Generał Anders na białym koniu. Gdańska defilada grup rekonstrukcyjnych

150 rekonstruktorów z blisko 10 grup specjalizujących się w badaniu i odtwarzaniu historii II wojny światowej przemaszerowało w niedzielę, 4 marca, ulicami gdańskiego Śródmieścia. Uczcili w ten sposób Narodowy Dzień "Żołnierzy Wyklętych", który co roku przypada w pierwszy dzień marca.

Generał Anders na białym koniu. Gdańska defilada grup rekonstrukcyjnych
A
A
data publikacji: 04 marca 2018 r.

Ulicą Długą na czele defilady jedzie rekontruktor w roli gen. Władysława Andersa - oczywiście na białym koniu, na którym miał wjechać do Polski. To marzenie wielu Polaków się nie spełniło, nasz kraj znalazł się po wschodniej stronie 'żelaznej kurtyny', która przedzieliła Europę na dziesięciolecia
Ulicą Długą na czele defilady jedzie rekontruktor w roli gen. Władysława Andersa - oczywiście na białym koniu, na którym miał wjechać do Polski. To marzenie wielu Polaków się nie spełniło, nasz kraj znalazł się po wschodniej stronie 'żelaznej kurtyny', która przedzieliła Europę na dziesięciolecia
Krzysztof Mystkowski/KFP

Była to już w Gdańsku IV Krajowa Defilada Pamięci Żołnierzy Niezłomnych. Około 150 osób w umundurowaniu z czasów II wojny światowej przeszło ulicami: Profesorską, Katarzynki, Podmłyńską, Podwalem Staromiejskim, Szeroką, Węglarską, Kołodziejską i Długą. Na Długim Targu na wszystkich czekał finał imprezy. Na trybunie honorowej siedzieli kombatanci - prawdziwi uczestnicy i świadkowie II wojny śwaitowej. Przy Fontannie Neptuna ustawił się rekonstruktor odgrywający rolę gen. Władysława Andersa - przybył oczywiście na białym koniu, a kolejne grupy rekonstruktorów składały mu symboliczne meldunki. O oprawę muzyczną defilady zadbała orkiestra Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Na scenie pod Zieloną Bramą w repertuarze patriotycznym zaprezentował się raper Tadeusz Tadek Polkowski. Publiczność mogła porozmawiać z rekonstruktorami, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie m.in. na tle jeżdżącej atrapy czołgu, która uczestniczyła w realizacji filmu „Miasto 44”.

Impreza doskonale wpisuje się w politykę historyczną Prawa i Sprawiedliwości. Patronat na wydarzeniem objęli wojewoda pomorski Dariusz Drelich, metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, Muzeum II Wojny Światowej oraz Instytut Pamięci Narodowej - Oddział w Gdańsku oraz Bractwo Świętego Pawła. W czasie przemarszu przez miasto znać o sobie dała jedna z organizacji nacjonalistycznych - grupka działaczy szła z transparentem, skandując charakterystyczne dla siebie hasła.

Co Gdańsk ma wspólnego z "żołnierzami wyklętymi", czy jak kto woli "niezłomnymi"? Wbrew pozorom całkiem niemało. Na Pomorzu już po zakończeniu wojny partyzantkę kontynuowali żołnierze 5. Wileńskiej Brygady AK majora „Łupaszki” - prowadzili działania zbrojne m.in. w okolicach Sztumu i na Kaszubach. W Gdańsku schwytana została przez komunistów z UB sanitariuszka Danuta Siedzikówna ps. "Inka", która w sierpniu 1946 r. w więzieniu na Kurkowej stracona została wraz z innym żołnierzem "Łupaszki" - Feliksem Selmanowiczem ps. "Zagończyk". 

Sam generał Anders to postać, która ma jedynie uatrakcyjnić defiladę - z Gdańskiem nie miał bowiem nic współnego. Stał się symbolem niespełnionych marzeń polskiego społeczeństwa o nowej wojnie, między Zachodem a komunistami, i wyzwolenia kraju spod sowieckiej dominacji. Gen. Anders miał wkroczyć do Polski na białym koniu, na czele tysięcy żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Skończyło się na marzeniach. Anders, podobnie jak zdecydowana większość żołnierzy PSZ został na emigracji na Zachodzie. Ci, którzy zdecydowali się wrócić do nowej Polski z reguły musieli tłumaczyć się komunistycznej bezpiece, że nie szpiegują na rzecz "kapitalistycznych wyzyskiwaczy". Wielu zapłaciło za to więzieniem, niektórzy - śmiercią.

oprac. RD (0)
www.gdansk.pl
oprac. RD (0)
www.gdansk.pl