Prężnie działająca NOVA pod koniec ubiegłego roku przeniosła się z tymczasowej siedziby do budynku przy ul. Styp-Rekowskiego. Kalendarz domu sąsiedzkiego wypełniają zajęcia plastyczne i sportowe dla dzieci oraz dorosłych, wykłady, spotkania tematyczne; tu także spotyka się wyjątkowa społeczność Kawiarenki Literackiej, tworzona przez osoby 60+. Uczestnicy spotkań w kawiarence chodzą do kina, teatru, czytają książki, przygotowują wystawy, przedstawienia, w ramach programu Erasmus + współpracują także seniorami z innych krajów, np. z Norwegii, Portugalii i Hiszpanii.
Katarzyna Błaszkowska: Podczas naszego poprzedniego spotkania, półtora roku temu, rozmawiałyśmy w tymczasowej siedzibie domu sąsiedzkiego przy ul. Biegańskiego; tamta przestrzeń nie sprzyjała działaniom społecznym; dziś siedzimy w rozświetlonej wiosennym słońcem sali przy ul. Styp-Rekowskiego; jest więcej powietrza i więcej światła. Jak zmiana miejsca wpłynęła na tę małą społeczność, która tworzy Kawiarenkę Literacką?
Krystyna Woźniczka: Na pewno dużo lepiej się tu czujemy. Po drugie – tu nie musimy chodzić po schodach. Niektóre uczestniczki naszych spotkań mają 80 i więcej lat, więc była to uciążliwość. Tu mamy także kuchnię.
Jesteśmy stałą dwudziestoosobową grupą. W tym roku zmarła jedna z naszych koleżanek, Ania Gąsiorowska, radna senioralna, szukamy zatem osoby na jej miejsce, ale to nie jest proste. Nasza grupa jest już bardzo zżyta. Jesteśmy trochę jak klasa z liceum: ta siedzi z tą, ta siedzi z tamtą, te się przyjaźnią, te się spotykają po południu. Potrzebujemy tutaj osób, które będą pozytywnie reagować na Kawiarenkę Literacką. Teraz przygotowujemy program „Moja poezja to jest noc księżycowa” i mówimy o Gałczyńskim. Dzisiaj się dowiedziałam, że dostaliśmy grant na ten projekt, więc będzie na bogato. Zawsze przy takich okazjach staramy się organizować taką prawdziwą Kawiarenkę Literacką, ze stolikami, ciastem, kawą, niecodziennym wystrojem. W takich okolicznościach prezentujemy nasz program; zapraszamy około 40 osób – tyle, ile pomieści sala.
Do tej pory zdarzało się, że korzystaliśmy z przestrzeni Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 7 czy Centrum Dolna Brama; nie wiem, czy tym razem nie będzie podobnie, dzięki temu będziemy mogli zaprosić do kawiarenki więcej gości.
Widzę, że teatr jest dla Państwa ważny; kilka tygodni temu spotkałyśmy się na widowni Teatru Mostownia.
Krystyna Woźniczka: Tak, jesteśmy ich publicznością, ale nie tylko. Zaproszę do naszej rozmowy koleżankę Krysię Szubielską.
Krystyna Szubielska: W Mostowni uczestniczymy w projekcie „Scena pokoleń”, który łączy starych z młodymi.
Krystyna Woźniczka: Mamy dzięki temu koleżanki, które mają po dwadzieścia parę lat. I one nas lubią; bardzo się z tego cieszymy!
Krystyna Szubielska: Przygotowujemy spektakl pod kierunkiem Agnieszki Grewling-Stolc z Teatru Mostownia. To ona tworzy scenariusz, ale propozycje były od nas. Całość powstaje dzięki grantowi Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” z Warszawy.
Nowa siedziba Fundacji NOVA – nowe przestrzenie, nowe zajęcia i nowe wyzwania
Krystyna Woźniczka: Niegdyś robiliśmy z nimi wspólny projekt „Pary językowe”; w tym roku grant otrzymała Agnieszka, co jest dużym sukcesem, bo konkurencja z całej Polski jest ogromna. W grudniu „Scena pokoleń” wystartowała; w prasie był anons, jak tylko zobaczyłam, że to przedsięwzięcie wspiera Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” – to jest przecież jak moja rodzina! Wiem co robią, wiem, że nie lipa. I mówię do Krysi: idziesz ze mną!
Obie jesteśmy polonistkami; Krysia słynie z tego, że ma doskonałą pamięć i pamięta teksty z całego programu. Ona jest moją, że tak powiem, podwaliną i pomocą. Dlatego ja bardzo kapryszę, jak mam do nas przyjąć kogoś, kto chce po prostu siedzieć i pić kawę – ja nie chcę takiej osoby. Krysię przyjęłam do razu, ale przyznam szczerze, że aż tyle się nie spodziewałam! Jesteśmy dobrym tandemem.
Krystyna Szubielska: Hasłem naszego przedstawienia jest: miłość, wolność i wdzięczność. Do każdego z tych haseł proponowaliśmy różne teksty poetyckie i prozatorskie – co komu przychodziło do głowy.
Krystyna Woźniczka: Od razu zaprezentujemy, np. po polsku mówimy dom, a w poezji mówimy…
Krystyna Szubielska: Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje; Raczyż błogosławieństwo dać do końca swoje! I fraszka Kochanowskiego leci.
Kiedy premiera tego spektaklu?
Krystyna Szubielska: Premiera już 16 maja na scenie Teatru Mostownia; serdecznie zapraszamy.
Krystyna Woźniczka: Spektakl będzie trochę wariacki, taki miszmasz. Bardzo trudno jest przygotować przedstawienie, gdzie każdy ma przypisaną określoną rolę: tata, mama, dzieci itd., bo nagle ktoś zachoruje, ktoś musi wyjechać i jest kłopot, więc raczej trzymamy się poezji i to nam bardzo odpowiada.
Wracając do Kawiarenki Literackiej: spotykacie się Państwo co tydzień, czym przede wszystkim żyje to miejsce?
Krystyna Woźniczka: Kawiarenka Literacka pozwala nam m.in. zarażać innych poezją. Koleżanki, które nigdy nie miały z nią styczności mówią dziś: nasza Wisia Szymborska, bo zrobiłyśmy o niej program; one ją znają, lubią jej teksty, chętnie je recytują. Podobnie jest z Gałczyńskim. Jedna z koleżanek powiedziała: och, ja tak lubię Gałczyńskiego! Okazało się, że jeszcze któraś zna jego „Rozmowę liryczną”, ktoś inny jeszcze coś, no i poszłyśmy w ten temat, łącznie z Teatrzykiem Zielona Gęś, skąd mamy jedną scenę „Biurokrata na wakacjach”. Kolega będzie amatorem kąpieli, będzie wołał „ratunku!”, a urzędnik: „nazwisko”.
Nie samą poezją żyje jednak Kawiarenka Literacka. Co jeszcze sprawia Państwu przyjemność, czym jeszcze się zajmujecie?
Krystyna Woźniczka: Bywamy na koncertach, na spotkaniach Krakowskiego Salonu Poezji, w operze. Akademia Muzyczna zawiadamia nas o swoich koncertach, na które chętnie chodzimy – to wydarzenia bezpłatne, każdy więc może sobie na to pozwolić.
A propos funduszy: jedna z naszych koleżanek, która jest także radną senioralną, zapytała mnie niedawno: czemu ty nie starasz się o grant z rady dzielnicy? Nie staram, bo nie wiem. Ale już się dowiedziałam, koleżanka podzieliła się wiedzą i napisałam wniosek o grant. Wymyśliłam taki projekt dotyczący nazw ulic na Chełmie. Nie tylko dowiemy się, kto jest patronem ulicy, ale chcemy się także przyjrzeć tym naszym ulicom, na każdej z nich było coś wyjątkowego; tu długo był sklep, tu ktoś ciekawy mieszkał – i to się spodobało.
Krystyna Szubielska: Będziemy też opowiadać o spotkaniach z ludźmi; ja mieszkam przy ul. Hebanowskiego i poznałam pana Hebanowskiego. Znałam także pana Cebertowicza.
Jesteśmy dziś na cotygodniowym spotkaniu kawiarenki w Domu Sąsiedzkim Chełm; jest wesoło i gwarno. Czym to miejsce jest dla tworzącej go grupy?
Krystyna Woźniczka: Jedna z naszych koleżanek opowiadała mi dziś, że przyjechali do niej goście z białostockiego i na dzień dobry zaprowadziła ich na „Operę? Si!”. Dziś zapowiedziała, że musi wyjść, bo ma próbę, potem zabierze ich do ECS. Na tym przykładzie widać, jakie nasze spotkania mają przełożenie na życie. Ludzie, którzy do niej przyjechali są zaskoczeni, że można robić coś więcej, niż tylko pić kawę. Nauczyliśmy się nie marnować czasu.
Krystyna Szubielska: Nie chcę brzmieć jak podlizucha, ale inspiratorką tego wszystkiego jest Krysia; ona ma pomysły, ma umiejętność jednania ludzi.
Krystyna Woźniczka: Mów do mnie jeszcze... Za taka rozmową tęskniłem lata... Każde twoje słowo słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze…
No i tak sobie także chwilami z dzióbków spijamy… Ale tak naprawdę trzeba było mieć pomysł. Ja pamiętam, że chciałam nazwać to miejsce „Wywiedzione przez słowa”, ale dziewczyny z fundacji mówią: „No pani Krysiu! Ludzie nie będą wiedzieli o co chodzi! Może jakaś kawiarenka?” No to ja mówię, że jeśli kawiarenka, to tylko literacka!
Krystyna Szubielska: I to nas zobowiązuje!
Krystyna Woźniczka: Oglądamy na przykład filmy, poniedziałkowe teatry w TVP 1; ja im zawsze przypominam: dziewczynki, teatr. Po wczorajszym jesteśmy głęboko poruszone. Często potem wspólnie dyskutujemy na ten temat. To jest budujące. Bierzemy także udział w zajęciach „Seniorzy do muzeum”. Muszę pamiętać każdego pierwszego dnia miesiąca, o dwunastej w nocy, żeby nas zaanonsować, bo już o 12:05 się nie załapiemy. Bardzo dużo ludzi z tego korzysta. Jesteśmy naprawdę zdyscyplinowane; podobnie jest z Kartą Mieszkańca; jedna z naszych koleżanek, Nina Moczulska, zbiera w styczniu wszystkie karty i jedzie przedłużyć ich ważność na kolejny rok. Bez naszej koleżanki Mirki Gidek, która również jest liderką grupy, pogubiłybyśmy się w rachunkach, listach obecności. I kto by nam zorganizował dwa lata temu wycieczkę do Krakowa, a w tym roku do Białegostoku? No kto? Naprawdę stanowimy dobrą drużynę i z tego się naprawdę cieszymy.
Pamiętam, że podczas naszej poprzedniej rozmowy wspominali Państwo swój klubowy wyjazd do Portugalii, który był możliwy dzięki unijnemu programowi Erasmus+. Czy w ubiegłym roku Kawiarenka Literacka również udała się w podobną podróż?
Fundacja NOVA na Starym Chełmie. Pomysły dla mieszkańców na każdy dzień
Krystyna Woźniczka: Tak, jesienią ubiegłego roku nasza grupa poleciała do Hiszpanii. To był szczególny wyjazd, nie chcę powiedzieć, że lepszy niż pozostałe, ale naprawdę wyjątkowy. W malutkiej miejscowości La Zubia koło Grenady gościła nas Joanna, Polka mieszkająca tam z rodziną, która na patio swojego domu organizuje warsztaty dla podobnych do naszej grup erasmusowych.
Joanna wspólnie z mężem, hiszpańskim poetą, oraz nastoletnią córką stworzyli nam jedyną w swoim rodzaju możliwość poznania andaluzyjskiego życia od kulis. Uczyliśmy się tańczyć flamenco, grać na kastanietach, jedliśmy potrawy, które oni dla nas przygotowali – było niezwykle i bardzo rodzinnie. W ramach warsztatów przygotowywaliśmy np. kolaż poetycki: czytaliśmy poezję hiszpańską i na jej podstawie tworzyliśmy prace plastyczne. To było bardzo twórcze i bardzo ciekawe.
Zaproszono nas także na występy profesjonalnych tancerzy flamenco. Tam pierwszy raz zobaczyłam mężczyznę tańczącego flamenco, który naprawdę dawał z siebie wszystko! Zobaczyć to, to było wielkie przeżycie. Mieszkaliśmy w Grenadzie, na warsztaty dojeżdżaliśmy autobusem.
Propozycja przyjazdu do La Zubia była niezwykła w swoich formie, w swoim cieple i życzliwości – nie była sztampowa. I okazało się na miejscu, że faktycznie takie jest to miejsce, tacy są ludzie, którzy nas gościli.
Jak wygląda przygotowanie takiego wyjazdu? Wiąże się z tym na pewno wiele formalności…
Krystyna Woźniczka: Na szczęście możemy liczyć na wsparcie Fundacji NOVA. Coroczne wyjazdy traktujemy jak nagrodę dla naszej grupy, która jest jedyną stałą grupą w domu sąsiedzkim; pozostałe osoby odwiedzają to miejsce indywidualnie.
Patrząc z boku mogę powiedzieć, że Kawiarenka Literacka niewątpliwie tworzy charakter domu sąsiedzkiego na Chełmie.
Krystyna Woźniczka: Czujemy się częścią tego miejsca i częścią fundacji. Zawsze możemy liczyć tu na pomoc. Na przykład w ostatnich dniach, kiedy z powodu wyjazdu kilku koleżanek do sanatorium pod znakiem zapytania stanął nasz występ dla Białoruskiego Uniwersytetu Złotego Wieku. Wolontariuszki z fundacji zgodziły się je zastąpić i przedstawienie się odbyło. Wspieramy się nawzajem i czujemy się tu bezpiecznie. Byle byśmy tylko zdrowie miały. Gdyby nie było kawiarenki, gdyby nie było fundacji, nasze życie byłoby uboższe.
Serdecznie dziękuję za rozmowę.