Czasy słusznie minione
Ta “część petardy”, która leżała na stole, to pamiątka z dni wprowadzenia stanu wojennego. Precyzyjnie mówiąc: granat UGŁ-200, którym funkcjonariusze ZOMO - specjalnych oddziałów milicji do rozpędzania zbiegowisk - strzelali w tłum, manifestujący przeciwko bezprawiu władz PRL. Można było nim rzucić albo strzelić z granatnika. Wystarczy sobie wyobrazić huk eksplodującej “petardy” pośród ludzi, a następnie wydobywającą się chmurę dymu. Był to chloroacetofenon - substancja chemiczna, podrażniająca błony śluzowe człowieka. Łzawiące oczy, piekące i opuchnięte powieki, nos i gardło, trudności z oddychaniem - kto tego doświadczył, nigdy nie zapomni.
A nie były to najgorsze rzeczy, jakie obywatelom robiły ówczesne władze. Kraj był całkowicie rozdarty politycznym konfliktem; władzę w obronie komunizmu przejęli wojskowi; więzienia zapełniły się aresztowanymi przeciwnikami reżimu; gospodarka - oparta na absurdach tzw. ekonomii socjalizmu - staczała się w przepaść; jakość życia była szokująco niska; Polska stała się najbiedniejszym krajem w Europie, co zresztą za granicami na długo popsuło naszemu krajowi opinię.
Osobista historia opozycjonisty
Jacek Karnowski miał 18 lat, gdy we wrześniu 1981 roku w Hali Olivia odbywał się I Zjazd NSZZ “Solidarność”. Chodzili tam z kolegami, przed gmach, zbierali ulotki, gazetki, pamiątkowe przypinki, plakaty, znaczki.
Już w grudniu stan wojenny sprawił, że Jacek stał się jednym z setek, w sumie nawet tysięcy, młodych, którzy w Trójmieście zareagowali protestem na aresztowanie liderów środowisk opozycyjnych, zniesienie wolności i praw obywatelskich. W chwili konfrontacji tłum nie jest zupełnie bezbronny.
- Znam kolegów, którzy mają pałki i tarcze zomowskie. Spróbuję ich przekonać. Ja taki odważny nie byłem - mówi skromnie Jacek Karnowski.
W 1986 roku zaczął działać w Ruchu Młodej Polski. Studiował wówczas na Politechnice Gdańskiej. Jednym z przejawów walki z “komuną” było konspiracyjne drukowanie gazetek i ulotek, które potem często z zaskoczenia rozdawano wśród przechodniów - tak, by władze nie miały czasu na przeciwdziałanie i schwytanie sprawców.
Uroczystość była okazją do przypomnienia o ludziach, którym w czasach PRL nie zabrakło cywilnej odwagi, by upominać się o demokratyzację Polski. Jednym z nich był ksiądz Bernard Zieliński z parafii w Brzeźnie, z którym Jacek Karnowski jako młody chłopak współpracował, w ramach stowarzyszenia Verbum, które wydawało gazetkę Verbel. Uczestniczyli w tym m.in. Jarosław Sellin, Tomasz Weinberger, Wiesław Walendziak. Padło też nazwisko abp. Tadeusza Gocłowskiego, za którego wiedzą w kurii biskupiej w Gdańsku drukowano te gazetki, ponieważ był tam powielacz.
Jacek Karnowski cały czas zbierał pamiątki z tamtych dni.
- Gdybym je tutaj przyniósł, to pewnie ten stół by się załamał - mówi.
Niestety zdecydowana większość zbiorów wskutek rewizji wpadła w ręce SB, ówczesnej policji politycznej. Takie rzeczy konfiskowano i niszczono, jako materiały nielegalne.
To, co Jacek Karnowski później zgromadził, pochodzi od jego kolegów z opozycji i teścia, Tadeusza Mieszczańskiego, który zmarł w ubiegłym roku, w wieku 99 lat.
- Był pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego - mówi Jacek Karnowski. - Część tych zbiorów zostawił, postanowiliśmy je z żoną przekazać.
Wdzięczni w rocznicę Sierpnia
Karolinę Lejczak, szefową działu zbiorów ECS, najbardziej ucieszyły egzemplarze gazetki “Verbel”, które są dużą rzadkością. W sumie ukazały się cztery wydania, ale Jacek Karnowski przyniósł egzemplarze trzech pierwszych - teraz obiecuje, że znajdzie i dostarczy do zbiorów również ten czwarty, teraz już ostatni, którego brakuje w zbiorach ECS.
- Jest mi tym milej, i jestem za to bardzo wdzięczna, że Jacek Karnowski postanowił przekazać swoje zbiory w czasie Święta Sierpnia - mówi Magdalena Mistat, p.o. dyrektora ECS. - Nie bez przyczyny dziś jesteśmy na wystawie stałej Europejskiego Centrum Solidarności, w sali, która kończy opowieść o pokojowej rewolucji, w sali, która mówi o zwycięstwie “Solidarności”, o upadku “bloku wschodniego” w 35. rocznicę niepodległości nie tylko Ukrainy, ale pozostałych republik. Tym bardziej jestem wzruszona, szczęśliwa, że do kolekcji ECS-u trafiają unikaty.