28. rocznica tragicznego pożaru Hali Stoczni Gdańskiej

24 listopada 1994 roku doszło do jednej z największych tragedii w powojennym Gdańsku życie - pożaru Hali Stoczni Gdańskiej, w wyniku którego życie straciło siedem osób, a ponad 300 uległo poparzeniom. Większość z uczestników tamtego wydarzenia była uczniami szkół podstawowych i średnich. Ich pamięć uhonorowała prezydent Aleksandra Dulkiewicz.
( 24.11.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Czwartkowy wieczór 24 listopada 1994 roku dla setek osób uczestniczących w koncercie zespołu Golden Life, odbywającym się w Hali Stoczni Gdańskiej, skończył się tragicznie
Czwartkowy wieczór 24 listopada 1994 roku dla setek osób uczestniczących w koncercie zespołu Golden Life, odbywającym się w Hali Stoczni Gdańskiej, skończył się tragicznie
źródło: Facebook prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz

Bronili polskości. Odsłonięto tablicę ku czci polskich posłów z Wolnego Miasta Gdańska

W czwartek, 24 listopada, w rocznicę tragedii, znicze pod pomnikiem upamiętniającym ofiary pożaru hali przy ul. Jana z Kolna zapaliła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.

- 24 listopada 1994 był dramatycznym dniem w życiu wielu gdańszczan i gdańszczanek. Zapewne każdy z nas znał kogoś, kto bawił się w hali Stoczni Gdańskiej tego feralnego wieczoru. Przez długi czas nie mogliśmy otrząsnąć się z traumy i ogromnego smutku. Jestem myślami z poszkodowanymi i rodzinami, które dotknęła ta tragedia. Miasto Gdańsk #pamięta - napisała na swoim profilu na Facebooku prezydent Gdańska.

Nie wszystkich winnych ukarano

Jak wykazało śledztwo i ekspertyza biegłych, hala została podpalona umyślnie. Niestety podpalacza nigdy nie wykryto. Kary za nieumyślne spowodowanie tragedii spotkały natomiast kierownika hali (2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata) i dwóch organizatorów koncertu z Agencji Reklamowej FM (1 rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata). Proces karny toczył się 16 lat. W kwietniu 2013 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku orzekł, że organizatorzy nie zapewnili uczestnikom wydarzenia bezpieczeństwa.

- Zaniechali jakichkolwiek działań w celu otwarcia drzwi ewakuacyjnych - podkreślał w uzasadnieniu sędzia Krzysztof Ciemnoczołowski. - Hala być może nie była idealna, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to było dość dawno i inne czasy, ale opinie biegłych są bezlitosne: gdyby drzwi ewakuacyjne były otwarte, to nawet z tak niedoskonałej hali można się było uratować.

W ciężkiej sytuacji po pożarze znalazły się liczne osoby poparzone. Dużą pomoc uzyskały m.in. dzięki zaangażowaniu się w pomoc ze strony doktora Hansa-Dietricha Paschmeyera i jego bremeńskiej kliniki.

W 1996 roku, w miejscu, gdzie znajdowało się główne wyjście z hali, stanął pomnik upamiętniający ofiary tragedii. Miasto Gdańsk od pierwszych lat dba o ich pamięć, kwiaty pod pomnikiem składał m.in. prezydent Paweł Adamowicz i gdańscy radni.

Pożar Hali Stoczni - minęło 27 lat. Jedna z największych tragedii powojennego Gdańska