Najniższy poziom morza w historii
„Poczuj się jak Mojżesz i przejdź suchą stopą po dnie morza” – tak mógłby brzmieć obecnie slogan reklamowy polskiego Wybrzeża. Każdy kto wybierze się na plażę, zauważy „na oko”, bez używania urządzeń pomiarowych, że jest ona szersza, a poziom wody znacznie niższy niż zwykle. Tam gdzie jeszcze jesienią pluskały się ryby, dziś można bezpiecznie spacerować w butach. Inaczej mówiąc, Bałtyk jest w depresji, czyli jego poziom jest niższy niż globalny poziom oceanów. W kulminacyjnym momencie, 5 lutego br. na wodowskazie Landsort–Norra odnotowano ponad 67 cm poniżej średniej wieloletniej – w skali całego basenu oznaczało to ubytek ok. 275 km³ wody. Był to najniższy poziom Morza Bałtyckiego w historii jego badań, czyli od roku 1886.
Jak pisaliśmy w artykule „Najniższy w historii poziom wody w Bałtyku”, przyczyną był długotrwały wyż i silny wiatr ze wschodu, które wypychały wodę przez Cieśniny Duńskie w kierunku Morza Północnego. Takie zmiany poziomu wody w basenach półzamkniętych, jak Bałtyk są cykliczne, a wymiana wody pożądana. Powrotny wlew z Morza Północnego oznacza bowiem napływ wody bardziej słonej, gęstszej i lepiej natlenionej, co jest korzystne dla ekosystemu.
Woda zaczyna wracać
Jak informuje Instytut Oceanologii PAN z Sopotu, powrót wody do Bałtyku już się rozpoczął.
„W danych z Basenu Arkońskiego od 17 lutego rejestrowany jest wyraźny sygnał adwekcji wód o podwyższonym zasoleniu (~22 PSU), podczas gdy w fazie odpływu wartości wynosiły ok. 8 PSU. To klasyczny początek wlewu: różnica poziomów między Morzem Północnym a Bałtykiem (gradient barotropowy) uruchamia transport masy w kierunku wschodnim. Najnowsze dane obserwacyjne potwierdzają kontynuację zjawiska. Po początkowej fazie wlewu w lutym obserwujemy kolejny istotny impuls hydrologiczny. Od 16 marca w Basenie Arkońskim notowany jest intensywny napływ wód o wysokim zasoleniu. Jest to bezpośredni skutek wyrównywania poziomu wody z Morzem Północnym, a tym samym wzmożonego napływu do Bałtyku. Co kluczowe, sygnał ten, charakteryzujący się podwyższonym zasoleniem i zawartością tlenu, dotarł już do Basenu Bornholmskiego. Oznacza to, że woda skutecznie pokonuje kolejne progi podmorskie, kierując się w stronę głębszych partii Bałtyku.” – czytamy na profili FB IO PAN.
Czas na zieleń! Miasto sadzi pierwsze w tym roku drzewa
Kiedy poziom morza wróci do normy?
Zapytaliśmy zatem naukowców, kiedy poziom wody w Zatoce Gdańskiej wróci do normy.
- Wlew póki co jest jest dość spokojny i powolny, ponieważ ten wyż, który powodował całą sytuację, długo się utrzymywał nad Bałtykiem i był dosyć rozległy. A jak już przesunął się dalej w kierunku wschodnim, to z kolei go przyblokował kolejny wyż i sytuacja trochę rozciągnęła się w czasie. Tak więc jeszcze nie wiemy, jak potoczy się sytuacja. Może być to faktycznie jeden z większych wlewów, ale z drugiej strony, jeżeli dalej będzie się ta sytuacja atmosferyczna powtarzać, no to może być rozwleczony w czasie i nie być aż tak duży jak myślimy – tłumaczy Daniel Rak z IO PAN i dodaje, że również dlatego nie można jeszcze oszacować kiedy podniesie się woda na naszych plażach.
Już rok z Gdańską Kartą dla Drzew. Jak to działa?
Póki co można więc nadal cieszyć się spacerami suchą stopą po dnie morskim i obserwować te niezwykłe zjawisko.