Pierwszy set 32:34
Pierwszy set był niezwykle wyrównany, prowadzenie wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk. Skutecznie atakował Tobias Brand, dobrze blokował Piotr Nowakowski – obaj w przeszłości byli zawodnikami warszawskiego klubu. Gdy wydawało się, że Energa Trefl spokojnie dowiezie prowadzenie w pierwszej partii do szczęśliwego końca zablokowani zostali kolejno Brand i Aliaksei Nasevich i “zabawa” rozpoczęła się od początku. Było 20:20 i ogromna wojna nerwów. Grano na przewagi, chociaż to goście byli na minimalnym prowadzeniu, a “lwy” heroicznie broniły kolejne piłki setowe. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, chyba nikt z 5,5 tysiąca widzów w Ergo Arenie nie oglądał końcówki seta na siedząco. Po wideoweryfikacji okazało się, że atak Branda otarł się o ręce bloku gości i to Gdańszczanie mieli piłkę setową. “Monster blockiem” popisał się kapitan drużyny Moustapha M’Baye, jednak ostatecznie to goście byli górą w pierwszej partii po asie serwisowym Linusa Webera.
Joe Worsley: z Kalifornii do Gdańska
Drugi set był już słabszy w wykonaniu Energi Trefla Gdańsk i bardziej nierówny, genialne akcje przeplatały się z prostymi błędami. Najwyższy bieg wśród gości włączyli ich przyjmujący: Kevina Tillie i Bartosz Bednorz, MVP dzisiejszego spotkania. Ich skuteczne akcje dały Projektowi prowadzenie 13:9. Trener Mariusz Sordyl reagował zmianami, kolejno Piotra Nowakowskiego na środku bloku zastąpił Paweł Pietraszko, Aliakseia Nasevicha na pozycji atakującego Damian Schulz, a Piotra Orczyka na pozycji przyjmującego Damian Kogut. “Lwy” jak mają w zwyczaju nie poddawały się i zażarcie goniły stołeczny zespół, zbliżając się nawet na dwa punkty – 17:19. Gdy wydawało się, że w tym secie rywal jest w zasięgu asem serwisowym popisał się rozgrywający gości, Jan Firlej. Energa Trefl Gdańsk przegrywała w setach 0:2, ale wielu kibiców zachowywało spokój – przecież w tym sezonie “lwy” przyzwyczaiły nas do siatkarskich thrillerów.
Ulec liderowi to nie wstyd
Niestety tym razem było inaczej, trzeci set okazał się ostatnim, jednak były emocje i była walka. Bardzo dobrze grali i punktowali rezerwowi Paweł Pietraszko i Damian Schulz. Goście początkowo prowadzili, gdy sprawy w swoje ręce wziął Tobias Brand, który doprowadził do prowadzenia Energi Trefla 12:10. Trwała walka wet za wet i punkt za punkt, jednak to goście byli górą. Ostatecznie “Gdańskie Lwy” uległy u siebie po raz drugi w sezonie, po wcześniejszych siedmiu kolejnych wygranych w Ergo Arenie. Ulec tak dysponowanym liderowi PlusLigi to nie wstyd. Zwłaszcza drużynie, w której Bartosz Bednorz zagrał na reprezentacyjnym poziomie.
W kolejnym meczu Gdańszczanie zagrają z ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w sobotę 7 lutego o godz. 12:30 w meczu, który może mieć kolosalne znaczenie w kontekście udziału w play-off. Do Ergo Areny Trefl wraca 25 lutego, by podjąć InPost ChKS Chełm i zacząć na nowo budować twierdzę.
MVP Bartosz Bednorz
Energa Trefl Gdańsk – PGE Projekt Warszawa 0:3 (32:24, 20:25, 21:25)
Energa Trefl: Brand 13, Nasevich 9, Orczyk 9, M’Baye 6, Worsley 3, Nowakowski 1, Koyyka (libero) – Schulz 8, Pietraszko 6, Kogut 0, Sobański 0, Stępień 0.
PGE Projekt: Bednorz 21, Tillie 15, Weber 12, Kłos 5, Semeniuk 5, Firlej 1, Wojtaszek (libero) – Gomułka 4, Kochanowski 0, Koppers 0, Firszt 0, Kozłowski 0.