Sofiya Baskakova to aktorka teatru Dakh w Kijowie. Jest także wokalistką zespołu Dakh Trio, wykonującego ukraińską poezję śpiewaną. W czwartą rocznicę krwawego ataku Rosji na Ukrainę przyjechała do Gdańska, by zaśpiewać w MIIWŚ ukraińskie kołysanki. Te same, które ukraińskie mamy śpiewają dzieciom, pragnąc je ukoić, mimo spadających rosyjskich bomb, pocisków, dronów i szahidów.
Ballady śpiewane przez Sofiyę Baskakovą, a skomponowane przez Yanę Shliabanską, zabrzmiały wstrząsająco we wnętrzu MIIWŚ. Gdańskie muzeum skupia się wszak na cierpieniu cywilów w czasie II wojny światowej. Tymczasem, po czterech latach wojny w Ukrainie, to właśnie cywile - dzieci, młodzież, kobiety, starcy - są wciąż ofiarami bestialskich rosyjskich ataków.
Dla Ukrainy to nie przeszłość zamknięta na wystawie w muzeum, ale codzienność.
- Śpiewam pieśni matek pogrążonych w żałobie po stracie ukochanego dziecka - powiedziała mi Baskakova.
Jej wstrząsający występ - z udziałem dwóch gdańskich tancerek, Zuzanny Kopeć i Justyny Matacz - miał w 4. rocznicę napaści Rosji na Ukrainę przypomnieć o losie Mariupola, Buczy, Doniecka, Chersonia i innych miast terroryzowanych przez okupantów. Gdańskie tancerki wcieliły się w matki chroniące swoje dzieci.
Zapytałem aktorkę z Kijowa, jak wygląda życie w stolicy Ukrainy. - Zdarza się czasem, że mamy prąd, ogrzewanie i ciepłą wodę - powiedziała. - Ale przez większość czasu tego nie mamy. Nigdy nie wiesz, co cię czeka po powrocie do domu.
Czy ludzie w Kijowie wciąż mają czas i ochotę, by pójść do teatru? - Sama się dziwię - powiedziała Sofiya. - Wychodzą z chłodnych mieszkań i idą do równie zimnego teatru. Przecież to nie jest dobre ani dla zdrowia widzów, ani aktorów. A jednak przychodzą, co nawet dla mnie jest szokujące. Dla ludzi starszych, ubogich, życie bez prądu i wody, gdy muszą wejść na 11. piętro wieżowca, a winda nie działa, to katastrofa.
Czy Sofiya ma nadzieję na lepsze jutro? - Nadzieję? - zapytała mnie aktorka. - Nadzieję na co? Od wielu lat wszyscy mieliśmy wiele nadziei. I co nam to dało? Nic. Trzeba po prostu żyć codziennością.
Wrócić, pochować bliskich
Po występie pieśniarki z Kijowa w MIIWŚ otwarto wystawę “Mariupol – droga pamięci i marzeń”, której kuratorem jest ukraiński artysta Vlad Troitsky.
To artystyczna opowieść o tym, co spotkało Mariupol w czasie rosyjskiej okupacji. Zobaczymy na niej m.in. teatr w Mariupolu, w którym przed ruskimi bombami ukrywali się cywile, w tym matki z dziećmi. Teatr został zbombardowany 16 marca 2022 roku. Zginęło w nim około 600 osób.
Niedawno Rosjanie, którzy zdobyli Mariupol, z dumą poinformowali, że teatr został ponownie otwarty i będą w nim grane rosyjskie i sowieckie klasyki, w tym bajki dla dzieci.
Dobrze mieć to w pamięci, gdy ogląda się wystawę w MIIWŚ. 12,5 tysiąca małych kamieni ułożonych na podłodze symbolizuje zweryfikowane zwłoki zabitych mieszkańców Mariupola. Chaotycznie rozsypane kamyki to zaś ofiary do dziś nieustalone. Może ich być nawet 100-200 tysięcy.
Poza tym na wystawie zobaczymy m.in. naprędce pakowane walizki, do których uciekające z Mariupola dzieci wrzucały choćby kredki, farbki czy egzemplarz “Małego księcia”.
GALERIA ZDJĘĆ
Druga część wystawy opisuje losy miasta obleganego od marca 2022 roku: ostrzał szpitali, szkół, przedszkoli. Suche liczby informują o stratach: 63 zrównane z ziemią szkoły, 79 przedszkoli, 15 placówek ochrony zdrowia.
Na wystawie znajdziemy także cytaty z mieszkańców Mariupola, którzy przeżyli i zdołali uciec. Switłana Obedynska mówi: - Do Mariupola chciałbym wrócić tak bardzo, że poszłabym tam pieszo. Po co? Ponownie pochować zabitych bliskich. Zobaczyć Morze Azowskie i swoje mieszkanie. Marzę o chwili, gdy spotkamy się i obejmiemy z przyjaciółmi.
Wystawa jest czynna w MIIWŚ do 15 marca. Wstęp wolny.
We wtorek w MIIWŚ podpisano także Deklarację Mariupolską. Dokument wyraża solidarność Gdańska i Pomorza z ukraińskim miastem Mariupol, okupowanym obecnie przez Rosjan, oraz wolę współpracy na rzecz jego odbudowy.
Podpisanie Deklaracji Mariupolskiej