Zakład o "flaszkę"
Szacownego jubilata odwiedziła w piątek, 23 stycznia, prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. Towarzyszył jej Grzegorz Graefling, zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Gdańsku. Spotkanie odbyło się w mieszkaniu przy ul. Długie Ogrody, w którym stulatkiem opiekuje się jego córka Małgorzata.
- Życzę Panu dużo, dużo zdrowia, bo to jest najważniejsze - powiedziała prezydent.
- A ja coś Pani powiem: wygrałem "pół litra" - zagaił w pierwszych słowach stulatek. - Jak to? - nie kryła zaskoczenia Aleksandra Dulkiewicz. - Bo powiedziałem mężowi mojej wnuczki, że odwiedzi mnie prezydent Gdańska, a on na to: "W cuda wierzysz?". No to zrobiliśmy zakład, a założyliśmy się o wódkę - wyjaśnił rozbawiony jubilat.
Od AK po Wojsko Polskie
Ppor. Józef Jerzy Winiarski, pseudonim „Mucha” urodził się 5 stycznia 1926 r. w Siedlcach (dziś województwo mazowieckie). Miał sześcioro rodzeństwa - czterech braci i dwie siostry. Z racji zawodu ojca, który był kolejarzem, rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania.
Jestem Anna Sosnowska. Mam 100 lat
Józef Winiarski dzieciństwo spędził w miejscowościach Rzekuń i Ostrów Mazowiecka. W tej ostatniej uczęszczał do szkoły powszechnej. Jako 16-latek, w 1942 r. w okolicach wsi Pecynka, niedaleko Ostrołęki, wstąpił do leśnego oddziału Armii Krajowej.
Dwa lata później zgłosił się do wkraczającej na ziemie polskie I Armii Wojska Polskiego, w której został kanonierem.
W 1945 r. został ranny w rękę i okolice brody w walkach na Wale Pomorskim. Trafił do szpitala w Wałczu. Na własną prośbę opuścił lecznicę i dołączył do jednostki, która stacjonowała nad morzem w okolicach Kamienia Pomorskiego. Fal Bałtyku wtedy jednak nie zobaczył, choć było to wielkim marzeniem - jego i wielu ówczesnych kolegów z wojska.
Szlak bojowy zakończył nad Łabą, do samego Berlina nie udało mu się dotrzeć. Jak wspomina, przez tę rzekę na Zachód uciekło wtedy z dywizji, w której służył, 160 żołnierzy.
Po zakończeniu II wojny światowej do 1947 roku jako żołnierz stacjonował w Bieszczadach, gdzie brał udział w walkach z bandami Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
Do rezerwy został przeniesiony w 1947 roku.
Po powrocie do domu po dwóch dniach dostał powołanie do wojska (według roczników). Pomyłka została jednak szybko wyjaśniona i ponownie został cywilem.
Powojenne losy
Jako osadnik wojskowy osiedlił się początkowo w miejscowości Biskupice k. Białego Boru (obecnie woj. zachodniopomorskie). W 1948 r. ożenił się, w 2018 r. miał szczęście wraz z żoną obchodzić jubileusz 70-lecia małżeństwa.
Oboje wyjechali na kilka lat do Szczecina, gdzie Józef Winiarski pracował na terenie portu w przedsiębiorstwie Hartwig jako ekspedient.
Praca to jej całe życie. Olga Dedio świętuje setne urodziny
Potem małżeństwo Winiarskich zdecydowało się wrócić do Ostrowi Mazowieckiej. Stamtąd pan Józef postanowił wyjechać do pracy w budowanej pod Krakowem Nowej Hucie. Na dworcu w Warszawie usłyszał od kogoś, że pracowników szuka też stocznia w Gdańsku. Przesiadł się więc wtedy na pociąg w kierunku Wybrzeża. W krótkim czasie dołączyła do niego żona. Mieszkali przez wiele lat na Siedlcach, przy ul. Kartuskiej, w jednym z tzw. bloków stoczniowych.
W Stoczni Gdańskiej Józef Winiarski pracował jako elektryk. Pod koniec lat 70. przeszedł na emeryturę. Żona zajmowała się domem. Od 1977 r. należy do Związku Inwalidów Wojennych RP.
Majsterkowicz i zagorzały czytelnik
Józef Winiarski ma jedną córkę Małgorzatę. Doczekał się dwóch wnuczek, w wieku 40 i 48 lat oraz czworo prawnuków.
- Tata czyta bardzo dużo książek, najróżniejszych. Głównie obyczajowe. Ma taką zasadę, że "jeden dzień to jedna książka". Non stop donosimy mu lektury z biblioteki - opowiada córka.
- Jak ładna książka, to nawet dwa razy ją przeczytam - uzupełnia stulatek.
ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z 100. URODZIN JÓZEFA WINIARSKIEGO Z UDZIAŁEM PREZYDENT GDAŃSKA:
Mimo sędziwego wieku pan Józef czyta bez okularów, znacznie gorzej za to widzi w dal. Stulatek uwielbia też grać w karty, przede wszystkim w remika, oraz układać pasjanse.
Jadwiga Burczyk ma 100 lat i cieszy się życiem
- Rozwiązuje krzyżówki, jego ulubione to panoramiczne. Ciągle szuka też sobie jakiegoś zajęcia. Uwielbia robótki ręczne. Kiedyś, z racji zawodu elektryka tworzył, na przykład, na własny użytek latarki - mówi córka. Jako dowód pokazuje nam małe pudełko plastikowe po drażetkach Tic Tac, do którego pan Józef doczepił w sobie tylko wiadomy sposób mini żarówki ledowe i niewielką baterię. Całość świeci jak prawdziwa miniaturowa latarka.
- Mało tego. Tacie udało się dawniej nawet własnoręcznie skonstruować pralkę, kiedy w sklepach było o nią trudno. Teraz namiętnie szyje ręcznie z różnych skórek, choćby portmonetki - dodaje córka, nazywając czule swojego ojca "Pomysłowym Dobromirem".