestu. W stoczni, w tamtych latach pracowało około pięciu tysięcy kobiet, w tym jedna z legend "Solidarności" Anna Walentynowicz, o której Urszula Ściubeł opowiadała później między innymi podczas prowadzonych przez siebie spacerów. Jako izolatorka przepracowała 18 lat, kolejne siedem jako suwnicowa.
Obchody 100 lat praw wyborczych kobiet w Dworze Artusa w 2018 r. W środku Urszula Ściubeł, obok niej prezydent Gdańska Paweł Adamowicz oraz aktywistka społeczna Lidka Makowska
fot. Dominik Paszliński / www.gdansk.pl
W publikacji "Zeszyt Solidarności codziennie. Nieśmiałość!", wydanej w 2018 r. przez ECS, Urszula Ściubeł wspominała swoje dwa spotkania z przywódcą komunistycznej partii Edwardem Gierkiem:
– Wyszłam z karetki, patrzę, jacyś faceci idą prosto na mnie. A ja zalana taka. Wychodzę z karetki, a oni na to naszli. Jeden podniósł rękę, zatrzymał panów i idzie do mnie. Zgłupiałam. Ślepa, bo ślepa, ale widzę przecież, że to Gierek. Podszedł, podał rękę i pyta: „Co się towarzyszce stało?”. A ja nie byłam żadna towarzyszka, bo nie należałam. Ale skoro towarzyszka, to co mi tam szkodzi. Potem sanitariusz przerwał: „Przepraszamy, ale tu oko trzeba płukać”. No i wypłukali. A w ogóle to była trochę moja wina, bo powinnam mieć te okulary.
Urszula Ściubeł (po lewej) z koleżanką w Stoczni Gdańskiej, przełom lat 60. i 70. XX wieku
fot. materiały archiwalne projektu Metropolitanka
Drugi raz Gierek uścisnął dłoń pani Urszuli w ciasnej maszynowni chłodniczej. Pracowała z koleżankami, usłyszała gwar. Nie oglądała się, to mogli być budowniczowie lub inżynierowie.
– Myśmy darły azbest, zwijałyśmy, bo tak nam było wygodniej, a tu Gierek wchodzi. Ja zdrętwiałam, tak o, jak żona Lota. Współpracownice też. I Gierek mówi: „A my to się z koleżanką znamy”. Zrobiłam się czerwona. Wiesz, jak miałam przerąbane wśród koleżanek? Niby ten Gierek był taki uznawany, ale jednak to było podejrzane. Ale patrz, pamiętał. I pyta, jak oko, czy dobrze widzę? No i dziewczyny: „Phi, Gierek”. Że do mnie się odezwał, a nie do pani brygadzistki.