• Start
  • Wiadomości
  • Kurscy a sprawa polska. Poznaj trudną historię jednej z najbardziej znanych gdańskich rodzin

Kurscy a sprawa polska. Poznaj trudną historię jednej z najbardziej znanych gdańskich rodzin

Niemal 400 osób przyszło do ECS na spotkanie z Jarosławem Kurskim i jego książką. “Dziady i dybuki” w ostatnich tygodniach biją czytelnicze rekordy, sprzedano już prawie 20 tysięcy egzemplarzy. Zdaniem recenzentów - jedna z najważniejszych książek roku. Gdańsk zajmuje w niej istotne miejsce, od Gdańska zaczyna się ta opowieść o poszukiwaniu własnej, wolnej od strachu tożsamości i o ranach, jakie zadaje ludziom polski antysemityzm.
( 15.11.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Mężczyzna w średnim wieku siedzi w fotelu podczas spotkania autorskiego
- Jestem wzruszony, bo to moje miasto, a państwo jesteście moimi rodakami - mówił do publiczności Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej i autor książki. - Chodziliśmy po tych samych ulicach, znamy te same kamienie, zaułki. Czuję się w domu
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Jarosław Kurski: w Gdańsku jak w domu

Spotkanie odbyło się we wtorek wieczorem, 15 listopada, i szybko nabrało osobistego charakteru. Część widowni stanowili gdańscy znajomi z dawnych lat. Jarosław Kurski rozpoznawał ich, do niektórych zwracał się po imieniu.

- Jestem wzruszony, bo to moje miasto, a państwo jesteście moimi rodakami - mówił do publiczności Jarosław Kurski. - Chodziliśmy po tych samych ulicach, znamy te same kamienie, zaułki. Czuję się w domu. Dziękuję państwu, że przybyliście i że doceniliście państwo moją książkę. Jestem gdańszczaninem, takim się czuję. I odczuwam też łączność, i w jakimś sensie solidarność, z tymi pokoleniami gdańszczan, które tu były długo przed nami. 

Sukces 4. Gdańskich Targów Książki: “Odwiedziło nas minimum 30 tysięcy osób. To największa frekwencja z dotychczasowych”

Jarosław Kurski mówił o swojej mamie - Annie Kurskiej - że nigdy się nie czuła w Gdańsku jak u siebie. Jej ukochanym miejscem na ziemi były Koszyłowce na Podolu, które utraciła z wybuchem II wojny światowej.

- Mimo, że kochała morze i przyjechała tutaj z wyboru, to jednak czuła się jak na wygnaniu - stwierdził Jarosław Kurski.

Dużo łatwiej wrósł w Gdańsk ojciec autora, Witold Kurski. 

- Tata się czuje gdańszczaninem - wyznał autor. - Nie wiem jakimi drogami to chodzi, bo przecież tata jest urodzony w Warszawie i właściwie powinien inwestować tę swoją nostalgię do Warszawy. Tymczasem tata się tutaj zawsze czuł na miejscu, i ja ten patriotyzm miejsca odziedziczyłem po nim.

Wśród gości spotkania był ojciec autora, 89-letni Witold Kurski (trzyma laskę), który otrzymał od publiczności brawa. Po lewej jest Paweł Kurski - syn autora
Wśród gości spotkania był ojciec autora, 89-letni Witold Kurski (trzyma laskę), który otrzymał od publiczności brawa. Po lewej jest Paweł Kurski - syn autora
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Dziewczyna ocalona z Holocaustu

Jarosław Kurski mówi, że do napisania tej książki przygotowywał się przez 30 lat. Nitka weszła mu do ręki sama, z powodu antysemickich uwag, na jakie pozwalał sobie jego szef - Lech Wałęsa - m.in. wobec prof. Bronisława Geremka. Gdy Jarosław Kurski zrezygnował z pracy prezydenckiego rzecznika, w krótkim czasie napisał książkę “Wódz”,. Był tam fragment, w którym przekonywał Wałęsę, że antysemityzm jest w Polsce pałką do bicia konkurentów politycznych, i że “Żydem” dla przeciwników jest każdy - nawet jego mama, sędzia Anna Kurska, popularna w Gdańsku, zasłużona dla demokratycznej opozycji.

27-letni wówczas autor dał maszynopis książki do przeczytania swojej mamie. 

W nocy obudził go dzwonek do drzwi. Anna Kurska zrobiła nocny “nalot”, by wymusić na synu wykreślenie tego fragmentu tekstu.

- Ja nie jestem żadną Żydówką. Ja jestem Polką! Polką! Polką! - krzyczała. Był w tym strach, głęboki egzystencjalny strach.

Syn niewiele rozumiał z tego zamieszania, aż usłyszał słowa: “Ty nie wiesz, co robisz. Nie przeżyłeś. Nie widziałeś. Ty nie wiesz, jaki w Polsce jest antysemityzm!”.

Była dziewczyną ocaloną z Holocaustu. Dopiero w tamtej chwili, jako dorosły człowiek, Jarosław Kurski dowiedział się, że w jednej czwartej jest Żydem. On i jego brat, Jacek.

Obiecał, że jeśli coś opublikuje na ten temat, to dopiero po jej śmierci. Zdążyła jeszcze zostać senatorem z ramienia PiS-u. Zmarła w 2016 roku. Jest pochowana w Alei Zasłużonych na gdańskim Srebrzysku. 

Łysawy mężczyzna przemawia przez mikrofon, pokazuje książkę, którą trzyma na wysokości głowy
Słowo wstępne wygłosił gospodarz spotkania - Basil Kerski, dyrektor ECS - który przypomniał m.in. że Jarosław Kurski wydał wcześniej trzy inne książki, w tym zbiór esejów o Raymondzie Aronie i biografię Jana Nowaka Jeziorańskiego. Autor wyznał, że z tej ostatniej jest najbardziej zadowolony. Rozmowę z Jarosławem Kurskim poprowadził Paweł Goźliński z wydawnictwa Agora
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Głęboko zakodowana trauma

U jednej z osób obecnych na spotkaniu w ECS wątpliwości wzbudził opis sytuacji, w której Anną Kurską zawładnął strach. Romana Orlikowska-Wrońska wzięła do ręki mikrofon, powiedziała, że Annę Kurską znała dobrze jako osobę bardzo odważną. 

- Występowałam przed nią w sądzie, jako adwokat - mówiła Romana Orlikowska-Wrońska. - Była wspaniałym odważnym sędzią, niesłychanie wnikliwym, niesłychanie ludzkim. A szczególnie wykazała się swoją odwagą w czasie stanu wojennego, kiedy jako jedna tylko z dwojga sędziów z całego województwa gdańskiego sprzeciwiła się stanowi wojennemu i została usunięta z tego umiłowanego przez nią zawodu. I w związku z tym pytanie. Nie do końca przemawia do mnie twoja interpretacja tego strachu twojej mamy. Mnie się wydaje, że jeżeli to był jakiś strach, jakaś emocja, to ona dotyczyła może was. Zupełnie nie pasowałby mi jakikolwiek strach ze strony bardzo dobrze znanej przeze mnie Ani. Czy może to był strach wyrażający się troską o was? Czy możesz odpowiedzieć mi na to pytanie?

- Dobre przypuszczenie - odpowiedział Jarosław Kurski. - Oczywiście, że to chodziło o to, żeby dzieci, ta generacja… To samo dotyczyło mojej babci - jej intencją, i intencją mojej mamy, było to, żebyśmy nie musieli przeżywać tego, co one. To był ten strach. Mama była odważna oczywiście, ale to, co dotyczyło jej pochodzenia, było głęboko zakodowaną traumą, której może ty nie rozumiesz, ale którą ja czułem. Mama bała się demaskacji, bała się wskazania, że jest Żydówką, bo się nie czuła Żydówką. Odrzucała to całkowicie. Bała się wypchnięcia z polskości. Ona drżała o to, że ktoś ją z tej polskości wyrzuci. W związku z tym ja miałem z Mamą o to spór. (...) Dla mnie to była pozycja upokarzająca, upodlająca. Gdy jej radiomaryjne koleżanki opowiadały antysemickie szmoncesy, to Mama milczała. Miała nawet rodzaj takiej golemowej satysfakcji, że one patrzą i nie widzą, komu te szmoncesy opowiadają. Mama czuła się Polką i wara każdemu, kto chce ją z tej polskości wypchnąć. To są te wiesz, zapętlenia tożsamościowe. 

Przed spotkaniem i po nim do autora ustawiła się długa kolejka czytelników. Jarosław Kurski przez ponad godzinę wpisywał do książek dedykacje
Przed spotkaniem i po nim do autora ustawiła się długa kolejka czytelników. Jarosław Kurski przez ponad godzinę wpisywał do książek dedykacje
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Dla Jarosława Kurskiego zagadką pozostaje, czy - gdyby nie ten “żydowski background” - Anna Kurska pchałaby się tak gorliwie na barykady Powstania Warszawskiego. Czy po wojnie, jako licealistka, stanęłaby na lekcji w obronie oczernianych AK-owców - za co wyrzucona została ze szkoły. Na każdym kroku manifestowała swój polski patriotyzm.

Nie była przy tym specjalnie religijna. Jarosław Kurski nie przypomina sobie, żeby jego rodzice chodzili do kościoła w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. To się później zaczęło, jako element patriotycznego rytuału.

- Arcybiskup Głódź opowiadał na pogrzebie, że moja mama codziennie odmawiała różaniec - mówił z lekkim rozbawieniem Jarosław Kurski. - To przecież są brednie na długim kiju. 

Gott mit Uns, wujkowie z Wehrmachtu 

Za książkę zabrał się więc tak na dobre już po śmierci mamy. Opisał jednak historię rodzin obojga rodziców. Odkrył w niej Żydów, którzy pragnąc asymilacji, przyjmowali chrześcijaństwo i prowadzili ziemiański styl życia, marząc naiwnie, że tym sposobem zdobędą uznanie w oczach Polaków. Jarosław Kurski znalazł też brata swojej babci, który został zagorzałym syjonistą, wyjechał z Polski, zrobił karierę polityczną w Wielkiej Brytanii. Był doradcą brytyjskiego rządu ds. Europy wschodniej, popierał Józefa Piłsudskiego, zwalczał Romana Dmowskiego. Znaleźli się też dwaj wujkowie, którzy byli w połowie Niemcami, zostali żołnierzami III Rzeszy i obaj zginęli na froncie wschodnim, w mundurach Wehrmachtu, z klamrami “Gott mit Uns”. To ostatnie jest o tyle interesujące, że prawdopodobnie zainspirowało Jacka Kurskiego do zaatakowania Donalda Tuska “dziadkiem z Wehrmachtu”.  

- Dla mnie jest to książka o polskim antysemityzmie, od A do Z. Nie o asymilacji, o dylematach, i tak dalej i tak dalej, ale o polskim antysemityzmie. Nie wiem, czy to było zamierzone - stwierdził podczas spotkania w ECS prof. Janusz Rachoń, były rektor Politechniki Gdańskiej.  

- To bardzo ciekawe ujęcie sprawy - odpowiedział Jarosław Kurski. - To nie było zamierzone oczywiście, ale jak się opisuje awers, to widać rewers. 

FOTOGALERIA ZE SPOTKANIA Z JAROSŁAWEM KURSKIM

Jarosław Kurski: “To osobista sprawa”

Jest to też w końcu książka o samym Jarosławie Kurskim, o jego prywatnej ewolucji światopoglądowej. 

Jako licealista i student w Gdańsku, w latach 80., należał do Ruchu Młodej Polski.

- Byłem wtedy polskim nacjonalistą: Kościół, katolicyzm, naród, rodzina, ojczyzna, mieczyk Chrobrego w klapie - mówił w ECS. - I niechby ktoś powiedział, że może być inaczej. Później się okazało, że na naszym drzewie genealogicznym osiemnaście osób złożyło swe popioły w krematoriach Treblinki, Auschwitz, Bełżca. To się robi sprawa osobista, gdy się widzi na tym samym drzewie swoje nazwisko. Holocaust jest dziś dla mnie osobistą sprawą. Dla matki też był, ale ona to wypierała.

Jarosław Kurski czuje się Polakiem, polskim patriotą. Uważa, że polskość to zbyt poważna sprawa, by oddawać ją w ręce nacjonalistycznych hochsztaplerów.

Odbiera od czytelników gratulacje za to, że miał odwagę napisać taką książkę. I wtedy naprawdę jest zmartwiony. Jak to możliwe, że w Polsce wciąż punktem odniesienia jest antysemityzm, dawno skompromitowany w oczach cywilizowanego świata?

I czy nie jest to najwyższy czas, byśmy zaczęli traktować żydowskie dziedzictwo Polski z należytym szacunkiem i powagą? Czy nie pora, żeby Dziady - które symbolizują tradycję słowiańską - i Dybuki - jako symbol zamordowanego świata żydowskiego - znalazły w końcu miejsce pod wspólnym polskim niebem?